poniedziałek, 9 marca 2015

Libster Blog Award

Emka K nominowałam mnie do LBA i serdecznie jej za to dziękuję ;*** Nominowała w sumie dwa moje blogi, więc nie zastanawiając się nawet na obu wstawię taką samą notkę i tylko listę nominowanych pozmieniam (podzielę ją na pół oczywiście, nie znam aż tylu blogów ;D)
A oto pytanie, na które muszę odpowiedzieć:

1. Czy masz jakieś hobby, pasje poza blogowaniem?
Oczywiście. Kocham pisać, ale tekstów, które kiedyś chciałabym wydać jako książki nie udostępniam nikomu. Poza tym uwielbiam taniec, poświęcam się temu całą sobą i jestem pierwsza, gdy chodzi o branie udziału w imprezach i zabawach tanecznych. Piszę również piosenki, pływam ( co najmniej dwa razy w tygodniu) i jeżdżę na rowerze, gdy tylko mam ku temu okazję.
2. Interesujesz się polityką kraju / zagraniczną?
Chcąc nie chcąc muszę, ponieważ na maturze będę zdawała rozszerzony wos. Nie ukrywam jednak, że nasze polskie społeczeństwo a właściwie jego mentalność oraz polityka, rządząca tym krajem doprowadza mnie chwilami do szału ;/
3. Jakie są Twoje mocne strony?
Hmmm.... Nigdy się tak naprawdę nad tym nie zastanawiałam, ale może wrodzony optymizm i radość życia? Gdy mi na czymś zależy nie odpuszczam, tylko idę do przodu i walczę o swoje. Nie daję sobie w kaszę dmuchać i zawsze bronię swoich przekonań. Uważam się też za dobrą przyjaciółkę. Nie angażuję się szybko i dlatego wszystkie moje przyjaźnie są trwałe i silne, na dobre i złe.
4. Masz jakieś plany na przyszłość?
Zamierzam cieszyć się każdą chwilą, spędzoną z ludźmi, których kocham i spełniać marzenia, czyniąc każdy dzień niepowtarzalnym  ;D
5. Czy jeśli postanawiasz sobie coś, trzymasz się tego?
Tak, a przynajmniej się staram. Tata mnie tego nauczył a że z natury jestem uparta i nie lubię się poddawać to rozumie się samo przez się, że tak to ujmę ;)
6. Opisz siebie używając 3 słów.
zwariowana,  tolerancyjna, wyluzowana
7. Twoja obecna playlista? Wymień 3 utwory.
Wymienię nawet pięć ;D
Ed Sheeran "Give me love"
The Pretty Reckless "Make me Wanna Die"
ACDC "Highway to Hell"
The Pretty Reckless "Heaven Knows"
Subdigitals "Break Away"
 
8. Największe marzenie?
Trudne pytanie...Chciałabym zostać pisarką lub tancerką a najlepiej oba ;D Pragnę, aby moim najbliższym żyło się jak najlepiej, bo gdy oni są szczęśliwi ja także jestem.
9. Jakie cechy denerwują cię u innych ludzi?
Brak zaradności, tolerancji, empatii i umiejętności myślenia wielowymiarowego czyli innymi słowy po prostu ograniczenie, wywołane przez głupie uprzedzenia itp. Nie cierpię także nielojalności, fałszu i kłótliwości. Bawią mnie  dziewczyny, dla których największym życiowym dylematem jest źle dobrany podkład albo nie tak ułożona fryzura oraz ludzie, którzy nie mają poczucia humoru i wywołują kłótnie bez powodu.
10. Najlepszy pojazd?
Rower też się liczy? ;D
11. Czy jest jakaś dekada, epoka historyczna, w której chciałabyś/ chciałbyś się znaleźć?
 Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Każda epoka ma swoje wady i zalety, ale choć uwielbiam możliwości, jakie niesie za sobą technologia i wielkomiejski gwar czasem chciałabym się na moment zatrzymać i odetchnąć. Wyścig szczurów czy społeczeństwo, które z roku na rok głupieje (bo jak to mówią:" głupim narodem łatwo się rządzi") potrafią być męczące i wydaje mi się, że kiedyś pod tym względem żyło się łatwiej.






Nominuję: 
i-love-you-but-you-love-nobody.blogspot.com 
daryaniolanefilim.blogspot.com/ 
the-mortal-instruments-more-story.blogspot.com/ 
clary-i-jace-inna-historia.blog.pl/  


A oto moje pytania:
1. Jakie jest twoje największe marzenie?
2. Jak spędzasz wolny czas?
3. Czy masz jakiś swój ideał partnera życiowego?
4.Tytuł ulubionej książki?
5. Bez czego nie potrafiłbyś/potrafiłabyś się obyć?
6. Gdybyś kiedyś złowił/złowiła złotą rybkę i miał/miała do dyspozycji trzy życzenia o co byś poprosił/poprosiła?
7. Czy jest coś, co byś w sobie zmienił/zmieniła?
8. Co dla ciebie oznacza "być spełnionym"?
9. Gdybyś nagle stała się milionerką/milionerem na co wydałby/wydałabyś te pieniądze?
10.  Johnny Deep czy George Clooney? Dlaczego?
11.  Gdybyś mógł/mogła mieszkać w dowolnym miejscu na ziemi gdzie by to było?

środa, 11 lutego 2015

Rozdział 16. Pamiętniki Potępionych



 Boże strasznie was wszystkich przepraszam, że tak późno wstawiam ten rozdział. Wcześniej nie miałam czasu,a w poniedziałek okazało się, że mam poważne problemy  z internetem (na szczęście już wszystko w porządku ;D).

Wiem,  że ten rozdział jest odrobinę sentymentalny i sama się sobie dziwię- chyba wiecie jak nie cierpię przesłodzenia? ;D No cóż, wychodzi na to, że z każdą notką staczam się coraz bardziej ;( 

Muszę was serdecznie przeprosić  za to, że tak koszmarnie zaniedbałam nie tylko tego bloga, ale również wasze ;( No cóż, starość nie radość a matura to totalna bzdura, która ograbia ludzi z wolnego czasu i chęci do życia ;P 

Dobra, dosyć tego marudzenia. Zapraszam do czytania rozdziału który, mam nadzieję, zrekompensuje wam długie czekanie. 

