poniedziałek, 25 maja 2015

Rozdział 17. Odcienie Szarości


Jest to rozdział, w którym pewne rzeczy powoli zaczynają się wyjaśniać. Zdaję sobie sprawę, że wiele z tego nie kojarzycie, bo za dużo się wydarzyło, by wspominać coś, co miało miejsce dziesięć rozdziałów temu, dlatego starałam się opisać to najlepiej jak się dało tak, żebyście od razu przypomnieli sobie, o co chodzi. 

Niektórych z was na pewno tym rozdziałem rozczaruję. Podczas rozmowy w komentarzach z ILoveDamon  obiecałam, cytuję: " że  kolejny rozdział  będzie dosyć zaskakujący, smutny, pełen akcji i przełomowy a zaskoczeniem jest to, że tym razem inspirację zaczerpnęłam z jednego z odcinków TVD. Chodzi mi o pewną scenę, która się tam pojawi i która na pewno od razu rozpoznacie", jednak ostatecznie zmieniłam zdanie i przesunęłam te plany na kolejny rozdział lub dwa w zależności od tego, jak uda mi się to rozmieścić. 

Dziękuję za wyrozumiałość, cierpliwość i wsparcie. Dziękuję za każdy komentarz, to bardzo wiele dla mnie znaczy. Jeszcze raz przy okazji apeluję o szczere opinie- nawet a może w szczególności negatywne (oczywiście odpowiednio uargumentowane i elokwentnie oraz kulturalnie wypowiedziane, ponieważ "Co za gówno" do mnie nie przemawia, droga  Victorio Quinn. Krytykujesz kogoś po to, żeby go czegoś nauczyć i pokazać błędy a nie dla samego krytykowania i wyrażenia swoich frustracji. )

Tak więc zapraszam na kolejny  rozdział. 

Enjoy ;***

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
- Jeszcze kilku takich i będziecie mogli tu otworzyć swój  prywatny Azkaban- powiedziała Rebekah, popychając bezwładne ciało nieprzytomnego Stefana w głąb lochów.
- Mogłabyś być delikatniejsza- skrzywiła się Elena, zamykająca właśnie zasuwę w drzwiach lochu, do którego chwilę temu wrzuciła Damona.
- Och wybacz- odparła Rebekah z przesadną słodyczą- zapomniałam, że prowadzicie tu jedynie przechowalnię żywych trupów. Pewnie nazwa "Kostnica Nieumarłych" lepiej by się w tym przypadku sprawdziła.
- Żartem próbujesz rozładować napięcie i jesteś przy tym niemal tak irytująca jak Damon- westchnęła brunetka, wspinając się po schodach, prowadzących do wyższych partii domu.- macie ze sobą wiele wspólnego, jesteś jego godną następczynią- dodała ze złośliwym błyskiem w oku i weszła do salonu. Pierwotna podążyła za nią jak cień.
- Nie podniecaj się tak, bo się jeszcze zakochasz- blondynka przewróciła oczami- bo  w waszym przypadku to chyba szło w tej kolejności, nie?
- Nie bądź suką Rebekah- upomniała ją Elena- nie zapominaj o tym całym bagnie, w które wciągnęła nas twoja spaczona, psychopatyczna, destrukcyjna, patologiczna rodzinka.
- I kto tu teraz jest suką Gilbert?- Rebekah uniosła brwi rozbawiona- ten uroczy liścik- gestem głowy wskazała na leżące na stole dwie kartki, które kilka chwil wcześniej wyciągnęły z kieszeni braci Salvatore- nie jest dziełem ani Kola ani Klausa ani Marcela.  Zresztą Nik nie miałby powodu, żeby to zrobić, bo potrzebuje was wszystkich w pełnej gotowości, nie mówiąc już o tym, że   nie naraziłby się na gniew tej waszej małej blond wywłoki.
- Może komuś kazali to napisać, nie wiem, ale to nie jest istotne- prychnęła Elena, gniewnie marszcząc brwi- fakty są takie, że Damon i Stefan zachowywali się jak zahipnotyzowani a to może być jedynie sprawka Pierwotnego, więc wybacz, ale krąg podejrzanych właśnie się zacieśnił.A faktem jest, że Caroline została porwana przez Kola i musimy ją odbić, musimy to wszystko naprawić! Dałaś mi przecież słowo!- dodała ostro, z wyraźną paniką w głosie.
- Tak, dałam słowo i dlatego ty tu zostaniesz, będziesz pilnować tej kanapy i spisywać swoje żale w wybrakowanym pamiętniku czy co ty tam robisz w chwilach zagrożenia, oczywiście poza pakowaniem się w kolejne kłopoty podczas mizernych prób demonstracji swojej niezależności i autodestrukcyjnych skłonności. Ja uprzątnę ten cały bałagan- zarządziła blondynka głosem nieznoszącym sprzeciwu i skierowała się w stronę wyjścia- Ach, byłabym zapomniała- dodała jeszcze, spoglądając na nią przez ramię z miną, wyrażającą złośliwe rozbawienie- nie zbliżaj się do lochów. Wiemy, że ty plus bracia Salvatore równa się kłopoty, ale ty plus bracia Salvatore i ich żądza mordu równa się krwawa masakra- po tych słowach ulotniła się z pensjonatu w wampirzym tempie.

Gniew, wzbierający w Elenie od kilku tygodniu znów znalazł ujście w przepełnionym furią i żądzą mordu wrzasku.

- REBEKAH!!!!!!!

****

- A więc jednak- Klaus uśmiechnął się z wyższością i zrobił jeden duży krok, powoli opadając z wieży zegarowej miejskiego ratusza wprost na wybrukowaną ścieżkę, tuż obok siostry. Wylądował miękko niczym kot, nie wydając ani jednego dźwięku i Rebekah przewróciła oczami.
- Przestań się popisywać Nik- prychnęła i ruszyła ulicą nie oglądając się za siebie. Wiedziała jednak, że brat podąży za nią, oczami wyobraźni widziała ten jego charakterystyczny, irytujący, ociekający ironią uśmieszek.
- Nie dąsaj się tak siostrzyczko-droczył się z nią- nie możesz mi przecież odmówić satysfakcji z powiedzenia: "A nie mówiłem?". Twierdziłaś, że sama wymierzysz Kolowi sprawiedliwość, lecz i tak zwróciłaś się do mnie po pomoc.
- Z Kolem sobie poradzę, martwią mnie jednak jego sojusznicy i to, co wyczynia- odparła Pierwotna, posyłając Klausowi wymuszony uśmiech-to poszło za daleko, martwię się o niego. Najpierw przemieniał tych wszystkich ludzi i podrzucał pod drzwi łowcy, potem nakłonił go do zabicia matki wiedźmy, porwał twoją blond zdzirę a teraz jeszcze zauroczył Salvatore'ów. Omal się nie pozabijali w walce o Elenę!
- Skąd pomysł, że to ostatnie jest dziełem naszego braciszka?- spytał Klaus niewinnie, wydymając wargi- po tylu wiekach powinnaś już być obeznana w mechanizmach rodzinnego mordobicia. A Salvatore'owie całe życie spierają się o kobietę. Nie zdziwię się, jeśli ostatecznie skończą w kazirodczym, gejowskim związku- dodał ze złośliwą satysfakcją. Rebekah skrzywiła się na te słowa.
- Jesteś niesmaczny- prychnęła  z właściwą sobie wyniosłością- według tej logiki nasza rodzina już wieki temu powinna zacząć organizować dzikie orgie.
- Teraz to ty jesteś niesmaczna- odgryzł się Klaus, ale w jego oczach rozbłysło coś na kształt podziwu.

 W głębi duszy uwielbiał spierać się ze swoją małą, zuchwałą, sarkastyczną, upartą, pełną sprzeczności, egoistyczną siostrzyczką.Po części wynikało to z jego wrodzonego masochizmu- w końcu ojciec przez całą jego młodość udowadniał mu, że jest nikim, że nie powinien się urodzić- stawiał mu wyzwania i wysokie wymagania, którym nie potrafił sprostać. Chodziło też o jego dumę, o świadomość, że jest niepokonaną pierwotną hybrydą- budzącym grozę i respekt potworem, z którym żadna istota, żywa czy martwa, nie mogła się równać. Niewielu było takich, którzy odważyli się stanąć z nim w szranki a jeszcze mniej osób wyszło z takiej potyczki bez szwanku. Właściwie to poza jego rodziną, Caroline, braćmi Salvatore i Eleną (których ocalił z wiadomych względów), chyba nikt a w tej chwili liczba osób, z którymi mógł prowadzić podobne dyskusje drastycznie się obniżyła.
Sama myśl o tym natychmiast przypomniała mu o powodzie, dla którego po raz kolejny siostra chciała zjednoczyć z nim siły, chowając swą wymuskaną dumę do kieszeni.

-Że też wcześniej na to nie wpadłem- wyszeptał Pierwotny, przystając gwałtownie.
Rebekah również się zatrzymała, wpatrując się w niego z wyraźnym zaskoczeniem, po części zdziwiona nagłą zmianą nastroju a po części faktem, że Klaus w pewnym sensie w tym jednym zdaniu przyznał się do błędu, czegokolwiek on dotyczył, a to nie zdarzało się często. Zwykle nie pozwalała mu na to jego narcystyczna natura, więc w chwilach takich jak ta Rebekah skupiała na nim całą swoją uwagę.
- Co jest?- spytała, gdy pełna napięcia cisza zaczęła się przedłużać w nieskończoność.
- Wcześniej nie połączyłem tego z tymi wszystkimi wydarzeniami, wydawało mi się to mało istotne w obliczu tylu zagrożeń i całkiem zapomniałem... Nie pomyślałem...
- O czym ty mówisz do diabła?- warknęła dziewczyna, już porządnie zniecierpliwiona.
- Pamiętasz tę noc w Nowym Yorku, gdy myślałem, że udało mi się złapać Elenę a okazało się, że to Katherine? Tyler przybył jej na ratunek, chciał ocalić przyjaciółkę i wtedy Petrova skręciła mu kark a sama uciekła.
- Pamiętam- potwierdziła Pierwotna, nie bardzo rozumiejąc do czego jej brat zmierza- potem razem z Damonem i Eleną odbiłam Loockwooda z twoich wrednych łapsk.
- Tak, ale przedtem Tyler groził mi kołkiem z białego dębu- kontynuował Klaus, wywołując przerażenie siostry- na pewno nie chciał mnie zabić, bo wtedy on i jego przyjaciele byliby martwi a nawet on nie byłby na tyle głupi, by poświęcić ich dla zemsty. Chodzi jednak o to, co mi wówczas umknęło.Tyler musiał być  w zmowie z Marcelem, inaczej nie znalazłby się w posiadaniu narzędzi, zdolnych nas zabić a to oznacza, że nasz drogi braciszek usunął go z więcej niż jednego powodu... Bo to, że to on zabił Lockwooda rozumie się samo przez się.
- Ale dlaczego w takim razie zauroczył Salvatore'ów i włożył im do kieszeni te głupie liściki?- spytała Rebekah, marszcząc brwi.
- Jakie liściki?
- Włożył im do kieszeni połowy kartki, na każdej z nich wypisano kilka słów. Razem tworzyły jedno zdanie: "Niech zwycięży lepszy". To samo zdanie wypowiedział Damon w momencie, gdy przymierzał się do wyrwania serca Stefana.
-Ostro- skomentował Klaus z mieszaniną podziwu i złośliwej satysfakcji. Rebekah ściągnęła brwi skonsternowana.
- Boże, siostrzyczko! Spędziłaś z tymi nudziarzami aż tyle czasu, że straciłaś nasze słynne rodzinne poczucie humoru?- zawołał Niklaus w świętym oburzeniu. Dziewczyna przewróciła oczami a Nik zaśmiał się cicho.
- To poczucie humoru może przysporzyć nam wiele problemów- przypomniała mu, ponownie sprowadzając rozmowę na poważniejszy aspekt omawianego problemu- Kol nie działa sam, bo liścik nie był napisany jego pismem ani tym bardziej pismem Caroline czy Salvatore'ów, przynajmniej według Eleny. Nie działa z Marcelem co rozumie się samo przez się, ale ma sojuszników, inaczej nie dałby rady tak długo ukrywać swojej obecności i działać na taką szeroką skalę nie ryzykując zdemaskowania. Pragnie tego samego co my, ale dochodzi do tego innymi sposobami, używając ludzi, którzy działają dla nas. To sabotaż, mierzony bezpośrednio w nas.  Kol jest trzecią, niezależną siłą tego konfliktu.
- Musimy poznać jego potężnych sojuszników, dowiedzieć się kim są- warknął Klaus, zaciskając usta w cienką linię- a potem ich zniszczyć, aby pożałowali, że kiedykolwiek z nami zadarli.