P.S Obiecuję, że nadrobię zaległości na waszych blogach, gdy tylko znajdę trochę czasu ;***

P.P.S Czy tylko ja pisząc to opowiadanie wyobrażam sobie Damona z drugiego sezonu? Nie żebym była uprzedzona, ale wiadomo Ian się starzeje (mimo, że wciąż gra dwudziestoparoletniego nieśmiertelnego wampira) a Damon bardzo się zmienił i już nic nie jest takie samo... A ja, choć uważam, że aktor sam w sobie jest wciąż przystojny jednak nie mogę zaprzeczyć, że w sezonie 1, 2, 3 oraz 4 był niesamowicie pociągający i seksowny (do tego stopnia, że czuło się to nawet przez ekran komputera ;D). 

Dobra to na tyle jeśli chodzi o osobiste uwagi. A teraz nie przedłużając serdecznie zapraszam do czytania :***

Enjoy ;***


Drogi Pamiętniku!


Ujrzałem ją po raz pierwszy i wiedziałem, że to kompletne przeciwieństwo Katherine. Słodka, uwodzicielska, urocza, miła, ale przy tym zadziorna, mądra i dobra... 

Zakochałem się. 

Walczyłem z własnymi uczuciami, z łaknieniem krwi, z miłością, z poczuciem winy, ze strachem i przeciwnikami gorszymi od mojego własnego brata.

Pragnąłem jej. 

 Po raz kolejny znalazła się w niebezpieczeństwie i po raz kolejny mój brat udowodnił, jak bardzo jest szalony- nie dbając o nic poszedł w ogień, by utrzymać ją przy życiu.  Wiele straciła, wiele się nauczyła, bardzo cierpiała- cierpieliśmy więc oboje.

Budziłem się dla niej.

Wyjechałem  z Klausem, zabijałem, krzywdziłem ją fizycznie i psychicznie, odebrałem jej nadzieję, wyłączyłem uczucia. 

Nie zapomniałem o niej. 

Próbowałem odsunąć ją od siebie na wszelkie sposoby, udowodnić swoje okrucieństwo, popchnąć w ramiona mego brata. 

Myślałem o niej i nie potrafiłem przestać.

Stała się wampirem, potrzebowała wsparcia a ja po raz kolejny zmierzyłem się z tym, co jej zrobiłem- z poczuciem winy, z wewnętrznym bólem, z okrutną prawdą i uczuciami, których nie potrafiłem dłużej powstrzymać. 

Walczyłem o nią. 

Zerwałem z nią, odsunąłem się a ona wyjechała, zostawiając nas z tym całym bałaganem. Chciałem ją znienawidzić, ale nie potrafiłem. 

Tęskniłem za nią. 

Wpadła w pułapkę Klausa a Katherine powróciła, by ponownie zatruć nam życie. Każdego dnia bałem się, że już więcej jej nie zobaczę, nie pocałuję, nie obejmę i nie zapewnię, że wszystko będzie dobrze. 

Byłem zrozpaczony i chory z niepokoju. 

Wróciła cała i zdrowa, ale z tajemnicą. Izolowała się ode mnie, zadając mi tym ból i w końcu powiedziała prawdę- przespała się z moim własnym bratem. 

 Znienawidziłem ją. 

Nawiązałem romans z Katherine, by choć na chwilę o tym wszystkim zapomnieć. Byłem opryskliwy, raniąc Elenę  dotkliwie. Chciałem, by poczuła się tak jak ja, ale w rzeczywistości zawiodłem nie tylko ją, lecz także naszych przyjaciół i samego siebie. Przy Kath pilnowałem się, by nie wypowiedzieć jej imienia. Fizycznie byłem z dawną kochanką, ale w rzeczywistości...

Marzyłem o niej. 

  Powrócił Kol i sieje spustoszenie. Poluje na cywili, na zwykłych mieszkańców miasta i już nikt nie jest bezpieczny. Grozi, że posunie się dalej, jeśli znak Jera się natychmiast się nie powiększy. 
Jeremy pragnie śmierci swojej własnej siostry i i próbuje uporać się z morderstwami, których się dopuścił (swoja drogą doskonale go rozumiem).  Śmierć Tylera wpłynęła na nas wszystkich,  z Bonnie nie ma kontaktu z powodu brutalnego morderstwa na jej matce, którego dopuścił się Jer, Caroline umiera z niepokoju, bo boi się stracić kolejną bliską osobę, Klaus i Rebekah zagrażają nam ze swoimi niezrozumiałymi zamiarami i wrogami, których nikt nie zna a którzy wydają się być gorsi niż sami Pierwotni a ja czuję się winny, bo choć tak wiele złego się wydarzyło jedyne o czym potrafię myśleć to jej  pocałunki,  dotyk, ciepły oddech,  śmiech, uśmiech, brzmienie głosu i słodkie jęki, gdy po raz kolejny udowadniam jej, jak wiele dla mnie znaczy. 

Potrzebuję jej. 

Drogi pamiętniku, wiem, że dawno nic nie pisałem i że sprawiałem wrażenie, jakbym zapomniał o twoim istnieniu. Kurzyłeś się na półce, czekając, aż znów zaszczycę cię swoimi przemyśleniami, aż do ciebie wrócę... Oto więc jestem i pragnę, byś poznał tę historię lub chociaż jej skróconą wersję. 

Minęły prawie dwa lata- pełne bólu, poświęcenia, zdrady, śmierci... Miałem niezliczoną ilość okazji, by rozpocząć nowe życie, zapomnieć i zamknąć ten rozdział  na cztery spusty, ale nie potrafię. 

Wciąż ją kocham. 
Wciąż o niej śnię. 
 Wciąż jej wybaczam. 
Wciąż za nią szaleję. 

Wciąż o nią walczę.

Wciąż przez nią cierpię.


Wciąż tęsknię do tych wspólnych pięknych chwil.

Wciąż o niej myślę.

                                                                                       
                                                                                                    Wciąż jej potrzebuję.
Wciąż za nią tęsknię.

Wciąż dla niej żyję.
Wciąż jej pragnę.

ELENA TO MIŁOŚĆ MOJEGO ŻYCIA. 

Dziękuję więc, że jesteś, by zachować moje przemyślenia dla siebie.

Jej na zawsze 

Stefan.

 ****

Drogi Pamiętniku!

Tak dawno tu nie pisałam, że nie wiem od czego zacząć. Tyle się zmieniło! Moje uczucia, relacje z najbliższymi, ja sama. W życiu nie spodziewałam się, że odnajdę w sobie takie pokłady silnej woli, odwagi, wytrwałości. Sądziłam, że jestem bezradną dziewczynką, zdolną załamać się pod nawałem problemów, ale teraz wierzę, mam nadzieję, że moje życie jeszcze wróci na właściwe tory. Jestem zdeterminowana, w moich żyłach wrze wulkan gniewu i adrenalina. Miarka się przebrała, już nie ma odwrotu. Podejmę tę wojnę, ba, sama ją rozpocznę. Nie zgadzam się na kolejne cierpienia i poniżenia... Jeremy też nie. 

Ten sam Jeremy, który całym sercem nienawidzi wampirów. 
Jeremy, który marzy o mojej śmierci.
Jeremy, który całymi dniami szykuje drewnianą broń, ostrzy kołki albo szuka w internecie informacji o swoim przekleństwie, które sam postrzega jako dar. 
Jeremy, który zgodził się ze mną współpracować i wspierać w moim szalonym pomyśle a także odroczyć moją egzekucję do czasu rozwiązania naszych pozostałych problemów. 

Wiem, że nie jest mu łatwo. Za każdym razem, gdy mnie widzi całe jego ciało aż rwie się do walki a umysł krzyczy: "Zabij! Zabij!". Dlatego właśnie kontaktujemy się jedynie telefonicznie, nie chcemy dawać mu sposobności do spełnienia swego przekleństwa a przynajmniej nie na własnej siostrze.
Miło jest usłyszeć jego głos nawet jeśli słowa, które wypowiada mnie ranią. Wydaje się być wyzuty z wszelkich uczuć, ale w rzeczywistości to tylko fasada, za którą skrywa swój ból, związany z ostatnimi wydarzeniami. Wie, że stracił Bonnie nieodwracalnie i teraz, gdy emocje opadły a instynkty, które przysłoniły mu wtedy zdrowy rozsądek straciły bodźce zrozumiał, jak wielu ludzi zranił. Każde z nas wiele przeszło, ale musimy nauczyć się z tym żyć. 
Wróciliśmy do szkoły (choć nawet to okazało się być walką o przetrwanie). Jeremy pojawia się na zajęciach we wtorki, środy i piątki a ja i moi wampirzy przyjaciele w pozostałe dni. Hipnotyzujemy nauczycieli i kolegów, żeby niczego nie zauważali, ale to również jest okropnie frustrujące i męczące. Marzę o jednym normalnym, nudnym dniu, w którym największym problemem byłby wybór stroju na szkolną zabawę i kto wie, może jeśli pójdę w ślady Stefana i będę powtarzać liceum odpowiednio często w końcu uda mi się  taki przeżyć.

Bonnie nadal się nie odzywa. Nie nalegam, nie proszę, nie płaczę. Mija nas na szkolnym  korytarzu jak ktoś obcy a ja patrzę za nią błagając w duchu, by już więcej nie cierpiała. Tylko tyle, przecież to takie proste, pragnąć szczęścia przyjaciółki... Proste, ale niewykonalne, przynajmniej w tej chwili. 

Caroline za to zamknęła się w sobie. Wiem, że jest jej ciężko, nawet jeśli powoli dochodzi do siebie... Problem polega na tym, że ona bez Tylera już nigdy nie będzie taka sama, żadne z nas nie będzie. Tyler był naszym przyjacielem, wychowaliśmy się razem, mieliśmy wspólną historię... Był częścią naszej tożsamości i już zawsze będzie nam go brakować a ja dopiero dziś uświadomiłam sobie jego śmierć. 

Zgadza się, że mokre plamy na kartce to moje łzy. Znów nie mogłam zasnąć, więc postanowiłam pójść na spacer. Nogi zaprowadziły mnie na grób rodziców same, bez udziału woli. Rozmowa z nimi zawsze mi pomagała, przynajmniej od czasu ich śmierci, ale tym razem poczułam, że potrzebuję wsparcia ich wszystkich- tych, których kochałam i którzy do końca we mnie wierzyli. 
Odwiedziłam Jennę, która umarła za mnie w rytuale, Johna, który poświęcił dla mnie życie i Alaricka którego zabiła moja śmierć i przemiana w wampira. Wreszcie, sama nie wiem jakim cudem, trafiłam na grób Tylera i poczułam w piersi przeraźliwy chłód. 

Nie wiem jak długo tam klęczałam, pogrążona w rozpaczy, ale gdy wróciłam do domu Caroline, u której teraz pomieszkuję poczułam, że muszę przejrzeć wspólne zdjęcia z czasów, gdy wszystko było proste i bezbolesne. Caro ma w pokoju specjalną szafę na albumy, skatalogowane według roku. Dopiero, gdy je  wszystkie przejrzałam zrozumiałam, jak wiele się zmieniło, jak bardzo dojrzeliśmy. Problemy, ciężka praca i cierpienie kształtują człowieka i uczą cieszyć się z najdrobniejszych rzeczy i najkrótszych, szczęśliwych chwil. Wiem, że to nie czas, żeby się nad sobą roztkliwiać- za dnia jestem twarda, stanowcza, odważna i waleczna, jednak w nocy, w samotności, pozwalam sobie na chwile słabości. Nie mogę przecież stracić uczuć, człowieczeństwa, bo to ono daje mi siłę, by walczyć... 