Rebekah jedynie skinęła głową na znak, że wspiera go w tym planie w stu procentach.
Oboje byli zdeterminowani, wściekli i rozczarowani zachowaniem brata. Choć rozumieli poniekąd jego motywy nie mogli pojąć, dlaczego Kol nie potrafi odpuścić wiedząc, jaka jest stawka. Na przestrzeni tych kilku wieków Mikealsonowie wielokrotnie byli gotowi się pozabijać, ale w obliczu zagrożenia stawali się na powrót jedną, potężną rodziną, gotową zginąć za swoich bliskich. Co się zmieniło?

- Chyba najwyższy czas złożyć braciszkowi niezapowiedzianą wizytę- mruknął Klaus i ruszył wzdłuż ulicy. W głowie już układał sprytny plan jak doprowadzić do kolejnego "rodzinnego spotkania" i jak powinno ono przebiegać.
Rebekah bez słowa podążyła za nim. Choć w życiu by się do tego nie przyznał jej milczące towarzystwo jak zwykle dodawało mu otuchy.



****
Elena już od pół godziny miotała się po pensjonacie niczym zwierzę w klatce. Za cholerę nie mogła znaleźć sobie miejsca i siłą woli zmusiła się, żeby nie zadzwonić do Rebekah. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że musi jej zaufać, że zadanie, którego podjęła się Pierwotna jest czasochłonne i wymaga pełnej koncentracji, ale nie mogła już znieść tej bezczynności. Damon i Stefan omal się nie pozabijali a Caroline została porwana przez psychopatę, którego siostra przysięgła naprawić to za wszelką cenę.

"Czy ten dzień mógłby być piękniejszy?"- pomyślała gorzko siadając  na kanapie i sięgnęła po pamiętnik, namyślając się nad swoim ostatnim wpisem. To wszystko było takie dramatyczne, pełne bólu i wewnętrznego rozdarcia i teraz miała napisać kolejną dołującą notkę, opisać kolejny "dzień w raju"?

Nie rozumiała, dlaczego to wszystko musi być takie trudne. Dlaczego jej życie nie może toczyć się zwyczajnym, spokojnym rytmem jak życiem każdej przeciętnej nastolatki? Dlaczego jej największym problemem nie mogą być stroje, fryzury i wybór uczelni, na której spędzi następne pięć lat? Dlaczego nie mogła się zakochać w zwyczajnym, średniozamożnym chłopaku i razem z nim poznawać uroki wczesnej dorosłości?

"Dlaczego?" było pytaniem kluczowym, nieustannie zaprzątającym jej myśli.

Sfrustrowana Elena z hukiem zamknęła dziennik i wydała z siebie jeden, pełen goryczy wrzask.
To wszystko nie miało sensu. Nie mogła tu dłużej siedzieć bezczynnie, nie mogła udawać, że wszystko jest w najlepszym porządku. W pierwszym odruchu chciała wyjść, znaleźć Rebekah, pomóc jej ocalić Caroline i zmusić do odczynienia uroku, rzuconego na Salvatore'ów, lecz zaraz porzuciła tę absurdalną myśl.Wiedziała, że tylko Rebekah potrafiła obcować ze swoimi braćmi i tylko ona mogła powstrzymać ich przed niepotrzebnym rozlewem krwi. To ona, jako osoba po części odpowiedzialna za ten cały bałagan, musiała się uporać z tym wszystkim, podczas gdy Elenie w udziale przypadła rola więziennego strażnika, czekającego na ocknięcie się swych podopiecznych.
Świadomość, że Damon i Stefan usychają w piwnicy nieprzytomni i nieświadomi faktu, że ledwie godzinę temu byli bliscy śmierci z ręki brata powodowała ścisk serca i drżenie ciała. Do tej pory Elena odpędzała od siebie te nieprzyjemne myśli, ale teraz, gdy pozwoliła sobie na chwilę zadumy nie mogła się już ich pozbyć. Pamiętała, że Rebekah ostrzegała ją, by nie ważyła się nawet zbliżyć do lochów, ale w tej chwili nie miało to dla niej najmniejszego znaczenia. Jakaś niewidzialna siła pchała ją w kierunku piwnicy i nic nie mogła na to poradzić. Nie wiedziała, czy powoduje nią zwykła, nieodparta ciekawość czy też troska, ale czymkolwiek to było, powoli lecz nieubłaganie prowadziło ją do lochów.

****

- Nie wiem już co mam robić- wyszeptała Elena chwilę później, spoglądając na obu braci Salvatore przez kraty u szczytu mosiężnych drzwi lochów, w którym wcześniej razem z Rebekah ich zamknęła- nie wiem co się ze mną dzieje i nie rozumiem co się stało między nami. To wszystko jest takie trudne... Chciałabym móc spojrzeć wam  w oczy, po prostu przeprosić i wiedzieć, że między nami już wszystko będzie w porządku. Chciałabym przestać się bać, że uznacie mnie za dwulicową kłamczuchę, niewartą waszego czasu i waszej energii i chciałabym powiedzieć wam to wszystko prosto w oczy...
- Więc zrób to- dobiegł ją ochrypły głos Damona. Elena podskoczyła gwałtownie i ostrożnie zajrzała do jego tymczasowej celi. Damon właśnie dźwigał się na nogi i z trudem usiadł na pryczy w kącie.

Wyglądał okropnie. Jego koszulę plamiła  krew, jego własna i Stefana, twarz lepiła się od potu a włosy tkwiły w dzikim nieładzie. Mętny, rozbiegany wzrok z wyraźnym wysiłkiem skupił na Elenie i pomimo dzielącej ich odległości spojrzał jej prosto w oczy.

- Zrób to- powtórzył pewniej, oddychając ciężko- zawsze możesz to potem zwalić na moje majaki usychającego wampira i wszystkiego się wyprzeć, ale zrób to do diabła- jego wzrok miał w  sobie siłę, która ją hipnotyzowała i nie pozwalała przejść obojętnie nad nakazem, czającym się gdzieś w ich wnętrzu- nie można całe życie być tchórzem Eleno.
- Ja... Myślałam, że jesteście nieprzytomni- zaczęła Elena niepewnie a kącik ust Damona mimowolnie uniósł się w górę.
- Jestem silniejszy dzięki swojej diecie- wyjaśnił- braciszek pewnie przez jakiś czas będzie jeszcze nieprzytomny, więc mamy chwilę dla siebie. Gdyby tylko nie te kraty...- dodał z żalem a serce Eleny zabiło mocniej na aluzję, czającą się w jego lazurowych oczach.
- Przestań- poprosiła cicho, spuszczając wzrok- dobrze wiesz, że te frywolne komentarze są nie na miejscu.
- A ty dobrze wiesz, że do tej pory mi to nie przeszkadzało- odparł, przeciągając głoski i mrużąc oczy w ten swój seksowny, damonowy sposób- jedyne co się zmieniło to fakt, że teraz mogę wymieniać z bratem doświadczenia łóżkowe.
Elena skrzywiła się i pokręciła głową z niedowierzaniem.
- Sądziłam, że gdy odrobinę zgłodniejesz staniesz się pokorniejszy- westchnęła ciężko.
- W takim razie powinnaś w wyjątkowo namiętny sposób podziękować mi za kolejną życiową lekcję, jakiej ci udzieliłem- odparł wampir, uśmiechając się pod nosem- a oto nasza dewiza na dziś: nadzieja jest matką głupich.
- A złośliwość siostrą słabych i zgorzkniałych- warknęła Elena natychmiast.
Damon zaśmiał się cicho i w tej samej chwili wstrząsnął nim gruźliczy kaszel. Elena odwróciła wzrok i wierzchem dłoni otarła wilgotne oczy. Doskonale pamiętała co czuła, gdy Stefan był w podobnym stanie jak jego brat w tej chwili i wiedziała, że obaj po raz któryś z kolei będą zmuszeni przejść przez to piekło. Nienawidziła tej części wampirycznej natury, ale wiedziała, że tylko w taki sposób może utrzymać w ryzach ich bratobójcze zapędy.
- Krwi...- wycharczał Damon, osuwając się na kolana.
Siłą woli Elena powstrzymała napływające do oczu łzy.
- Musisz poczekać z tym do jutra- wyszeptała, opierając czoło o kraty- jeśli odzyskasz pełnię sił wyważysz te drzwi i będzie próbował znów zabić Stefana a na to ci pozwolić nie mogę.

Damon uniósł głowę i oddychając ciężko spojrzał jej prosto w oczy. Przeraził ją ten drapieżny, morderczy błysk, którym zapłonęły wpatrzone w nią dwa lazurowe oceany i ten ironiczny uśmieszek, który wykrzywiał jego kształtne usta. Krzyknęła, gdy bez ostrzeżenia zmaterializował się z twarzą przyciśniętą do krat. Serce zabiło jej mocniej, gdy przekrzywił głowę i zmrużył oczy jakby oceniał zwierzę na wybiegu, lecz potem nagle jego oczy złagodniały i straciły ten morderczy wyraz a długie palce wysunęły się zza krat i delikatnie pogładziły jej czoło, powieki, zgrabny nosek, policzek i wreszcie zatrzymały się pod brodą, kciukiem pieszcząc  bladoróżową powierzchnię ust. Elena zadrżała i niemal instynktownie uchyliła wargi i przybliżyła twarz do jego twarzy. Teraz dzieliły ich jedynie te nieszczęsne kraty i oboje dobrze wiedzieli, co mogłoby się wydarzyć, gdyby nie one. Elena sama nie byłą pewna, czy powinna się cieszyć, że jednak tam są czy je za to znienawidzić. Jak zahipnotyzowana wpatrywała się w jego usta, które od jej ust dzieliły milimetry i dopiero jego ledwie słyszalny szept wybudził ją  z transu.

- To zawsze był i już zawsze będzie Stefan.

Elena zamrugała kilkukrotnie, starając się od nowa zebrać myśli.
- Kto ci to powiedział?- zapytała, również szeptem.
- Ty sama- odparł, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie- niezliczoną ilość razy.
- Nie, Damon... Pytam kto ci to powiedział teraz, dzisiaj- wyjaśniła, delikatnie,  odejmując  jego palce od swojej twarzy i ściskając je w geście otuchy. Damon zmarszczył brwi, jakby zastanawiając się nad odpowiedzią.
- Proszę cię, powiedz mi kto nakłonił cię do zaatakowania brata- ciągnęła brunetka, przysuwając się jeszcze bliżej drzwi- czy to Kol? Czy to Kol kazał ci zabić Stefana?
- To nie był Kol- obruszył się od razu Damon- to byłaś ty. Chciałem ułatwić ci podjęcie decyzji, bo twoje wahanie nas obu zabija. Już wolę umrzeć niż żyć w zawieszeniu.

Zabolało. Elena ze świstem wciągnęła powietrze i gwałtownie zamrugała powiekami, próbując odgonić napływające łzy. Dobrze wiedziała, że to nie były jego słowa. Mówił mechanicznie jak robot, jakby  wyuczył się tych kilku zdań na pamięć i dziewczyna zdawała sobie sprawę, że to wszystko wina uroku, któremu go poddano. Nie mogła się jednak oprzeć wrażeniu, że ma rację,  że po raz pierwszy ktoś powiedział jej prawdę prosto w oczy i skonfrontował się z jej własnym egoizmem i nie mogła powstrzymać wyrzutów sumienia, które ogarnęły ją na samą myśl o tym.
- Nigdy się nie wahałam... Nie tak naprawdę- szepnęła, gdy po jej policzku stoczyła się samotna łza- ale rozumiem co czujesz... Wybacz mi Damonie.

Po tych słowach posłała mu ostatnie, smutne spojrzenie i powolnym krokiem opuściła piwnicę, zostawiając Salvatore'ów samych w kompletnych ciemnościach.

- Chyba narozrabialiśmy braciszku- mruknął Damon, ponownie kładąc się na pryczy.
Odpowiedziała mu głucha cisza.

****

Elena podskoczyła gwałtownie, gdy niespodziewanie rozbrzmiał dźwięk jej telefonu. Od godziny tkwiła w kompletnym bezruchu- siedziała na kanapie w salonie z rękoma zaplecionymi na kolanach i wpatrywała się w ogień, trzaskający w kominku. Teraz jednak zerwała się na równe nogi w wampirzym tempie i sięgnęła po komórkę z nadzieją, że gdy tylko odbierze telefon usłyszy dobre wieści, pierwsze od kilku tygodni. 
Nie spoglądając nawet na wyświetlacz nacisnęła zieloną słuchawkę i przyłożyła telefon do ucha.

- Halo?
-Elena Gilbert?- odezwał się męski, nosowy głos po drugiej stronie aparatu. Dziewczyna zmarszczyła brwi zaskoczona. Nigdy wcześniej nie słyszała tego mężczyzny, nie miała pojęcia o co może chodzić, ale ton jego głosu nie brzmiał zbyt optymistycznie. 
- Tak...- odparła niepewnie. 
-Jestem znajomym Damona Salvatore- rzekł mężczyzna poważnie.