A to mi z kolei przypomina o Matcie, który choć jest naszym najsłabszym, ludzkim ogniwem wykazuje się niezwykłą odwagą i siłą, której mogłabym mu naprawdę pozazdrościć. Dotrzymuje towarzystwa Jerowi- maszynie do zabijania. Pilnuje, żeby się uczył, trenuje razem z nim i próbuje złamać jego niechęć do mnie i choć rzecz jasna to ostatnie nie przynosi jakichś wymiernych efektów jestem mu naprawdę wdzięczna za wszystko, co robi. On też się ostatnio zmienił, wydoroślał, zmężniał. Widzę, że bardzo się stara- poprawił oceny, poprowadził szkolną drużynę futbolową do zwycięstwa i dostał awans na menadżera Mystick Grilla. Gdy z nim o tym rozmawiałam był z siebie bardzo dumny i opowiadał, że marzy o studiach, o dokonaniu czegoś wielkiego. Strasznie się z tego cieszę i jestem z niego bardzo dumna, ale jednocześnie zastanawiam się jaki wpływ na zmianę jego nastawienia miała Rebekah. Widzę jak na siebie patrzą, ale boję się, że to tylko jej kolejny kaprys i jest mi wstyd, że nie mam nawet czasu, by z nim o tym porozmawiać. Kocham go jak brata i nie chcę, żeby cierpiał... Nie chcę też również, by się w niej zakochał, ale boję się, że już za późno, by go przed tym przestrzegać. Nie mamy wpływu na nasze uczucia, sama wiem o tym najlepiej. 

Tyle, że Rebekah to wciąż siostra Klausa i wiele razy pokazała, na co ja stać. Jest nieprzewidywalna, szalona, temperamentna i śmiertelnie niebezpieczna. Wielokrotnie pomagała bratu w jego niecnych planach, nawet teraz wspólnie szantażem zmuszają nas do współpracy... I jeszcze Kol, który pojawił się znikąd... Czy aby na pewno Klaus i Rebekah nie maczali w tym palców? W końcu Kol próbował przyspieszyć proces pojawienia się mapy do mistycznej części świata na ciele Jera, czyli coś, na czym pozostałym Pierwotnym również bardzo zależy. 

I jeszcze Katherine, która pojawiła się znikąd i ponownie zadomowiła się w lochach Salvatore'ów. Po raz kolejny coś kręci a my nie możemy pozwolić sobie na najmniejszy błąd. Nie wiemy czego tak naprawdę pragnie, nie wiemy po czyjej jest stronie, ale wiemy, że nie można jej lekceważyć. Zachowuje się dziwnie, całkiem inaczej, ale mimo wszystko jest tak samo niebezpieczna jak dawniej... A może nawet bardziej biorąc pod uwagę, że to zapewne część jej planu aby zamydlić nam oczy.
Nie mogę już na nią patrzeć, zbyt wiele nas łączy. Mamy taką samą twarz, podobną historię i obie zaskarbiłyśmy sobie miłość braci, która doprowadziła do tak wielu katastrof. 

Wiem, że nie powinnam czuć się zazdrosna ani o ich przeszłość, ani teraźniejszość, ale widok Stefana w namiętnym uścisku z moim sabowtórem pozbawił mnie tchu. A co jeśli tak bardzo mną gardzi, że stwierdził, iż jest ona lepszą wersją mnie samej? Co, jeśli byłam tylko odskocznią, zapomnieniem o dawnej kochance, która tak bardzo go przecież skrzywdziła? Co, jeśli obaj wciąż ją kochają, jeśli widzą we mnie tylko jej mdłe odbicie? Co, jeśli jestem taką samą suką jak ona, krzywdząc ich obu bez skrupułów? Co, jeśli żaden z nich się z tym nie uporał? Czy powinnam się tym w ogóle przejmować? I dlaczego do cholery nie potrafię pozwolić im odejść, skoro z żadnym nie chcę utrzymywać intymnych relacji? Damon to mój przyjaciel i nie chcę go stracić... Za to marzę o tym, żeby wszystko się ułożyło, żeby Stefan mi wybaczył. Czuję się pokrzywdzona przez jego wyskok z Katherine choć nie mam do tego najmniejszego prawa. To ja się zachowałam jak ostatnia dziwka i wiem to, ale gdy jestem blisko niego nie potrafię pohamować gniewu, wywołanego przez ból i urazę. Mam nadzieję, że jeszcze uda mi się to wszystko poukładać do kupy, ale na razie jestem pewna kilku rzeczy:

Nie wiem, jak mam z tym wszystkim żyć. 
Nie wiem, czego chcę. 
Nie wiem, co mam czuć. 
Nie wiem jak się zachować. 
Nie wiem, czemu  dosięga mnie tyle krzywd.
Nie wiem, co robić. 

Ale wiem, że sobie poradzę. 
 MUSZĘ. 

****

- Brawo braciszku- sarknęła Rebekah, pojawiając się tuż przed wgryzającym się w szyję jakiejś przypadkowej blondynki wampirze z kpiącym uśmiechem. Klaus po chwili zmaterializował się tuż obok niej kręcąc głową z rozbawieniem.
- Naprawdę bardzo nisko upadłeś- skomentował, gdy Kol wypuścił swą zdobycz ze śmiertelnych objęć pozwalając, by opadła bez życia na jezdnię niczym szmaciana lalka. Jego usta i broda ociekały krwią, gdy uśmiechnął się okrutnie, ocierając palce w poły czarnego płaszcza w stylu Dark'a Vedera.
- To nie ja zbratałem się z wrogiem- zaszydził, rozglądając się wokół obojętnie. Klaus zmrużył oczy i podszedł do niego niebezpiecznie blisko a jego wyraz twarzy był zacięty i wyrażał żądzę mordu.
- Powiesz mi do jasnej cholery o co tu chodzi?- spytał z przerażającym spokojem- nie miałem w planach zostawać niańką.
- A ja nie miałem w planach pomagać okrutnemu mordercy- zripostował a Rebekah prychnęła tylko, zezując na leżące u ich stóp ciało.
- Masz rozdwojenie jaźni?- spytała niewinnie- bo znam świetnego psychiatrę, specjalistę od urojeń.
- Znałaś- poprawił ją Klaus półgębkiem- zjadłem go na obiad w pierwszym dniu po przybyciu do Nowego Yorku.
Blondynka wydawała się autentyczna zdziwiona, bo ściągnęła brwi i wzniosła oczy do nieba.
- Czy uda mi się kiedyś poznać kogoś, kto nie skończy jako karma dla zwierząt?- spytała retorycznie, wzdychając teatralnie.
- Nie przesadzaj, nasz drogi Marcellus skończył zaledwie jako przystawka- zaszydził  Kol
a Rebekah pobladła gwałtownie i wymieniła z Klausem porozumiewawcze spojrzenia
- Wiesz, że sami załatwimy tą sprawę- warknął Klaus głosem nieznoszącym sprzeciwu- To nasz teren i zabraniam ci się do tego mieszać! 
- O nie, nie będziecie się bawić beze mnie- wysyczał Kol groźnie- możesz wyjść najdroższa Caroline- dodał śpiewnie, wywołując zaskoczenie swego rodzeństwa. Po chwili, z wyraźnym wahaniem, spomiędzy drzew wyłoniła się wspomniana wampirzyca, drżąc na całym ciele.
- Wynoś się stąd kochana!- warknął Klaus, spoglądając na nią przez ramię- natychmiast...
- Co to ma znaczyć?- spytała, jakby w ogóle go nie usłyszała a choć strach w jej oczach był wyraźnie dostrzegalny jej głos był silny i stanowczy- rodzinne spotkanie?
- Raczej wymiana informacji- odparł Kol, nawet nie nią nie patrząc. Jego intensywne spojrzenie skupiło się na hybrydzie i barbie Klaus, jak zwykł ją nazywać Damon, a napięcie wiszące w powietrzu powoli stawało się nie do zniesienia. Przez chwilę Pierwotni po prostu mierzyli się wzrokiem pełnym niechęci, groźby i szyderstwa. Caroline wstrzymała oddech.
- Tu chodzi o naszą ziemię- powiedział młodszy Mikealson chłodno. Jego głos przecinał powietrze niczym najostrzejszy nóż- nie pozwolę temu uzurpatorowi odebrać nam domu i zdetronizować naszej rodziny. Wy chcecie tu uwić gniazdko- dodał, zezując na Caroline. Dreszcz przerażenia przeszył jej ciało w chwili, gdy jego kpiące spojrzenie niemal przewierciło ją od środka- ja nie mam nic do stracenia.
- A nasz brat?- spytała Rebekah. Spojrzała mu prosto w oczy doszukując się w nim jakichkolwiek oznak uczuć, człowieczeństwa, którego lata temu się wyrzekł. Nie mogła uwierzyć, że naprawdę nie odczuwa obowiązku, by pomóc rodzinie, że nie boi się tego, co Marcel może zrobić Elijah przy pomocy kołków wyciosanych z białego dębu. W jej własnych oczach koloru burzowego nieba pojawiły się łzy rozczarowania i determinacji- nie mogła pozwolić sobie na słabość, nie mogła dopuścić, by  zdarzyło się najgorsze.
- Jeśli ten idiota chciał się poświęcić to już nie mój problem- prychnął Kol obojętnie- jesteś gotowa na zakończenie tej historii w iście szekspirowskim stylu?- dodał, sugestywnie poruszając brwiami i zanim ktokolwiek zdołał zareagować  zmaterializował się tuż przy Caroline, chwycił ja w pół i ignorując jej przepełniony bólem, strachem i zaskoczeniem krzyk ulotnił się z nią w wampirzym tempie. Nawet Rebekah i Klaus nie zdołali go dogonić i powstrzymać. W momencie, gdy podbiegli do niego, wykorzystując swoją pełną prędkość on się ulotnił, mijając ich zaledwie o włos.

- Cholerny skurwiel!- wrzasnął Klaus, dając upust swojej frustracji. Jego krzyk odbił się  echem od drzew i skał i wypłoszył całkiem pokaźne stadko ptaków.
- Cholerny sprytny skurwiel!- zawtórowała mu Rebekah, po raz kolejny wciągając powietrze ze świstem- nie mam pojęcia dokąd pobiegł, nie potrafię go wyczuć ani usłyszeć...
Klaus pobladł gwałtownie o ile w przypadku wampira było to w ogóle możliwe. Jego oczy gwałtownie pociemniały a wargi zagryzł niemal do krwi.
- Korzysta z pomocy czarownicy- warknął, drżąc z wściekłości- tym razem mu tego nie daruję...
W oczach Rebekah pojawił się błysk, który nawet Pierwotną hybrydę zawsze przerażał, choć oczywiście nigdy by się do tego nie przyznał. Jej twarz była zacięta a usta zaciśnięte w wąską linię, gdy niespiesznym, acz zdecydowanym krokiem wyminęła brata.
- Tym razem ja się z nim policzę- rzekła wyniośle, patrząc Klausowi prosto w oczy.
To zabrzmiało jak najstraszliwsza groźba, jaką ten kiedykolwiek usłyszał i przez ułamek sekundy nawet pożałował brata, ale wtedy przypomniał sobie, że ten sukinsyn porwał Caroline... Jego Caroline. A przecież dopiero co zaczęli wychodzić na prostą w swojej pokręconej relacji. Całowali się i nawet nie zdążyli o tym porozmawiać.  Nie miał pojęcia jakim cudem i dlaczego znalazła się tu, na tej pustej drodze, podsłuchując ich prywatne rozmowy, ale jednego był pewien...
"Trzeba ich znaleźć"- pomyślał z właściwą sobie mściwością i ruszył za siostrą.