"Tylko nie to!"- pomyślała Elena z rozpaczą. Zawładnęły nią same najgorsze przeczucia. Żadna przyjemna rozmowa nie zaczynała się w taki sposób.

- W czym mogę pomóc?- spytała dziewczyna na przekór samej sobie, starając się zachować zimną krew i nie wyciągać pochopnych wniosków.
- Och, doprawdy w niczym- roześmiał się gardłowo- jest mi jedynie niezmiernie przykro, że będziesz płacić za błędy swego wampirycznego przyjaciela. W końcu tyle już w życiu przeszłaś...
- O czym ty mówisz do cholery?!- krzyknęła Elena wprost do telefonu- kim jesteś?!
- Dobrą Wróżką- zakpił mężczyzna- a może jednak złą... Nie wiem, pewnie powinienem zapytać o zdanie twoją przyjaciółkę... Caroline, prawda?
Serce Eleny zabiło mocniej, gdy uświadomiła sobie, co to oznacza.
- Porwałeś Caroline- wyszeptała z niedowierzaniem- współpracujesz z Kolem... Kim jesteś? Czego chcesz?
- Jestem kimś, kto potrafi zadbać o przetrwanie- odparł mężczyzna- kimś, kto potrafi wykazać się cierpliwością i zaplanować zemstę. Kimś, kto dąży do wyznaczonego celu bez względu na przeszkody, które staną mu na drodze.
- Czego chcesz?- warknęła Elena, starając się zapanować nad strachem, który ją ogarnął. Czuła się jak mała, bezbronna dziewczynka, prowadzona na ścięcie. Jedyne o czym potrafiła myśleć to Caroline, jej najlepsza przyjaciółka, która byłą w rękach tego świra. Jednocześnie dotarło do niej, że w takim razie Rebekah nie udało się spełnić obietnicy. Najprawdopodobniej nie podejrzewała nawet, że jej brat współpracuje z kimś tak niezrównoważonym, bo to, że jej rozmówca miał psychiczne problemy rozumiało się samo przez się. Jeśli nawet Rebekah i Klausowi nie udało się rozpracować planów  Kola i jego małej szajki to jakie szanse miała ona, słodka i delikatna Elena, o którą wszyscy przez całe życie dbali do tego stopnia, że gotowi byli oddać za nią życie, byle tylko nie narazić jej na bezpośrednie starcie z wrogiem?

- Chcę, aby łowca się pospieszył- rzekł mężczyzna głosem zimnym, ostrym niczym miecz- potrzebujemy tej cholernej mapy a porwanie waszej słodkiej blondyneczki ma go tylko zachęcić do wzmożonej pracy. To od was zależy, w jakim stanie i czy w ogóle wróci do domu.
- Jeremy nienawidzi wampirów, nie przejmie się zniknięciem Caro tylko tym, że to nie on ją zabije!- krzyknęła Elena z paniką w głosie.
- Och, to wielka szkoda- zacmokał jej rozmówca z udawanym żalem- w takim razie nie przejmie się również, że jestem w posiadaniu krwi jego siostrzyczki i za pomocą jednego celnie wymierzonego zaklęcia mogę ją zmieść z powierzchni ziemi, prawda?
- Co?
- Podziękować za to możesz tylko swojemu przyjacielowi Damonowi, o ile dobrze kojarzę. Jakoś umknął mi moment, gdy się przedstawiał. Za bardzo zajęty byłem ścieraniem resztki przyjaciół z dywanu i ze ścian.Na jego nieszczęście nie miał pojęcia, że nasza grupa liczy sobie więcej niż dziesięć osób.
- Słucham?- Elena gwałtownie zamrugała powiekami zszokowana.
- Dobrze, w takim razie słuchaj uważnie- warknął mężczyzna- jesteś powodem, dla którego zamordował moich najbliższych, w tym moją szesnastoletnią siostrzenicę, Nelly. Chciał cię znaleźć za wszelką cenę i kazał jej się z tobą połączyć. Potem zabił ją bez mrugnięcia okiem.

Dopiero teraz do Eleny dotarł sens jego słów i z wrażenia aż przykucnęła. Pamiętała doskonale tamten dzień, gdy została porwana i poddana torturom i pamiętała dzień, gdy ocalił ją Damon. Pamiętała wszystko, co działo się w jej głowie, pamiętała, ile bólu sprawiła jej każda wizyta porywacza w umyśle i to, w jaki sposób odkopywał jej wspomnienia, poznawał ją na wylot. Do tej pory zadawała sobie pytania dlaczego i jak to się stało.
Pamiętała też jednak połączenie, o którym mówił ten facet. To było niesamowite uczucie, przerażające i obezwładniające i Elena nigdy więcej nie chciała tego doświadczyć. W tamtym jednym, przerażającym momencie rozpoznała jedną ze stron tego połączenia, po tym wszystkim nie mogła jej zresztą pomylić z nikim innym: wielka i nieosiągalna Katherine Pierce. Nie kojarzyła jednak drugiej osoby, choć widziała jej śmierć jej oczami. Najpierw ujrzała pochylającego się nad nią Damona a potem poczuła  przeszywający ból i już wiedziała, co się wydarzyło. Nie zastanawiała się jednak nad tym aż do tej pory, zbyt wiele złych rzeczy działo się wokół niej, żeby roztrząsać tak z pozoru błahą kwestię, najważniejsze było, że Damonowi udało się wyciągnąć ją z tego koszmaru.
Czy to możliwe, że przez własny egoizm i ignorancję  pominęła najważniejszy element tej piekielnej układanki?

 - Posłuchaj, doskonale rozumiem, co czujesz- powiedziała Elena, starając się zapanować nad drżeniem głosu- ja też straciłam wielu najbliższych, wiem jak to boli, ale krzywdzenie niewinnych dla zemsty i satysfakcji...
- Nie próbuj mnie tu urabiać!- ryknął- nie jestem naiwnym dzieckiem i mam swoje powody, dla których potrzebuję tej mapy. Jedynie środki, jakich do tego używam zostały zainspirowane przez Damona.
- Co to wszystko znaczy?!
- To znaczy, że twój przyjaciel przekona się, jak to jest stracić kogoś, na kim zależy mu najbardziej- głos mężczyzny wręcz ociekał sarkazmem- jedynie od szybkości waszego działania zależy, ile osób ucierpi, zanim go znienawidzisz. Zegar tyka...
- Kim ty jesteś do cholery!- wrzasnęła Elena.
- Zapytał Damona kim są podróżnicy. On powinien najlepiej wiedzieć, kogo czyni swymi wrogami- odparł mężczyzna, po czym zakończył połączenie.

Elena zacisnęła dłonie w pięści i w wampirzym tempie pognała do piwnicy. Damon leżał na pryczy, pogrązony we własnych myślach, gdy usłyszał huk roztrzaskiwanego o ścianę telefonu.

- Ty zakłamany egoisto!- wrzasnęła Elena, z całej siły uderzając w ścianę obok drzwi jego celi- jak zwykle posunąłeś się za daleko! To wszystko twoja wina, to wszystko przez to, że nie potrafiłeś odpuścić! Nienawidzę tej twojej chorej troski i chorej miłości, nie widzisz nic poza własną przyjemnością i zadowoleniem! Co ja w ogóle gadam, ty przecież nie masz pojęcia, czym jest miłość! Nie obchodzi cię, jak bardzo ucierpię psychicznie o ile tylko jestem bezpieczna, prawda?! Co cię obchodzi, że nie pozbieram się po stracie kolejnych bliskich osób, co cię obchodzi, ile nocy przepłaczę?!
- Mogę się chociaż dowiedzieć, co takiego zrobiłem?- zapytał Damon chłodno, niewzruszony jej wybuchem. Elena zmrużyła drapieżnie oczy i syknęła rozwścieczona do granic możliwości.
- A może ty mi powiesz kim są podróżnicy i dlaczego mszczą się za twój brak zahamowań, co?!- krzyknęła po raz kolejny- może mi powiesz dlaczego współpracują z Kolem i knują przeciwko mnie? Dlaczego grożą, że wykorzystają moją krew, żeby mnie skrzywdzić, że zabiją moich najbliższych i tylko od tego, jak szybko ujawnimy mapę na ciele Jeremiego zależy, jak bardzo bolesne to dla mnie będzie? Dlaczego porwali Caroline?
- Eleno...- w głosie Damona pobrzmiewało niedowierzanie i troska.
- Daj spokój- dziewczyna powstrzymała go zdecydowanym ruchem dłoni, z ledwością hamując łzy- dłużej tego po prostu nie wytrzymam! Jeśli żadne z was nie potrafi zaprowadzić tu porządku, zrobię to sama- warknęła i ulotniła się w wampirzym tempie.
- Oj, chyba narozrabiałeś braciszku*- rozległ się ochrypły głos Stefana z celi obok.
Pomimo powagi sytuacji Damon uśmiechnął się półgębkiem.

"Chyba jednak aż tak się od siebie nie różnimy Stefanio"- pomyślał z ponurym rozbawieniem. 
---------------------------------------------------------

* Nie wiem, czy skojarzycie- chodzi generalnie o to, że Damon użył tych samych słów podczas jego rozmowy z Eleną chwilę wcześniej, zaraz po tym, jak ocknął się w piwnicy ;)

środa, 20 maja 2015

Informacja

Dziękuję wszystkim, którzy czekają w napięciu na nowy rozdział ;D  Nie macie nawet pojęcia, ile to dla mnie znaczy, jesteście wspaniali, doceniając moją ciężką pracę i wspierając mnie w tym, co robię ;** Co prawda wolałabym przeczytać odrobinę konstruktywnej  krytyki, bo to ona pomaga się dokształcać, poprawić styl oraz dostrzec i wyeliminować błędy także piszcie śmiało, jeśli coś podobnego zauważycie ^^
Muszę wam także podziękować gorąco za troskę, wyrozumiałość, cierpliwość- cieszę się, że moje wypociny czytają ludzie na poziomie, którzy potrafią w kulturalny i elokwentny sposób wyrazić swoje zdanie oraz nie naciskają na mnie jeśli chodzi o publikację nowego rozdziału rozumiejąc, że jestem jedynie człowiekiem, który ma własne życie i własne problemy. To wiele dla mnie znaczy :****


W tym miejscu zapraszam na kolejny rozdział na moim  blogu: Only the most Weak will get Drowned
Liczę, że część z was się zainteresuje tym opowiadaniem i zacznie udzielać się równie aktywnie jak tutaj ^^.

poniedziałek, 9 marca 2015

Libster Blog Award

Emka K nominowałam mnie do LBA i serdecznie jej za to dziękuję ;*** Nominowała w sumie dwa moje blogi, więc nie zastanawiając się nawet na obu wstawię taką samą notkę i tylko listę nominowanych pozmieniam (podzielę ją na pół oczywiście, nie znam aż tylu blogów ;D)
A oto pytanie, na które muszę odpowiedzieć:

1. Czy masz jakieś hobby, pasje poza blogowaniem?
Oczywiście. Kocham pisać, ale tekstów, które kiedyś chciałabym wydać jako książki nie udostępniam nikomu. Poza tym uwielbiam taniec, poświęcam się temu całą sobą i jestem pierwsza, gdy chodzi o branie udziału w imprezach i zabawach tanecznych. Piszę również piosenki, pływam ( co najmniej dwa razy w tygodniu) i jeżdżę na rowerze, gdy tylko mam ku temu okazję.
2. Interesujesz się polityką kraju / zagraniczną?
Chcąc nie chcąc muszę, ponieważ na maturze będę zdawała rozszerzony wos. Nie ukrywam jednak, że nasze polskie społeczeństwo a właściwie jego mentalność oraz polityka, rządząca tym krajem doprowadza mnie chwilami do szału ;/
3. Jakie są Twoje mocne strony?
Hmmm.... Nigdy się tak naprawdę nad tym nie zastanawiałam, ale może wrodzony optymizm i radość życia? Gdy mi na czymś zależy nie odpuszczam, tylko idę do przodu i walczę o swoje. Nie daję sobie w kaszę dmuchać i zawsze bronię swoich przekonań. Uważam się też za dobrą przyjaciółkę. Nie angażuję się szybko i dlatego wszystkie moje przyjaźnie są trwałe i silne, na dobre i złe.
4. Masz jakieś plany na przyszłość?
Zamierzam cieszyć się każdą chwilą, spędzoną z ludźmi, których kocham i spełniać marzenia, czyniąc każdy dzień niepowtarzalnym  ;D
5. Czy jeśli postanawiasz sobie coś, trzymasz się tego?
Tak, a przynajmniej się staram. Tata mnie tego nauczył a że z natury jestem uparta i nie lubię się poddawać to rozumie się samo przez się, że tak to ujmę ;)
6. Opisz siebie używając 3 słów.
zwariowana,  tolerancyjna, wyluzowana
7. Twoja obecna playlista? Wymień 3 utwory.
Wymienię nawet pięć ;D
Ed Sheeran "Give me love"
The Pretty Reckless "Make me Wanna Die"
ACDC "Highway to Hell"
The Pretty Reckless "Heaven Knows"
Subdigitals "Break Away"
 
8. Największe marzenie?
Trudne pytanie...Chciałabym zostać pisarką lub tancerką a najlepiej oba ;D Pragnę, aby moim najbliższym żyło się jak najlepiej, bo gdy oni są szczęśliwi ja także jestem.
9. Jakie cechy denerwują cię u innych ludzi?
Brak zaradności, tolerancji, empatii i umiejętności myślenia wielowymiarowego czyli innymi słowy po prostu ograniczenie, wywołane przez głupie uprzedzenia itp. Nie cierpię także nielojalności, fałszu i kłótliwości. Bawią mnie  dziewczyny, dla których największym życiowym dylematem jest źle dobrany podkład albo nie tak ułożona fryzura oraz ludzie, którzy nie mają poczucia humoru i wywołują kłótnie bez powodu.
10. Najlepszy pojazd?
Rower też się liczy? ;D
11. Czy jest jakaś dekada, epoka historyczna, w której chciałabyś/ chciałbyś się znaleźć?
 Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Każda epoka ma swoje wady i zalety, ale choć uwielbiam możliwości, jakie niesie za sobą technologia i wielkomiejski gwar czasem chciałabym się na moment zatrzymać i odetchnąć. Wyścig szczurów czy społeczeństwo, które z roku na rok głupieje (bo jak to mówią:" głupim narodem łatwo się rządzi") potrafią być męczące i wydaje mi się, że kiedyś pod tym względem żyło się łatwiej.