****

Tego poranka Elena  obudziła się wyspana i z uśmiechem na ustach, chyba po raz pierwszy od swojego powrotu z niesławnej wycieczki do Nowego Yorku. Czym prędzej popędziła do łazienki, by w dziesięć minut zaliczyć poranną toaletę po czym  już ubrana w strój czirliderki (po swoim powrocie postanowiła wrócić do drużyny) tanecznym krokiem zbiegła na dół, by przygotować dla wszystkich śniadanie. W kuchni zastała Liz, mamę Caroline, która właśnie parzyła kawę. Na blacie stał talerz po brzegi zapełniony artystycznie przyozdobionymi kanapkami a obok szklanka krwi. Elena spojrzała na panią szeryf ze zdumieniem a ta posłała jej w odpowiedzi jedynie promienny uśmiech.

- Pomyślałam, że zapewne jesteś głodna a Caroline nie obrazi się chyba, że ubyła jej jedna torebka z krwią skoro jej matka regularnie uzupełnia  zapasy- wyjaśniła śpiewnie pani szeryf, wzruszając nonszalancko ramionami jakby mówiła o pogodzie. Elena uśmiechnęła się wdzięcznie, z niejakim zawstydzeniem i sięgnęła po szklankę, upijając łyk, po czym zasiadła do stołu.
- A gdzie tak właściwie jest Caroline?- spytała z ustami pełnymi dopiero co nadgryzionej kanapki- nie widziałam jej od wczoraj...
- Napisała mi esemesa, że nie wróci na noc, bo została u jakiegoś kolegi- odparła Liz z zadowolonym uśmiechem- w normalnej sytuacji zmyłabym jej za to głowę, ale naprawdę się cieszę, że w końcu dochodzi do siebie.
Elena zamarła w zdumieniu ze szklanką w połowie drogi do ust. Caroline miała chłopaka? Przecież to było kompletnie niedorzeczne biorąc pod uwagę jak bardzo cierpiała po stracie Tylera. A może faktycznie postanowiła w ten sposób odreagować? Może znalazła kogoś, kto potrafił odwrócić jej uwagę od tej tragedii? Tylko dlaczego nie zająknęła się o tym dotąd ani słowem? Czy naprawdę sądziła, że Elena, która sama nosiła miano łamaczki serc i nadal tkwiła między młotem a kowadłem ją za to potępi? Czy to wszystko co wydarzyło się w ostatnim czasie naprawdę tak bardzo zachwiało ich bezgraniczne zaufanie?

Pani Forbes przyglądała się jej w skupieniu, próbując zapewne odgadnąć o czym  myśli dziewczyna, ale ta tylko posłała jej blady uśmiech. Liz zmarszczyła brwi i już miała zapytać o powód jej nagłego zasmucenia, ale w tym momencie  rozległo się niecierpliwe i donośne pukanie do drzwi.Elena zerwała się z miejsca i popędziła otworzyć, z ulgą przyjmując możliwość uwolnienia się od podejrzliwego wzroku matki Caroline, ale zamarła, gdy w progu ujrzała Pierwotną wampirzycę. Rebekah była ostatnią osobą, którą spodziewała się tu zobaczyć w ten leniwy, poniedziałkowy poranek.
- Musimy porozmawiać- rzekła blondynka ostro, dumnie unosząc podbródek- Mogę wejść?
 Elena zmarszczyła brwi. Naglące spojrzenie Pierwotnej podwyższyło jej ciśnienie, ale obok tego gdzieś na dnie jej błyszczących z niecierpliwości oczu dostrzegła lęk i niemą prośbę, które w połączeniu spowodowały dreszcze niepokoju, rozchodzące się po całym ciele brunetki. Obejrzała się za siebie i uśmiechnęła uspokajająco do wyraźnie zmartwionej szeryf Forbes, która próbowała dojrzeć kto taki postanowił odwiedzić je o ósmej rano, po czym zamknęła za sobą drzwi i przeszła obok Rebekah zasiadając na bujanej ławce, znajdującej się na ganku Forbesów.
- Możemy rozmawiać tutaj- powiedziała a Pierwotna zmrużyła oczy ni to z irytacją ni to z urazą i ostatecznie usiadła obok niej, wbijając wzrok w swoje splecione na kolanach dłonie. To było do niej zupełnie niepodobne- ta niepewność, wahanie i zakłopotanie malujące się na jej twarzy naprawdę przeraziły Elenę.
- Rebekah, co się dzieje?- zapytała i pod wpływem impulsu ścisnęła jej dłoń. Wampirzyca spojrzała na nią ze zdumieniem i przygryzła dolną wargę niemal do krwi.
- W normalnej sytuacji miałabym to wszystko gdzieś- zaznaczyła od razu, jakby próbowała usprawiedliwić się sama przed sobą- to nie jest tak, że od teraz przeszłam na waszą nudniejszą i zdecydowanie bardziej żałosną stronę...
- Chcesz nam pomóc?- podsunęła Elena, marszcząc brwi w zamyśleniu i uszczypnęła się w ramię ukradkiem pewna, że to tylko jakiś przedziwny sen, jednak zarzuciła tę hipotezę w chwili, gdy poczuła tępy ból. No tak, mogła się domyślić, że nawet ona nie wymyśliłaby czegoś tak szalonego co oznaczało, że Rebekah Mikealson rzeczywiście stoi tu przed nią i próbuje ubrać w odpowiednie słowa propozycję rozejmu.
-Wiem, że się nie znosimy i wolałabym tę sprawę załatwić sama, ale uznałam, że powinnaś wiedzieć- rzekła wyniośle, po zakłopotaniu nie zostało nawet śladu. Znów wbiła w Elenę przenikliwe, pełne wyższości spojrzenie i dumnie wydęła wargi- mój brat porwał Caroline- wyrzuciła z siebie i z niejakim zaciekawieniem obserwowała reakcję brunetki na tę rewelację.
Elena zerwała się z miejsca. Jej całe ciało drżało ze zdenerwowania a w gardle pojawiła się gula, nie pozwalająca zaczerpnąć tchu...
"Boże, tylko nie to... Nie Caroline!"- myślała gorączkowo.
- Zdajesz sobie sprawę, że się hiper wentylujesz?- zapytała Rebekah kąśliwie, wywracając oczami.
- Klaus porwał Caroline?- syknęła Elena, jakby w ogóle nie usłyszała uwagi wampirzycy- po co?
- Chwila a kto mówił tu o Klausie?- Rebekah stanęła z nią twarzą w twarz, udając szczere zdumienie- ten idiota jest w tym wypadku całkowicie niewinny. Chodziło mi o mojego drugiego braciszka, sukinsyna bez uczuć...
- Wybacz pomyłkę, przecież ten opis pasuje jedynie do całej waszej spaczonej rodzinki - prychnęła Elena. Rebekah oburzona posłała jej mordercze spojrzenie, ale ta nawet tego nie zauważyła, tak była pochłonięta własnymi myślami. Krążyła po ganku niczym poranione zwierzę, doprowadzając tym Rebekah niemal do szału.
- Trzeba jej pomóc- powtarzała gorączkowo- trzeba ją ratować...
- Elena!- warknęła Rebekah, łapiąc ją za ramiona i zmuszając, żeby się zatrzymała- on jej nie zrobi krzywdy... W każdym razie na pewno jej nie zabije, przynajmniej nie teraz...
- Dzięki, ulżyło mi- sarknęła Elena, wyrywając się z jej żelaznego uścisku- dlaczego Caroline? Dlaczego ona?
- Dla zemsty- odpowiedziała blondynka natychmiast a Elena ściągnęła brwi skonsternowana.
Rebekah westchnęła ciężko i pozwoliła, aby wspomnienia po raz kolejny ją pochłonęły.