Nominuję: 
i-love-you-but-you-love-nobody.blogspot.com 
daryaniolanefilim.blogspot.com/ 
the-mortal-instruments-more-story.blogspot.com/ 
clary-i-jace-inna-historia.blog.pl/  


A oto moje pytania:
1. Jakie jest twoje największe marzenie?
2. Jak spędzasz wolny czas?
3. Czy masz jakiś swój ideał partnera życiowego?
4.Tytuł ulubionej książki?
5. Bez czego nie potrafiłbyś/potrafiłabyś się obyć?
6. Gdybyś kiedyś złowił/złowiła złotą rybkę i miał/miała do dyspozycji trzy życzenia o co byś poprosił/poprosiła?
7. Czy jest coś, co byś w sobie zmienił/zmieniła?
8. Co dla ciebie oznacza "być spełnionym"?
9. Gdybyś nagle stała się milionerką/milionerem na co wydałby/wydałabyś te pieniądze?
10.  Johnny Deep czy George Clooney? Dlaczego?
11.  Gdybyś mógł/mogła mieszkać w dowolnym miejscu na ziemi gdzie by to było?

środa, 11 lutego 2015

Rozdział 16. Pamiętniki Potępionych



 Boże strasznie was wszystkich przepraszam, że tak późno wstawiam ten rozdział. Wcześniej nie miałam czasu,a w poniedziałek okazało się, że mam poważne problemy  z internetem (na szczęście już wszystko w porządku ;D).

Wiem,  że ten rozdział jest odrobinę sentymentalny i sama się sobie dziwię- chyba wiecie jak nie cierpię przesłodzenia? ;D No cóż, wychodzi na to, że z każdą notką staczam się coraz bardziej ;( 

Muszę was serdecznie przeprosić  za to, że tak koszmarnie zaniedbałam nie tylko tego bloga, ale również wasze ;( No cóż, starość nie radość a matura to totalna bzdura, która ograbia ludzi z wolnego czasu i chęci do życia ;P 

Dobra, dosyć tego marudzenia. Zapraszam do czytania rozdziału który, mam nadzieję, zrekompensuje wam długie czekanie. 

P.S Obiecuję, że nadrobię zaległości na waszych blogach, gdy tylko znajdę trochę czasu ;***

P.P.S Czy tylko ja pisząc to opowiadanie wyobrażam sobie Damona z drugiego sezonu? Nie żebym była uprzedzona, ale wiadomo Ian się starzeje (mimo, że wciąż gra dwudziestoparoletniego nieśmiertelnego wampira) a Damon bardzo się zmienił i już nic nie jest takie samo... A ja, choć uważam, że aktor sam w sobie jest wciąż przystojny jednak nie mogę zaprzeczyć, że w sezonie 1, 2, 3 oraz 4 był niesamowicie pociągający i seksowny (do tego stopnia, że czuło się to nawet przez ekran komputera ;D). 

Dobra to na tyle jeśli chodzi o osobiste uwagi. A teraz nie przedłużając serdecznie zapraszam do czytania :***

Enjoy ;***


Drogi Pamiętniku!


Ujrzałem ją po raz pierwszy i wiedziałem, że to kompletne przeciwieństwo Katherine. Słodka, uwodzicielska, urocza, miła, ale przy tym zadziorna, mądra i dobra... 

Zakochałem się. 

Walczyłem z własnymi uczuciami, z łaknieniem krwi, z miłością, z poczuciem winy, ze strachem i przeciwnikami gorszymi od mojego własnego brata.

Pragnąłem jej. 

 Po raz kolejny znalazła się w niebezpieczeństwie i po raz kolejny mój brat udowodnił, jak bardzo jest szalony- nie dbając o nic poszedł w ogień, by utrzymać ją przy życiu.  Wiele straciła, wiele się nauczyła, bardzo cierpiała- cierpieliśmy więc oboje.

Budziłem się dla niej.

Wyjechałem  z Klausem, zabijałem, krzywdziłem ją fizycznie i psychicznie, odebrałem jej nadzieję, wyłączyłem uczucia. 

Nie zapomniałem o niej. 

Próbowałem odsunąć ją od siebie na wszelkie sposoby, udowodnić swoje okrucieństwo, popchnąć w ramiona mego brata. 

Myślałem o niej i nie potrafiłem przestać.

Stała się wampirem, potrzebowała wsparcia a ja po raz kolejny zmierzyłem się z tym, co jej zrobiłem- z poczuciem winy, z wewnętrznym bólem, z okrutną prawdą i uczuciami, których nie potrafiłem dłużej powstrzymać. 

Walczyłem o nią. 

Zerwałem z nią, odsunąłem się a ona wyjechała, zostawiając nas z tym całym bałaganem. Chciałem ją znienawidzić, ale nie potrafiłem. 

Tęskniłem za nią. 

Wpadła w pułapkę Klausa a Katherine powróciła, by ponownie zatruć nam życie. Każdego dnia bałem się, że już więcej jej nie zobaczę, nie pocałuję, nie obejmę i nie zapewnię, że wszystko będzie dobrze. 

Byłem zrozpaczony i chory z niepokoju. 

Wróciła cała i zdrowa, ale z tajemnicą. Izolowała się ode mnie, zadając mi tym ból i w końcu powiedziała prawdę- przespała się z moim własnym bratem. 

 Znienawidziłem ją. 

Nawiązałem romans z Katherine, by choć na chwilę o tym wszystkim zapomnieć. Byłem opryskliwy, raniąc Elenę  dotkliwie. Chciałem, by poczuła się tak jak ja, ale w rzeczywistości zawiodłem nie tylko ją, lecz także naszych przyjaciół i samego siebie. Przy Kath pilnowałem się, by nie wypowiedzieć jej imienia. Fizycznie byłem z dawną kochanką, ale w rzeczywistości...

Marzyłem o niej. 

  Powrócił Kol i sieje spustoszenie. Poluje na cywili, na zwykłych mieszkańców miasta i już nikt nie jest bezpieczny. Grozi, że posunie się dalej, jeśli znak Jera się natychmiast się nie powiększy. 
Jeremy pragnie śmierci swojej własnej siostry i i próbuje uporać się z morderstwami, których się dopuścił (swoja drogą doskonale go rozumiem).  Śmierć Tylera wpłynęła na nas wszystkich,  z Bonnie nie ma kontaktu z powodu brutalnego morderstwa na jej matce, którego dopuścił się Jer, Caroline umiera z niepokoju, bo boi się stracić kolejną bliską osobę, Klaus i Rebekah zagrażają nam ze swoimi niezrozumiałymi zamiarami i wrogami, których nikt nie zna a którzy wydają się być gorsi niż sami Pierwotni a ja czuję się winny, bo choć tak wiele złego się wydarzyło jedyne o czym potrafię myśleć to jej  pocałunki,  dotyk, ciepły oddech,  śmiech, uśmiech, brzmienie głosu i słodkie jęki, gdy po raz kolejny udowadniam jej, jak wiele dla mnie znaczy. 

Potrzebuję jej. 

Drogi pamiętniku, wiem, że dawno nic nie pisałem i że sprawiałem wrażenie, jakbym zapomniał o twoim istnieniu. Kurzyłeś się na półce, czekając, aż znów zaszczycę cię swoimi przemyśleniami, aż do ciebie wrócę... Oto więc jestem i pragnę, byś poznał tę historię lub chociaż jej skróconą wersję. 

Minęły prawie dwa lata- pełne bólu, poświęcenia, zdrady, śmierci... Miałem niezliczoną ilość okazji, by rozpocząć nowe życie, zapomnieć i zamknąć ten rozdział  na cztery spusty, ale nie potrafię. 

Wciąż ją kocham. 
Wciąż o niej śnię. 
 Wciąż jej wybaczam. 
Wciąż za nią szaleję. 

Wciąż o nią walczę.

Wciąż przez nią cierpię.


Wciąż tęsknię do tych wspólnych pięknych chwil.

Wciąż o niej myślę.

                                                                                       
                                                                                                    Wciąż jej potrzebuję.
Wciąż za nią tęsknię.

Wciąż dla niej żyję.
Wciąż jej pragnę.

ELENA TO MIŁOŚĆ MOJEGO ŻYCIA. 

Dziękuję więc, że jesteś, by zachować moje przemyślenia dla siebie.

Jej na zawsze 

Stefan.

 ****

Drogi Pamiętniku!

Tak dawno tu nie pisałam, że nie wiem od czego zacząć. Tyle się zmieniło! Moje uczucia, relacje z najbliższymi, ja sama. W życiu nie spodziewałam się, że odnajdę w sobie takie pokłady silnej woli, odwagi, wytrwałości. Sądziłam, że jestem bezradną dziewczynką, zdolną załamać się pod nawałem problemów, ale teraz wierzę, mam nadzieję, że moje życie jeszcze wróci na właściwe tory. Jestem zdeterminowana, w moich żyłach wrze wulkan gniewu i adrenalina. Miarka się przebrała, już nie ma odwrotu. Podejmę tę wojnę, ba, sama ją rozpocznę. Nie zgadzam się na kolejne cierpienia i poniżenia... Jeremy też nie. 

Ten sam Jeremy, który całym sercem nienawidzi wampirów. 
Jeremy, który marzy o mojej śmierci.
Jeremy, który całymi dniami szykuje drewnianą broń, ostrzy kołki albo szuka w internecie informacji o swoim przekleństwie, które sam postrzega jako dar. 
Jeremy, który zgodził się ze mną współpracować i wspierać w moim szalonym pomyśle a także odroczyć moją egzekucję do czasu rozwiązania naszych pozostałych problemów. 

Wiem, że nie jest mu łatwo. Za każdym razem, gdy mnie widzi całe jego ciało aż rwie się do walki a umysł krzyczy: "Zabij! Zabij!". Dlatego właśnie kontaktujemy się jedynie telefonicznie, nie chcemy dawać mu sposobności do spełnienia swego przekleństwa a przynajmniej nie na własnej siostrze.
Miło jest usłyszeć jego głos nawet jeśli słowa, które wypowiada mnie ranią. Wydaje się być wyzuty z wszelkich uczuć, ale w rzeczywistości to tylko fasada, za którą skrywa swój ból, związany z ostatnimi wydarzeniami. Wie, że stracił Bonnie nieodwracalnie i teraz, gdy emocje opadły a instynkty, które przysłoniły mu wtedy zdrowy rozsądek straciły bodźce zrozumiał, jak wielu ludzi zranił. Każde z nas wiele przeszło, ale musimy nauczyć się z tym żyć. 
Wróciliśmy do szkoły (choć nawet to okazało się być walką o przetrwanie). Jeremy pojawia się na zajęciach we wtorki, środy i piątki a ja i moi wampirzy przyjaciele w pozostałe dni. Hipnotyzujemy nauczycieli i kolegów, żeby niczego nie zauważali, ale to również jest okropnie frustrujące i męczące. Marzę o jednym normalnym, nudnym dniu, w którym największym problemem byłby wybór stroju na szkolną zabawę i kto wie, może jeśli pójdę w ślady Stefana i będę powtarzać liceum odpowiednio często w końcu uda mi się  taki przeżyć.

Bonnie nadal się nie odzywa. Nie nalegam, nie proszę, nie płaczę. Mija nas na szkolnym  korytarzu jak ktoś obcy a ja patrzę za nią błagając w duchu, by już więcej nie cierpiała. Tylko tyle, przecież to takie proste, pragnąć szczęścia przyjaciółki... Proste, ale niewykonalne, przynajmniej w tej chwili. 

Caroline za to zamknęła się w sobie. Wiem, że jest jej ciężko, nawet jeśli powoli dochodzi do siebie... Problem polega na tym, że ona bez Tylera już nigdy nie będzie taka sama, żadne z nas nie będzie. Tyler był naszym przyjacielem, wychowaliśmy się razem, mieliśmy wspólną historię... Był częścią naszej tożsamości i już zawsze będzie nam go brakować a ja dopiero dziś uświadomiłam sobie jego śmierć. 

Zgadza się, że mokre plamy na kartce to moje łzy. Znów nie mogłam zasnąć, więc postanowiłam pójść na spacer. Nogi zaprowadziły mnie na grób rodziców same, bez udziału woli. Rozmowa z nimi zawsze mi pomagała, przynajmniej od czasu ich śmierci, ale tym razem poczułam, że potrzebuję wsparcia ich wszystkich- tych, których kochałam i którzy do końca we mnie wierzyli. 
Odwiedziłam Jennę, która umarła za mnie w rytuale, Johna, który poświęcił dla mnie życie i Alaricka którego zabiła moja śmierć i przemiana w wampira. Wreszcie, sama nie wiem jakim cudem, trafiłam na grób Tylera i poczułam w piersi przeraźliwy chłód. 

Nie wiem jak długo tam klęczałam, pogrążona w rozpaczy, ale gdy wróciłam do domu Caroline, u której teraz pomieszkuję poczułam, że muszę przejrzeć wspólne zdjęcia z czasów, gdy wszystko było proste i bezbolesne. Caro ma w pokoju specjalną szafę na albumy, skatalogowane według roku. Dopiero, gdy je  wszystkie przejrzałam zrozumiałam, jak wiele się zmieniło, jak bardzo dojrzeliśmy. Problemy, ciężka praca i cierpienie kształtują człowieka i uczą cieszyć się z najdrobniejszych rzeczy i najkrótszych, szczęśliwych chwil. Wiem, że to nie czas, żeby się nad sobą roztkliwiać- za dnia jestem twarda, stanowcza, odważna i waleczna, jednak w nocy, w samotności, pozwalam sobie na chwile słabości. Nie mogę przecież stracić uczuć, człowieczeństwa, bo to ono daje mi siłę, by walczyć... 

A to mi z kolei przypomina o Matcie, który choć jest naszym najsłabszym, ludzkim ogniwem wykazuje się niezwykłą odwagą i siłą, której mogłabym mu naprawdę pozazdrościć. Dotrzymuje towarzystwa Jerowi- maszynie do zabijania. Pilnuje, żeby się uczył, trenuje razem z nim i próbuje złamać jego niechęć do mnie i choć rzecz jasna to ostatnie nie przynosi jakichś wymiernych efektów jestem mu naprawdę wdzięczna za wszystko, co robi. On też się ostatnio zmienił, wydoroślał, zmężniał. Widzę, że bardzo się stara- poprawił oceny, poprowadził szkolną drużynę futbolową do zwycięstwa i dostał awans na menadżera Mystick Grilla. Gdy z nim o tym rozmawiałam był z siebie bardzo dumny i opowiadał, że marzy o studiach, o dokonaniu czegoś wielkiego. Strasznie się z tego cieszę i jestem z niego bardzo dumna, ale jednocześnie zastanawiam się jaki wpływ na zmianę jego nastawienia miała Rebekah. Widzę jak na siebie patrzą, ale boję się, że to tylko jej kolejny kaprys i jest mi wstyd, że nie mam nawet czasu, by z nim o tym porozmawiać. Kocham go jak brata i nie chcę, żeby cierpiał... Nie chcę też również, by się w niej zakochał, ale boję się, że już za późno, by go przed tym przestrzegać. Nie mamy wpływu na nasze uczucia, sama wiem o tym najlepiej. 

Tyle, że Rebekah to wciąż siostra Klausa i wiele razy pokazała, na co ja stać. Jest nieprzewidywalna, szalona, temperamentna i śmiertelnie niebezpieczna. Wielokrotnie pomagała bratu w jego niecnych planach, nawet teraz wspólnie szantażem zmuszają nas do współpracy... I jeszcze Kol, który pojawił się znikąd... Czy aby na pewno Klaus i Rebekah nie maczali w tym palców? W końcu Kol próbował przyspieszyć proces pojawienia się mapy do mistycznej części świata na ciele Jera, czyli coś, na czym pozostałym Pierwotnym również bardzo zależy. 

I jeszcze Katherine, która pojawiła się znikąd i ponownie zadomowiła się w lochach Salvatore'ów. Po raz kolejny coś kręci a my nie możemy pozwolić sobie na najmniejszy błąd. Nie wiemy czego tak naprawdę pragnie, nie wiemy po czyjej jest stronie, ale wiemy, że nie można jej lekceważyć. Zachowuje się dziwnie, całkiem inaczej, ale mimo wszystko jest tak samo niebezpieczna jak dawniej... A może nawet bardziej biorąc pod uwagę, że to zapewne część jej planu aby zamydlić nam oczy.
Nie mogę już na nią patrzeć, zbyt wiele nas łączy. Mamy taką samą twarz, podobną historię i obie zaskarbiłyśmy sobie miłość braci, która doprowadziła do tak wielu katastrof. 

Wiem, że nie powinnam czuć się zazdrosna ani o ich przeszłość, ani teraźniejszość, ale widok Stefana w namiętnym uścisku z moim sabowtórem pozbawił mnie tchu. A co jeśli tak bardzo mną gardzi, że stwierdził, iż jest ona lepszą wersją mnie samej? Co, jeśli byłam tylko odskocznią, zapomnieniem o dawnej kochance, która tak bardzo go przecież skrzywdziła? Co, jeśli obaj wciąż ją kochają, jeśli widzą we mnie tylko jej mdłe odbicie? Co, jeśli jestem taką samą suką jak ona, krzywdząc ich obu bez skrupułów? Co, jeśli żaden z nich się z tym nie uporał? Czy powinnam się tym w ogóle przejmować? I dlaczego do cholery nie potrafię pozwolić im odejść, skoro z żadnym nie chcę utrzymywać intymnych relacji? Damon to mój przyjaciel i nie chcę go stracić... Za to marzę o tym, żeby wszystko się ułożyło, żeby Stefan mi wybaczył. Czuję się pokrzywdzona przez jego wyskok z Katherine choć nie mam do tego najmniejszego prawa. To ja się zachowałam jak ostatnia dziwka i wiem to, ale gdy jestem blisko niego nie potrafię pohamować gniewu, wywołanego przez ból i urazę. Mam nadzieję, że jeszcze uda mi się to wszystko poukładać do kupy, ale na razie jestem pewna kilku rzeczy:

Nie wiem, jak mam z tym wszystkim żyć. 
Nie wiem, czego chcę. 
Nie wiem, co mam czuć. 
Nie wiem jak się zachować. 
Nie wiem, czemu  dosięga mnie tyle krzywd.
Nie wiem, co robić. 

Ale wiem, że sobie poradzę. 
 MUSZĘ. 

****

- Brawo braciszku- sarknęła Rebekah, pojawiając się tuż przed wgryzającym się w szyję jakiejś przypadkowej blondynki wampirze z kpiącym uśmiechem. Klaus po chwili zmaterializował się tuż obok niej kręcąc głową z rozbawieniem.
- Naprawdę bardzo nisko upadłeś- skomentował, gdy Kol wypuścił swą zdobycz ze śmiertelnych objęć pozwalając, by opadła bez życia na jezdnię niczym szmaciana lalka. Jego usta i broda ociekały krwią, gdy uśmiechnął się okrutnie, ocierając palce w poły czarnego płaszcza w stylu Dark'a Vedera.
- To nie ja zbratałem się z wrogiem- zaszydził, rozglądając się wokół obojętnie. Klaus zmrużył oczy i podszedł do niego niebezpiecznie blisko a jego wyraz twarzy był zacięty i wyrażał żądzę mordu.
- Powiesz mi do jasnej cholery o co tu chodzi?- spytał z przerażającym spokojem- nie miałem w planach zostawać niańką.
- A ja nie miałem w planach pomagać okrutnemu mordercy- zripostował a Rebekah prychnęła tylko, zezując na leżące u ich stóp ciało.
- Masz rozdwojenie jaźni?- spytała niewinnie- bo znam świetnego psychiatrę, specjalistę od urojeń.
- Znałaś- poprawił ją Klaus półgębkiem- zjadłem go na obiad w pierwszym dniu po przybyciu do Nowego Yorku.
Blondynka wydawała się autentyczna zdziwiona, bo ściągnęła brwi i wzniosła oczy do nieba.
- Czy uda mi się kiedyś poznać kogoś, kto nie skończy jako karma dla zwierząt?- spytała retorycznie, wzdychając teatralnie.
- Nie przesadzaj, nasz drogi Marcellus skończył zaledwie jako przystawka- zaszydził  Kol
a Rebekah pobladła gwałtownie i wymieniła z Klausem porozumiewawcze spojrzenia
- Wiesz, że sami załatwimy tą sprawę- warknął Klaus głosem nieznoszącym sprzeciwu- To nasz teren i zabraniam ci się do tego mieszać! 
- O nie, nie będziecie się bawić beze mnie- wysyczał Kol groźnie- możesz wyjść najdroższa Caroline- dodał śpiewnie, wywołując zaskoczenie swego rodzeństwa. Po chwili, z wyraźnym wahaniem, spomiędzy drzew wyłoniła się wspomniana wampirzyca, drżąc na całym ciele.
- Wynoś się stąd kochana!- warknął Klaus, spoglądając na nią przez ramię- natychmiast...
- Co to ma znaczyć?- spytała, jakby w ogóle go nie usłyszała a choć strach w jej oczach był wyraźnie dostrzegalny jej głos był silny i stanowczy- rodzinne spotkanie?
- Raczej wymiana informacji- odparł Kol, nawet nie nią nie patrząc. Jego intensywne spojrzenie skupiło się na hybrydzie i barbie Klaus, jak zwykł ją nazywać Damon, a napięcie wiszące w powietrzu powoli stawało się nie do zniesienia. Przez chwilę Pierwotni po prostu mierzyli się wzrokiem pełnym niechęci, groźby i szyderstwa. Caroline wstrzymała oddech.
- Tu chodzi o naszą ziemię- powiedział młodszy Mikealson chłodno. Jego głos przecinał powietrze niczym najostrzejszy nóż- nie pozwolę temu uzurpatorowi odebrać nam domu i zdetronizować naszej rodziny. Wy chcecie tu uwić gniazdko- dodał, zezując na Caroline. Dreszcz przerażenia przeszył jej ciało w chwili, gdy jego kpiące spojrzenie niemal przewierciło ją od środka- ja nie mam nic do stracenia.
- A nasz brat?- spytała Rebekah. Spojrzała mu prosto w oczy doszukując się w nim jakichkolwiek oznak uczuć, człowieczeństwa, którego lata temu się wyrzekł. Nie mogła uwierzyć, że naprawdę nie odczuwa obowiązku, by pomóc rodzinie, że nie boi się tego, co Marcel może zrobić Elijah przy pomocy kołków wyciosanych z białego dębu. W jej własnych oczach koloru burzowego nieba pojawiły się łzy rozczarowania i determinacji- nie mogła pozwolić sobie na słabość, nie mogła dopuścić, by  zdarzyło się najgorsze.
- Jeśli ten idiota chciał się poświęcić to już nie mój problem- prychnął Kol obojętnie- jesteś gotowa na zakończenie tej historii w iście szekspirowskim stylu?- dodał, sugestywnie poruszając brwiami i zanim ktokolwiek zdołał zareagować  zmaterializował się tuż przy Caroline, chwycił ja w pół i ignorując jej przepełniony bólem, strachem i zaskoczeniem krzyk ulotnił się z nią w wampirzym tempie. Nawet Rebekah i Klaus nie zdołali go dogonić i powstrzymać. W momencie, gdy podbiegli do niego, wykorzystując swoją pełną prędkość on się ulotnił, mijając ich zaledwie o włos.