Nowy Orlean, 1665 rok

Wciąż nie mogła w to uwierzyć, choć miała cały rok, by oswoić się z tą myślą. 
Do zdrady ze strony Klausa przywykła już dawno, uważała to za swego rodzaju normę. Jej brat był porywczy, despotyczny i okrutny, ale kochał ją całym sercem i to właśnie jego miłość byłą dla niej jednocześnie tak niebezpieczna i wszechogarniająca. Wiedziała, że jej potrzebował, bo sama również nie potrafiła bez niego żyć. Tyle stuleci spędzili na wzajemnej nienawiści, kłótniach i wspólnej walce, zawsze po tej samej stronie barykady...

"Trzymamy się razem. Zawsze i na zawsze"- brzmiała przysięga, która razem z Klausem i Elijah złożyła wieki temu a której mimo tylu ciężkich chwil do tej pory się trzymali. 
W głębi duszy marzyła o tym, żeby rodzina wreszcie się połączyła. Pragnęła zgody między nimi a Finnem oraz Kolem. Miała nadzieję, że Klaus kiedyś przestanie się ich obawiać, że kiedyś wyjmie sztylet z piersi Finna i od nowa staną się braćmi. Sama jednak doskonale wiedziała, jak cięzko wybaczyć skradzione lata życia, jak ciężko zrozumieć postępowanie kogoś, kto w jednej chwili twierdzi, że cię bezgranicznie kocha a w następnej sztyletuje cię i ponownie zamyka w trumnie. Albo każe zrobić to osobie, której ufasz, którą kochasz całym sercem. Nagle okazuje się, że nie jesteś warta więcej niż wampirze życie. Ktoś, kto przysięgał wierność bez skrupułów wbija ci sztylet prosto w serce i wybiera nieśmiertelność zamiast ciebie... 

Rebekah często odtwarzała w myślach dzień, gdy przestałą wierzyć w miłość. Zawsze wtedy, gdy jej gniew odrobinę zelżał, gdy już zaczynały nachodzić ją wątpliwości i tęsknota stawała się dokuczliwa to jedno wspomnienie wystarczyło, by ponownie rozpalić w niej wściekłość, ból i żal. 
Doskonale pamiętała, że gdy rok temu  zbudziła się w swojej sypialni w zamku we Francuskiej Dzielnicy była skołowana i oszołomiona. Nie rozumiała, co takiego się stało ani jak się tam znalazła. Jej ostatnie wspomnienia dotyczyły dnia, w którym była jedną z najszczęśliwszych dam swoich czasów. Oto Marcel, miłość jej życia, jej Bóg, kochanek i przyjaciel wreszcie ukończył morderczy trening, na jaki skazał go Klaus i tym samym wygrał sobie nieśmiertelność. Perspektywa wspólnej wieczności była najlepszym prezentem od losu i choć ich miłość była zakazana Rebekah była pewna, że nigdy się jej nie wyrzekną, choćby mieli za to zginąć. Klaus choć był okrutny nigdy nie zrobiłby jej trwałej krzywdy, tego była pewna. Kochał ją i jak niczego innego obawiał się, że ją straci na zawsze. 
Coś jednak poszło zdecydowanie nie tak, choć sama Rebekah nie od razu przypomniałą sobie co dokładnie. To Klaus, opanowany i irytująco wesoły uświadomił jej okrutną prawdę. Z szerokim uśmiechem na ustach opowiedział o piędziesięciu dwóch latach, które spędziła w trumnie i o Marcelu, który tak pragnął żyć wiecznie, że zrezygnował z niej i samodzielnie ją w niej umieścił, skazując na zapomnienie i zycie w zawieszeniu, pozbawioną swiadomości i sił. 
Oczywiście braciszek z pokorą i nawet niejaką radością przyjął potem na siebie jej pierwszy atak gniewu. Do tej pory pamiętała dokłądnie satysfakcję, która czuła, gdy z całą siłą, jaką w sobie miała rozłamała na nim swoje piękne wiktoriańskie łoże ze złotymi kolumnami. W jednej chwili zerwała się z łóżka, uniosła je i ku zaskoczeniu Nika rzuciła w niego. Oboje, mebel i wampir, roztrzaskali ścianę i wylecieli na dwór, zatrzymując się dopiero na polu kilometr dalej. Zanim Klaus, wciaz uśmiechając się od ucha do ucha w ten swój irytujący sposób, zdołał wrócić do posiadłości Rebekah osuszyła z krwi i wyrwała serca wszystkim jego dworzanom. W zamku zrobiło się nagle podejrzanie cicho.Klaus skwitował to jedynie złośliwym śmiechem i dumnym stwierdzeniem, że jego mała siostrzyczka to mściwa jędza.