- Cholerny skurwiel!- wrzasnął Klaus, dając upust swojej frustracji. Jego krzyk odbił się  echem od drzew i skał i wypłoszył całkiem pokaźne stadko ptaków.
- Cholerny sprytny skurwiel!- zawtórowała mu Rebekah, po raz kolejny wciągając powietrze ze świstem- nie mam pojęcia dokąd pobiegł, nie potrafię go wyczuć ani usłyszeć...
Klaus pobladł gwałtownie o ile w przypadku wampira było to w ogóle możliwe. Jego oczy gwałtownie pociemniały a wargi zagryzł niemal do krwi.
- Korzysta z pomocy czarownicy- warknął, drżąc z wściekłości- tym razem mu tego nie daruję...
W oczach Rebekah pojawił się błysk, który nawet Pierwotną hybrydę zawsze przerażał, choć oczywiście nigdy by się do tego nie przyznał. Jej twarz była zacięta a usta zaciśnięte w wąską linię, gdy niespiesznym, acz zdecydowanym krokiem wyminęła brata.
- Tym razem ja się z nim policzę- rzekła wyniośle, patrząc Klausowi prosto w oczy.
To zabrzmiało jak najstraszliwsza groźba, jaką ten kiedykolwiek usłyszał i przez ułamek sekundy nawet pożałował brata, ale wtedy przypomniał sobie, że ten sukinsyn porwał Caroline... Jego Caroline. A przecież dopiero co zaczęli wychodzić na prostą w swojej pokręconej relacji. Całowali się i nawet nie zdążyli o tym porozmawiać.  Nie miał pojęcia jakim cudem i dlaczego znalazła się tu, na tej pustej drodze, podsłuchując ich prywatne rozmowy, ale jednego był pewien...
"Trzeba ich znaleźć"- pomyślał z właściwą sobie mściwością i ruszył za siostrą.

****

Tego poranka Elena  obudziła się wyspana i z uśmiechem na ustach, chyba po raz pierwszy od swojego powrotu z niesławnej wycieczki do Nowego Yorku. Czym prędzej popędziła do łazienki, by w dziesięć minut zaliczyć poranną toaletę po czym  już ubrana w strój czirliderki (po swoim powrocie postanowiła wrócić do drużyny) tanecznym krokiem zbiegła na dół, by przygotować dla wszystkich śniadanie. W kuchni zastała Liz, mamę Caroline, która właśnie parzyła kawę. Na blacie stał talerz po brzegi zapełniony artystycznie przyozdobionymi kanapkami a obok szklanka krwi. Elena spojrzała na panią szeryf ze zdumieniem a ta posłała jej w odpowiedzi jedynie promienny uśmiech.

- Pomyślałam, że zapewne jesteś głodna a Caroline nie obrazi się chyba, że ubyła jej jedna torebka z krwią skoro jej matka regularnie uzupełnia  zapasy- wyjaśniła śpiewnie pani szeryf, wzruszając nonszalancko ramionami jakby mówiła o pogodzie. Elena uśmiechnęła się wdzięcznie, z niejakim zawstydzeniem i sięgnęła po szklankę, upijając łyk, po czym zasiadła do stołu.
- A gdzie tak właściwie jest Caroline?- spytała z ustami pełnymi dopiero co nadgryzionej kanapki- nie widziałam jej od wczoraj...
- Napisała mi esemesa, że nie wróci na noc, bo została u jakiegoś kolegi- odparła Liz z zadowolonym uśmiechem- w normalnej sytuacji zmyłabym jej za to głowę, ale naprawdę się cieszę, że w końcu dochodzi do siebie.
Elena zamarła w zdumieniu ze szklanką w połowie drogi do ust. Caroline miała chłopaka? Przecież to było kompletnie niedorzeczne biorąc pod uwagę jak bardzo cierpiała po stracie Tylera. A może faktycznie postanowiła w ten sposób odreagować? Może znalazła kogoś, kto potrafił odwrócić jej uwagę od tej tragedii? Tylko dlaczego nie zająknęła się o tym dotąd ani słowem? Czy naprawdę sądziła, że Elena, która sama nosiła miano łamaczki serc i nadal tkwiła między młotem a kowadłem ją za to potępi? Czy to wszystko co wydarzyło się w ostatnim czasie naprawdę tak bardzo zachwiało ich bezgraniczne zaufanie?

Pani Forbes przyglądała się jej w skupieniu, próbując zapewne odgadnąć o czym  myśli dziewczyna, ale ta tylko posłała jej blady uśmiech. Liz zmarszczyła brwi i już miała zapytać o powód jej nagłego zasmucenia, ale w tym momencie  rozległo się niecierpliwe i donośne pukanie do drzwi.Elena zerwała się z miejsca i popędziła otworzyć, z ulgą przyjmując możliwość uwolnienia się od podejrzliwego wzroku matki Caroline, ale zamarła, gdy w progu ujrzała Pierwotną wampirzycę. Rebekah była ostatnią osobą, którą spodziewała się tu zobaczyć w ten leniwy, poniedziałkowy poranek.
- Musimy porozmawiać- rzekła blondynka ostro, dumnie unosząc podbródek- Mogę wejść?
 Elena zmarszczyła brwi. Naglące spojrzenie Pierwotnej podwyższyło jej ciśnienie, ale obok tego gdzieś na dnie jej błyszczących z niecierpliwości oczu dostrzegła lęk i niemą prośbę, które w połączeniu spowodowały dreszcze niepokoju, rozchodzące się po całym ciele brunetki. Obejrzała się za siebie i uśmiechnęła uspokajająco do wyraźnie zmartwionej szeryf Forbes, która próbowała dojrzeć kto taki postanowił odwiedzić je o ósmej rano, po czym zamknęła za sobą drzwi i przeszła obok Rebekah zasiadając na bujanej ławce, znajdującej się na ganku Forbesów.
- Możemy rozmawiać tutaj- powiedziała a Pierwotna zmrużyła oczy ni to z irytacją ni to z urazą i ostatecznie usiadła obok niej, wbijając wzrok w swoje splecione na kolanach dłonie. To było do niej zupełnie niepodobne- ta niepewność, wahanie i zakłopotanie malujące się na jej twarzy naprawdę przeraziły Elenę.
- Rebekah, co się dzieje?- zapytała i pod wpływem impulsu ścisnęła jej dłoń. Wampirzyca spojrzała na nią ze zdumieniem i przygryzła dolną wargę niemal do krwi.
- W normalnej sytuacji miałabym to wszystko gdzieś- zaznaczyła od razu, jakby próbowała usprawiedliwić się sama przed sobą- to nie jest tak, że od teraz przeszłam na waszą nudniejszą i zdecydowanie bardziej żałosną stronę...
- Chcesz nam pomóc?- podsunęła Elena, marszcząc brwi w zamyśleniu i uszczypnęła się w ramię ukradkiem pewna, że to tylko jakiś przedziwny sen, jednak zarzuciła tę hipotezę w chwili, gdy poczuła tępy ból. No tak, mogła się domyślić, że nawet ona nie wymyśliłaby czegoś tak szalonego co oznaczało, że Rebekah Mikealson rzeczywiście stoi tu przed nią i próbuje ubrać w odpowiednie słowa propozycję rozejmu.
-Wiem, że się nie znosimy i wolałabym tę sprawę załatwić sama, ale uznałam, że powinnaś wiedzieć- rzekła wyniośle, po zakłopotaniu nie zostało nawet śladu. Znów wbiła w Elenę przenikliwe, pełne wyższości spojrzenie i dumnie wydęła wargi- mój brat porwał Caroline- wyrzuciła z siebie i z niejakim zaciekawieniem obserwowała reakcję brunetki na tę rewelację.
Elena zerwała się z miejsca. Jej całe ciało drżało ze zdenerwowania a w gardle pojawiła się gula, nie pozwalająca zaczerpnąć tchu...
"Boże, tylko nie to... Nie Caroline!"- myślała gorączkowo.
- Zdajesz sobie sprawę, że się hiper wentylujesz?- zapytała Rebekah kąśliwie, wywracając oczami.
- Klaus porwał Caroline?- syknęła Elena, jakby w ogóle nie usłyszała uwagi wampirzycy- po co?
- Chwila a kto mówił tu o Klausie?- Rebekah stanęła z nią twarzą w twarz, udając szczere zdumienie- ten idiota jest w tym wypadku całkowicie niewinny. Chodziło mi o mojego drugiego braciszka, sukinsyna bez uczuć...
- Wybacz pomyłkę, przecież ten opis pasuje jedynie do całej waszej spaczonej rodzinki - prychnęła Elena. Rebekah oburzona posłała jej mordercze spojrzenie, ale ta nawet tego nie zauważyła, tak była pochłonięta własnymi myślami. Krążyła po ganku niczym poranione zwierzę, doprowadzając tym Rebekah niemal do szału.
- Trzeba jej pomóc- powtarzała gorączkowo- trzeba ją ratować...
- Elena!- warknęła Rebekah, łapiąc ją za ramiona i zmuszając, żeby się zatrzymała- on jej nie zrobi krzywdy... W każdym razie na pewno jej nie zabije, przynajmniej nie teraz...
- Dzięki, ulżyło mi- sarknęła Elena, wyrywając się z jej żelaznego uścisku- dlaczego Caroline? Dlaczego ona?
- Dla zemsty- odpowiedziała blondynka natychmiast a Elena ściągnęła brwi skonsternowana.
Rebekah westchnęła ciężko i pozwoliła, aby wspomnienia po raz kolejny ją pochłonęły.

Nowy Orlean, 1665 rok

Wciąż nie mogła w to uwierzyć, choć miała cały rok, by oswoić się z tą myślą. 
Do zdrady ze strony Klausa przywykła już dawno, uważała to za swego rodzaju normę. Jej brat był porywczy, despotyczny i okrutny, ale kochał ją całym sercem i to właśnie jego miłość byłą dla niej jednocześnie tak niebezpieczna i wszechogarniająca. Wiedziała, że jej potrzebował, bo sama również nie potrafiła bez niego żyć. Tyle stuleci spędzili na wzajemnej nienawiści, kłótniach i wspólnej walce, zawsze po tej samej stronie barykady...

"Trzymamy się razem. Zawsze i na zawsze"- brzmiała przysięga, która razem z Klausem i Elijah złożyła wieki temu a której mimo tylu ciężkich chwil do tej pory się trzymali. 
W głębi duszy marzyła o tym, żeby rodzina wreszcie się połączyła. Pragnęła zgody między nimi a Finnem oraz Kolem. Miała nadzieję, że Klaus kiedyś przestanie się ich obawiać, że kiedyś wyjmie sztylet z piersi Finna i od nowa staną się braćmi. Sama jednak doskonale wiedziała, jak cięzko wybaczyć skradzione lata życia, jak ciężko zrozumieć postępowanie kogoś, kto w jednej chwili twierdzi, że cię bezgranicznie kocha a w następnej sztyletuje cię i ponownie zamyka w trumnie. Albo każe zrobić to osobie, której ufasz, którą kochasz całym sercem. Nagle okazuje się, że nie jesteś warta więcej niż wampirze życie. Ktoś, kto przysięgał wierność bez skrupułów wbija ci sztylet prosto w serce i wybiera nieśmiertelność zamiast ciebie... 

Rebekah często odtwarzała w myślach dzień, gdy przestałą wierzyć w miłość. Zawsze wtedy, gdy jej gniew odrobinę zelżał, gdy już zaczynały nachodzić ją wątpliwości i tęsknota stawała się dokuczliwa to jedno wspomnienie wystarczyło, by ponownie rozpalić w niej wściekłość, ból i żal. 
Doskonale pamiętała, że gdy rok temu  zbudziła się w swojej sypialni w zamku we Francuskiej Dzielnicy była skołowana i oszołomiona. Nie rozumiała, co takiego się stało ani jak się tam znalazła. Jej ostatnie wspomnienia dotyczyły dnia, w którym była jedną z najszczęśliwszych dam swoich czasów. Oto Marcel, miłość jej życia, jej Bóg, kochanek i przyjaciel wreszcie ukończył morderczy trening, na jaki skazał go Klaus i tym samym wygrał sobie nieśmiertelność. Perspektywa wspólnej wieczności była najlepszym prezentem od losu i choć ich miłość była zakazana Rebekah była pewna, że nigdy się jej nie wyrzekną, choćby mieli za to zginąć. Klaus choć był okrutny nigdy nie zrobiłby jej trwałej krzywdy, tego była pewna. Kochał ją i jak niczego innego obawiał się, że ją straci na zawsze. 
Coś jednak poszło zdecydowanie nie tak, choć sama Rebekah nie od razu przypomniałą sobie co dokładnie. To Klaus, opanowany i irytująco wesoły uświadomił jej okrutną prawdę. Z szerokim uśmiechem na ustach opowiedział o piędziesięciu dwóch latach, które spędziła w trumnie i o Marcelu, który tak pragnął żyć wiecznie, że zrezygnował z niej i samodzielnie ją w niej umieścił, skazując na zapomnienie i zycie w zawieszeniu, pozbawioną swiadomości i sił. 
Oczywiście braciszek z pokorą i nawet niejaką radością przyjął potem na siebie jej pierwszy atak gniewu. Do tej pory pamiętała dokłądnie satysfakcję, która czuła, gdy z całą siłą, jaką w sobie miała rozłamała na nim swoje piękne wiktoriańskie łoże ze złotymi kolumnami. W jednej chwili zerwała się z łóżka, uniosła je i ku zaskoczeniu Nika rzuciła w niego. Oboje, mebel i wampir, roztrzaskali ścianę i wylecieli na dwór, zatrzymując się dopiero na polu kilometr dalej. Zanim Klaus, wciaz uśmiechając się od ucha do ucha w ten swój irytujący sposób, zdołał wrócić do posiadłości Rebekah osuszyła z krwi i wyrwała serca wszystkim jego dworzanom. W zamku zrobiło się nagle podejrzanie cicho.Klaus skwitował to jedynie złośliwym śmiechem i dumnym stwierdzeniem, że jego mała siostrzyczka to mściwa jędza.

Jeszcze tego samego dnia Rebekah odwiedziła Marcela. Na początku sądził, że jest zjawą, że to tylko jego kolejny cudowny sen. Potem powoli prawda zaczynała do niego docierać i rzucił się na nią całując i zapewniając o swojej dozgonnej miłości i rozpaczliwej tęsknocie. Szybko jednak przekonał się, że dziewczyna nie zamierza mu tego tak łatwo wybaczyć. Tamtego dnia, próbując odzyskać jej względy cierpiał niemiłosierne katusze, gdy dziewczyna  dzgała go drewnianymi kołkami (po jednej ranie za każde przewinienie, jak potem stwierdzila. Oczywiście przy okazji wymieniałą owe przewinienia, przecież Rebekah Mikealson nie rzucała słów na wiatr), wystawiała na działanie słonecznych promieni uprzednio pozbawiwszy pierścienia oraz polewała jego męskość esencją z werbeny ("Zapamiętaj, że mnie się nie zdradza, bo potem trzeba cię odkażać po zdzirach, które posuwałeś przez te piędziesiąt dwa lata swobody"). Na końcu poprzysięgła, że już go nie kocha, że go nienawidzi i pragnie jego nieszczęścia. Obiecała, że nigdy mu nie wybaczy tego co zrobił i nigdy więcej się do niego nie odezwie. Nie dała mu dojść do głosu, nie chciała słuchać przeprosin i  wyjaśnień, które okazałyby się zapewne kolejnymi kłamstawami. Ulotniła się więc tak szybko, jak się tam pojawiła. 
Pobiegła na wzgórze, które niegdyś tak uwielbiała. Przed nią roztaczał się widok na całe miasto, pogrążone w głębokim śnie. Dopiero teraz w pełni do niej dotarło jak wiele się zmieniło, jak wiele straciła i co chwilę wcześniej się wydarzyło. Mimo swej nieśmiertelności i waleczności, poczucie bycia niezwyciężoną ją opuściło. Rebekah rozpłakała się niczym mała dziewczynka i opadła na kolana błagając Boga, by to się wreszcie skończyło. W tamtej chwili żałowała, że żyje, że dożyłą dnia, w którym dowiedziała się prawdy o zdradzie Marcela. Nienawidziła go i kochała jednocześnie, i mimo wszystko wciąż dręczyło ją sumienie. Przecież powinna przewidzieć, że tak to się skończy. To było zbyt piękne, by mogło być prawdziwe a ona była już na tyle doświadczona, by wiedzieć, że niezwyciężona miłość aż po grób nie istnieje a w każdym razie ona na taką nie zasłużyła. Była wściekła, upokorzona i zraniona, ale wiedziała, że teraz ona go skrzywdziła i choć na to zasłużył nie potrafiła się już z tego cieszyć tak jak chwilę wcześniej. Szlochała zapamiętale wylewając morze łez za kimś, kto okazał się być jej największą życiową pomyłką i tylko wiatr, targający jej złote loki był świadkiem rozpaczy, która ją ogarnęła. Nikt nigdy się nie dowiedział, że ta sytuacja wywołała w niej jakiekolwiek inne uczucia poza dziką furią. 

Następnego dnia dowiedziała się, że Marcel wyjechał. Przyjęła tę wiadomość z wyniosłym opanowaniem i nie dała po sobie poznać, że ją to w ogóle obeszło. Widząc jej niechęć do Marcela Klaus uznał, że szanse na ich związek przepadły i od tamtej pory robił wszystko, by przekonać ją do swojego przyjaciela. Chciał, by wszyscy stworzyli jedną wielką kochającą się rodzinę, ale dziewczyna bardzo szybko uświadomiła mu absurdalność tych planów. Ponownie zaczęła korzystać z życia i zainteresowania, jakie wzbudzała w mężczyznach. I wtedy, gdy już sądziła, że się z tym uporała ( a przynajmniej przestałą czytać jego listy i opryskliwie odpowiadać na każdą wzmiankę o nim) wrócił z tą swoją arogancją i czarem, który sprawiał, że kobiety rozpływały się na sam jego widok. Pojawił się na przyjęciu z okazji powrotu Kola (zarówno ona jak i Elijah byli bardzo radzi z jego przybycia. Mieli nadzieję, że po tylu latach rodzina powoli zacznie się na powrót łączyć.)  i przez cały wieczór próbował się do niej zbliżyć, jednak ona kategorycznie się od niego odsuwała i poświęciła nadzwyczaj dużo czasu swojemu nowemu łóżkowemu nabytkowi, Loganowi Doherty'emu. Była z siebie taka dumna, gdy w oczach Marcela dostrzegła złość i zazdrość, ale wściekłość wezbrałą w niej w chwili, gdy ujrzała jak wpija się w usta ponętnej brunetki a następnie razem opuszczają przyjęcie. Zanim zniknął za drzwiami wielkiej sali posłał Rebekah ostatni złośliwy uśmiech. W jego oczach czaiło się wyzwanie. Czy da się w ciągnąć w tę grę?

Oczywiście dała, nie potrafiła się oprzeć. Przeprosiła Logana i zahipnotyzowała go nakazując, aby tu na nią zaczekał a sama ruszyła za dawnym kochankiem. Marcel poprowadził kobietę prosto do sypialni Rebekah, jakby chciał ją tym jeszcze bardziej rozwścieczyć. Już u stóp schodów Pierwotna słyszała jej rozpaczliwe jęki, ale nie potrafiła się powstrzymać,  wspięła się po nich ostrożnie i tak stała tu, przed uchylonymi  drzwiami sypialni, przełykając głośno ślinę. 
Oboje leżeli w jej łóżku, wśród skołtunionej pościeli. W normalnych okolicznościach bardzo by tego pożałowali, jednak teraz Rebekah była tak zszokowana, że nie mogła ruszyć nawet małym palcem u stopy. Marcel całkowicie zniknął pod kołdrą i blondynka mogła się tylko domyślać, co takiego w tej chwili wyczyniały jego sprawne usta. 

"Och, tak mi dobrze"
"Mocniej"
"Jeszcze chwilę.... O Boże, zaraz umrę... "
"Oooo tak. Taaak.... Proszęęęę..."
"Haaa... Aaaaa...Aaaaaa...."
"Och taaak... Jesteś niesamowity...."

I dokładnei w tej chwili, gdy Rebekah znalazła w sobie siłę by się wycofać głowa Marcela wychyliła się spod pościeli i meżczyzna spojrzał prosto na nią z wyraźną kpiną. 

"Co tu robisz, skoro już mnie nie kochasz?" zdawały się pytać jego oczy. 

- Dalej nie rozumiem, co to ma wspólnego z Caroline i zemstą Kola- oświadczyła Elena z powątpiewaniem. Rebekah potrząsnęła głową, wybudzając się ze wspomnień i spojrzała na nią ze smutkiem.
- Tego dnia byłam pewna, że Kol wrócił na stałę- zaczęła mówić nabrzmiałym z emocji głosem- wierzyłam, że to skłoni Klausa do uwolnienia Finna i nasza rodzina wreszcie znów będzie w komplecie. Ale wszystko potoczyło się zupełnie inaczej. Kobieta, z którą spał Marcel tamtego wieczoru to Sophie Devaroux. Kol poznał ją podczas jednej ze swoich krwawych wypraw. Nie wiem, co takiego w niej było, że nie zabił jej od razu... Była pierwszą i ostatnia kobietą, którą mój brat pokochał. Przemienił ją i chciał przeżyć z nią wieczność. Rozuemisz, dalej był takim samy sukinsynem, ale zaczął myśleć o kims innym poza sobą. Byli ze sobą już od dwudziestu lat, gdy przyjechał do nas. Chciał, żebyśmy mieli udział w jego nowym życiu i właśnie wtedy Sophie zdradziła go z Marcelem a jego plany legły w gruzach. Kol zapragnął zemsty i początkowo stałam po jego stronie. Tylko Klaus bronił Marcela, nie pozwolił go skrzywdzić. Po raz kolejny stanęliśmy przeciw sobie i wtedy właśnie pogodziłam się z Marcelem. Doszło do walki, polała sie krew i Sophie zginęła a mimo to ani ja ani Klaus nie pozwoliliśmy Kolowi się na nim odegrać. Kol był wściekły, że zamiast własnej rodziny wybraliśmy obcego zdrajcę, stał się jeszcze bardziej nieobliczalny i nieprzewidywalny niż zwykle. W końcu Klaus zasztyletował go i tak Kol tkwił w trumnie do momentu, aż Elijah go nie uwolnił kilka miesięcy temu. Kol do tej pory nie może nam tego wybaczyć. Chce się zemścić na mnie, Klausie i Marcelu za jednym zamachem.

Elena westchęła ciężko i zamilkła na dobra minutę, układajac sobie to wszystko w głowie.

- Kochałaś go?- zapytała w końcu niepewnie. Rebekah posłała jej zdumione spojrzenie, ale w końcu pokręciła głową i wbiła wzrok w swoje spleciona na kolanach dłonie.
- Tak- szepnęła ledwo słyszalnie- kochałam cała sobą mimo tego, co mi zrobił. Pamiętasz, gdy mówiłam, że muszę ratować brata? Marcel go porwał. Jest w posiadaniu całej hodowli kołków z białęgo dębu i ma po swojej stronie czarownicę tak potężną, że udało jej się uśpić Elijah bez pomocu sztyletu oraz całej armii posłusznych mu pod ka.zdym względem wampirów, które sam nieustannie tworzy. Nie możemy czekać. Potrzebujemy lekarstwa na wampiryzm dla niego, w innym wypadku wszystko wymknie się spod kontroli.

Elena otworzyła oczy szerzej ze zdumienia i przerażenia. Kol był już wystarczającym problemem a teraz okazuje się, że jest jeszcze jeden wampir, być może potężniejszy od rozgniewanego Pierwotnego, żądnego zemsty? Skoro nawet Rebekah się go bała to jak oni mieli z nim walczyć?  Czy rzeczywiście prawdziwą intencją Klausa, gdy zmuszał ich do odszukania lekarstwa nie było przywrócenie sobie możliwości tworzenia armii hybryd?

- Eleno, musisz mi obiecać, że nie powiesz o tym nikomu a w szczególności Mattowi- ciągnęłą tymczasem Pierwotna, niespodziewanie ściskając palce jej lewej dłoni- obiecaj mi, że nie będziesz się wtrącać i nikomu nie powiesz a ja w zamian obiecuję, że dopilnuję, żeby mój brat nikogo nie skrzywdził i odszukam Caroline. Daję ci słowo.- dodała, w napięciu wyczekując odpowiedzi.

Elena zmarszczyła brwi i głośno przełknęła ślinę. Nie sądziła, że coś takiego może kiedyś odbędzie podobną rozmowę z Rebekah, ale w jednej kwestii musiała się upewnić.

- Zależy ci na nim, prawda?- spytała- zależy ci na Mattcie?
Rebekah spuściła wzrok i przymknęła powieki.
- Tak- westchnęła, jakby przyznanie tego było najtrudniejszym zadaniem jakiego się podjęła w ciągu swojego tysiącletniego życia- nie skrzywdziłabym go, zapewniam.

Gdy blondynka ponownie otworzyła oczy Elena uśmiechała się łagodnie z mieszaniną smutku, bólu, ale i nadziei.
- W takim razie twoja tajemnica jest u mnie bezpieczna- zawyrokowała.



****
Elena westchnęła ciężko i zagryzła wargi. Uniosła dłoń zwiniętą w pięść z zamiarem zapukania do zdobionych drzwi z wiśniowego drewna, ale zaraz ponownie ją opuściła. Wiedziała, że zachowuje się jak gówniara, jak kompletna idiotka, ale nie potrafiła pohamować nerwów i tego nieprzyjemnego ścisku w żołądku.
Specjalnie wybrała taką porę- wiedziała, że po południu Stefana nie będzie w domu. Nie miała ochoty go oglądać, za wiele się między nimi wydarzyło. Poza tym przy całym swoim szacunku do niego nie chciała, aby wiedział, co takiego zamierza. Damon był inny- szalony, nieprzewidywalny.  Kochał ryzyko i zwykle działał nieszablonowo, gwałtownie. Mimo, że większość jego planów była  nieprawdopodobna i pokręcona, zwykle zdawały egzamin i mimo wszystko musiała to przyznać- w pewnych aspektach byli do siebie bardzo podobni- oboje uparci i gotowi na wszystko, by osiągnąć zamierzony cel i ochronić tych, na których im zależało.
Jednak to wcale nie zmieniało faktu, że na samą myśl o nim jej serce przystawało na moment, by za chwilę ruszyć galopem, całe ciało drżało a dłonie pociły się ze zdenerwowania. Otarła je w czerwoną spódniczkę, którą miała na sobie (gdy podjęła decyzję, żeby tu przyjechać nawet nie zdążyła się przebrać) i westchnęła cicho, przełykając ślinę z nadzieją, że w końcu pozbędzie się tej guli, która niespodziewanie pojawiła się w jej gardle. 
"Teraz albo nigdy"- postanowiła i szybko, by w międzyczasie nie zmienić zdania, załomotała w drzwi. Po niedługiej chwili w progu pojawił się Damon ze szklanką krwi w dłoni. Zlustrował ją wzrokiem od stóp do głów- poczynając od idealnie wyprostowanych włosów, zmarszczonych brwi, kształtnych ust aż po krótką czerwoną spódniczkę, odsłaniającą jej nieziemskie nogi i  skompletowaną do tego obcisłą bluzkę kończąca się na linii żeber i  z dekoltem, pobudzającym wyobraźnię oraz sportową torbę, która trzymała na ramieniu. Gdy, uśmiechając się znacząco pod nosem, Damon spojrzał jej prosto w oczy była zgubiona- zatonęła w spojrzeniu niesamowitych lazurowych tęczówek i zadygotała, bynajmniej nie z zimna. Dopiero jego zmysłowy głos wyrwał ją z tego chwilowego otępienia.

- Zgubiłaś się?- spytał, unosząc kpiąco brew i powoli upił łyk szkarłatnego płynu- szkoła jest w druga stronę.
- Mam do ciebie ogromną prośbę- powiedziała na jednym wydechu i spojrzała na niego z powątpiewaniem. Jego oczy niebezpiecznie rozbłysły, gdy zbliżył się do niej na odległość pocałunku z aroganckim uśmiechem, ale ta tylko wywróciła oczami i wyminęła go, przechodząc do salonu i położyła swoją sportową torbę na skórzanej kanapie. Damon uniósł brwi wyraźnie zaintrygowany i pokonał dzielącą ich odległość w wampirzym tempie. Elena odważnie spojrzała w te seksownie zmrużone oczy, które wywoływały ciarki na całym jej ciele i dumnie uniosła podbródek.
- Potrzebuję trenera- oświadczyła a na twarzy Damona pojawił się przebiegły uśmiech.
- Jestem do usług- wymruczał, przeciągając zmysłowo głoski.
Elena ciężko przełknęła ślinę i z trudem się od niego odsunęła. W pierwszej chwili chciała się wycofać, ale wiedziała, ze nie ma takiej opcji. Potrzebowała kogoś, kto nauczy ją się bronić i w pełni wykorzystywać swoje wampirze zdolności. Nie miała wyboru, musiała się zdać na mężczyznę, przy którym nie ufała samej sobie.
"To będzie katastrofa"- pomyślała z rezygnacją.

****

- Naszą największą bronią jest refleks i siła- mówił Damon pół godziny później, obserwując jak Elena, ubrana w czarny sportowy staniczek idealnie podkreślający jej pełne piersi i płaski brzuszek oraz obcisłe, opinające jej długie do nieba smukłe nogi leginsy, próbowała odebrać mu kuszę na drewniane kołki, pozostałość po działalności Alaricka- jeśli potrafisz je odpowiednio wykorzystać istnieje spore prawdopodobieństwo, że będziesz mogła obronić się nawet przed o wiele od siebie starszym wampirem. Kluczem do sukcesu jest precyzja i zdecydowanie- ciągnął, odpierając jej kolejne ataki- musisz wykorzystać wszystkie swoje atuty, połączyć je w jedno...- dodał, jednym celnym ruchem wytrącił jej kuszę z dłoni i już po chwili przyciskał ją do przeciwległej ściany, napierając na nią całą powierzchnią ciała. Elena zdusiła krzyk i zmięła w usta przekleństwo, głośno przełykając ślinę. Już od dawna nie czuła tak wyraźnie jego obecności- jego idealnych mięśni, szczelnie przylegających do jej własnego, rozpalonego drżącego ciała, jego zmysłowego zapachu, nęcącego jej nozdrza, spojrzenia, przewiercającego ją na wskroś i wilgotnych warg, rozwartych kusząco tylko kilka centymetry od jej ust.
Szybko się jednak opamiętała. Przecież wiedziała po co to robi i ta właśnie świadomość skutecznie przyćmiła pożądanie, które próbowało zawładnąć nią całą. Uśmiechnęła się całkowicie opanowana i delikatnie, uważnie obserwując reakcje Salvatore'a, zarzuciła mu ramiona na szyję, zmniejszając dzielącą ich odległość niemal do zera. Damon zamarł z szokiem wymalowanym na twarzy. Jego oczy wyrażały zaskoczenie i niedowierzanie. Rozbroiła go tym gestem i zbiła kompletnie z tropu- przez chwilę wyglądał jak bezbronny chłopczyk, co tylko dodatkowo ją rozbawiło. Elena zachichotała i spojrzała mu prosto w oczy wyzywająco wplatając palce w jego aksamitne ciemne włosy i ciągnąc za nie lekko. 
- Co ty robisz?- zapytał, niepewnie oplatając ręce wokół jej talii.
Elena nonszalancko wzruszyła ramionami.
- Wykorzystuję swoje atuty- szepnęła wprost w jego usta a gdy odruchowo przymknął powieki, czekając na tak upragniony pocałunek dziewczyna zachichotała i w wampirzym tempie dopadła do leżącej na podłodze kuszy, celując nią w wampira.
Zdezorientowany Damon z opóźnieniem skojarzył co właściwie się stało. Rozejrzał się z miną urażonego pięciolatka, ale gdy jego wzrok padł na Elenę, która wciąż celowała w niego kuszą przekrzywił zabawnie głowę z chytrym uśmieszkiem i niebezpiecznymi iskierkami w oczach.
- Zadarłaś z niewłaściwą bestią panienko Gilbert- wymruczał zmysłowo i po chwili rzucił się do ataku.
 Dla niewprawnego ludzkiego oka ich markowana walka była jedynie tańcem barw i kształtów, jednak w rzeczywistości ten pojedynek wymagał od nich wiele energii i poświęcenia- tu Elena zadała cios pięścią w nos, tu Damon unieruchomił jej nogę w powietrzu i odrzucił ją od siebie na kilka metrów, tu znów brunetka rzuciła się na niego z nową energią, by za chwila zostać powalona na ziemię całym ciężarem jego ciała. Przyturlała się w mgnieniu oka, zaciskając palce na jego gardle i uśmiechnęła się zwycięsko i w tym właśnie momencie do domu wparował Stefan, głośno trzaskając drzwiami. Zamarł jednak w  połowie drogi do salonu widząc ich w takiej pozycji.

Elena siedziała na nim okrakiem, ściskając za szyję a Damon zaciskał palce na jej nadgarstku. Na jego ustach błąkał się uwodzicielski uśmiech a w oczach mieszały się fascynacja i pożądanie. Żadne z nich nie zwrociło nawet uwagi na młodszego Salvatore'a, dopóki ten w wampirzym tempie nie odepchnął Eleny.. Dziewczyna z głośnym sapnięciem osuneła się po przeciwległej ścianie a gdy podniosła się do pozycji stojącej ujrzała, jak Damon i Stefan demolują salon, rzucając się sobie do gardeł z morderczymi ognikami w oczach.
- Ja śmiesz!- wrzasnął Stefan- to moja dziewczyna, ja byłęm pierwszy! Jakim prawem sie do niej dobierasz ty poroniony zboczeńcu?!
- Sama do mnie przyszła- wychraczał Damon, plując krwią po silnym ciosie w szczękę, jaki zaserwował mu brat- Idź  zaspokajać Kathrine, to najlepiej ci wychodzi.- dodał złośliwie.
- Zabiję cię!- krzyknął Stefan i rzucił się na brata, ale ten w ostatniej chwili wykonał unik, w wyniku czego jego rozpędzona pięść uderzyła w ścianę, robiąc w niej sporych rozmiarów wgniecenie.
- Nie zdążysz- prychnął Damon z pogardą, powalając go nie ziemię jednym celnym ciosem. Stefan natychmiast jednak podniosł się do pozycji stojącej i już szedł w kierunku brata, gdy niespodziewanie przerażona Elena stanęła między nimi. Obaj zawahali się, rzucając sobie ponad nią nienawistne spojrzenia.
- Co w was wstąpiło?!- krzyknęła dziewczyna, kładąc dłoń na ramieniu jednemu i drugiemu- co się z wami dzieje?- w jej oczach zebrały się łzy.
Czuła, jak obaj drżą z wściekłości i widziała ich zacięte, miny i groźę, czającą się gdzieś na dnie ich oczu.
- Zabiję go- oświadczył Stefan beznamiętnie.
- Nie zdążysz bracie- odprał Damon z mściwym uśmiechem- zdobędę twoją głowę i twoja kobietę.
- Dosyć!- wrzasnęła Elena. Nie miała pojęcia co się dzieje, ale czuła, że jej interwencja nie przynosi rezultatu. Oboj próbowali ją wyminąć, odsunąć, by tylko móc ponownie rozpocząć walkę. Byli przy tym brutalni i Elena wiedziała, że na jej ciele już teraz pojawiają się siniaki, swiadczące o sile, jakiej przy tym użyli. Dyszała z wysiłku czując, że lada moment będzi zmuszona skapitulować i pozwolić im załatwić tę sprawe po swojemu... A oni zachowywali się tak, jakby jej tam nie było, jakby jej nie zauważali. Przeraziła ją pustka w ich spojrzeniach, ta beznamiętna żądza mordu.

- Błagam, proszę was...- powtarzała jak mantrę.
I dokładnie w tym momencie bracia odepchnęli ją brutalnie w kąt i ponownie rzucili się na siebie.
- Niech zwycięży lepszy- orzekł Damon, ale w chwili, gdy miał zatopić dłoń w ciele brata i zmiażdżyć jego serce ktoś skręcił mu kark.  Elena z przerażeniem i niedowierzaniem patrzyła, jak pada bezwładnie na ziemię a zaraz za nim Stefan, również z przetrąconym karkiem. Po chwili Rebekah, która dotąd ich okrążała zatrzymała się i spojrzała na swoje dzieło z zadowolonym uśmiechem.
- O Boże..- wyszeptałą Elena i drżąc silnie na całym ciele doczołgała się do Salvatore'ów. Ich twarze zastygły w wyrazie dzikiej furii i to wywołało jedynie jej kolejne łzy.
- Co tu się....- zaczęła, ale wtedy Rebekah podała jej postrzępioną kartkę, którą właśnie wyjęła z kieszeni dżisnów Stefana. Dziewczyna z trudem ją rozwinęła drżącymi palcami i spojrzała na kilka liter, które układały się w doprawdy tajemnicze słowa.

"Niech zwy"

- Co to...- spróbowała zadać ponowne pytanie, ale Rebekah pokręciła tylko głową, zaciskając wargi w cienką linię.
- Damon powinien mieć w kieszeni drugą część- poinformowała ją jedynie ponuro. Elena z ociąganiem sięgnęła do kieszeni w jego spodniach i po chwili wyciągnęła podobną karteczkę. łzy zamazały jej ostrość widzenia i dopiero za którymś razem udało jej się odczytać widniejące na niej słowa.

"cięży lepszy"

Elena wstrzymała oddech i przyłożyła do siebie obie kartki z niedowierzaniem spoglądając na powstałe w ten sposób zdanie.

"Niech zwycięży lepszy"

Czy to nie to powiedział Damon podczas ich walki na śmierć i życie?

- O Boże- szepnęła  z przerażeniem i wypuściła wiadomośc z rak, wymieniając z Rebekah zszokowane spojrzenia.


 Wiem, ostatnia scena dość słabo napisana... Wybaczcie, postaram się poprawić ;***