Jeszcze tego samego dnia Rebekah odwiedziła Marcela. Na początku sądził, że jest zjawą, że to tylko jego kolejny cudowny sen. Potem powoli prawda zaczynała do niego docierać i rzucił się na nią całując i zapewniając o swojej dozgonnej miłości i rozpaczliwej tęsknocie. Szybko jednak przekonał się, że dziewczyna nie zamierza mu tego tak łatwo wybaczyć. Tamtego dnia, próbując odzyskać jej względy cierpiał niemiłosierne katusze, gdy dziewczyna  dzgała go drewnianymi kołkami (po jednej ranie za każde przewinienie, jak potem stwierdzila. Oczywiście przy okazji wymieniałą owe przewinienia, przecież Rebekah Mikealson nie rzucała słów na wiatr), wystawiała na działanie słonecznych promieni uprzednio pozbawiwszy pierścienia oraz polewała jego męskość esencją z werbeny ("Zapamiętaj, że mnie się nie zdradza, bo potem trzeba cię odkażać po zdzirach, które posuwałeś przez te piędziesiąt dwa lata swobody"). Na końcu poprzysięgła, że już go nie kocha, że go nienawidzi i pragnie jego nieszczęścia. Obiecała, że nigdy mu nie wybaczy tego co zrobił i nigdy więcej się do niego nie odezwie. Nie dała mu dojść do głosu, nie chciała słuchać przeprosin i  wyjaśnień, które okazałyby się zapewne kolejnymi kłamstawami. Ulotniła się więc tak szybko, jak się tam pojawiła. 
Pobiegła na wzgórze, które niegdyś tak uwielbiała. Przed nią roztaczał się widok na całe miasto, pogrążone w głębokim śnie. Dopiero teraz w pełni do niej dotarło jak wiele się zmieniło, jak wiele straciła i co chwilę wcześniej się wydarzyło. Mimo swej nieśmiertelności i waleczności, poczucie bycia niezwyciężoną ją opuściło. Rebekah rozpłakała się niczym mała dziewczynka i opadła na kolana błagając Boga, by to się wreszcie skończyło. W tamtej chwili żałowała, że żyje, że dożyłą dnia, w którym dowiedziała się prawdy o zdradzie Marcela. Nienawidziła go i kochała jednocześnie, i mimo wszystko wciąż dręczyło ją sumienie. Przecież powinna przewidzieć, że tak to się skończy. To było zbyt piękne, by mogło być prawdziwe a ona była już na tyle doświadczona, by wiedzieć, że niezwyciężona miłość aż po grób nie istnieje a w każdym razie ona na taką nie zasłużyła. Była wściekła, upokorzona i zraniona, ale wiedziała, że teraz ona go skrzywdziła i choć na to zasłużył nie potrafiła się już z tego cieszyć tak jak chwilę wcześniej. Szlochała zapamiętale wylewając morze łez za kimś, kto okazał się być jej największą życiową pomyłką i tylko wiatr, targający jej złote loki był świadkiem rozpaczy, która ją ogarnęła. Nikt nigdy się nie dowiedział, że ta sytuacja wywołała w niej jakiekolwiek inne uczucia poza dziką furią. 

Następnego dnia dowiedziała się, że Marcel wyjechał. Przyjęła tę wiadomość z wyniosłym opanowaniem i nie dała po sobie poznać, że ją to w ogóle obeszło. Widząc jej niechęć do Marcela Klaus uznał, że szanse na ich związek przepadły i od tamtej pory robił wszystko, by przekonać ją do swojego przyjaciela. Chciał, by wszyscy stworzyli jedną wielką kochającą się rodzinę, ale dziewczyna bardzo szybko uświadomiła mu absurdalność tych planów. Ponownie zaczęła korzystać z życia i zainteresowania, jakie wzbudzała w mężczyznach. I wtedy, gdy już sądziła, że się z tym uporała ( a przynajmniej przestałą czytać jego listy i opryskliwie odpowiadać na każdą wzmiankę o nim) wrócił z tą swoją arogancją i czarem, który sprawiał, że kobiety rozpływały się na sam jego widok. Pojawił się na przyjęciu z okazji powrotu Kola (zarówno ona jak i Elijah byli bardzo radzi z jego przybycia. Mieli nadzieję, że po tylu latach rodzina powoli zacznie się na powrót łączyć.)  i przez cały wieczór próbował się do niej zbliżyć, jednak ona kategorycznie się od niego odsuwała i poświęciła nadzwyczaj dużo czasu swojemu nowemu łóżkowemu nabytkowi, Loganowi Doherty'emu. Była z siebie taka dumna, gdy w oczach Marcela dostrzegła złość i zazdrość, ale wściekłość wezbrałą w niej w chwili, gdy ujrzała jak wpija się w usta ponętnej brunetki a następnie razem opuszczają przyjęcie. Zanim zniknął za drzwiami wielkiej sali posłał Rebekah ostatni złośliwy uśmiech. W jego oczach czaiło się wyzwanie. Czy da się w ciągnąć w tę grę?

Oczywiście dała, nie potrafiła się oprzeć. Przeprosiła Logana i zahipnotyzowała go nakazując, aby tu na nią zaczekał a sama ruszyła za dawnym kochankiem. Marcel poprowadził kobietę prosto do sypialni Rebekah, jakby chciał ją tym jeszcze bardziej rozwścieczyć. Już u stóp schodów Pierwotna słyszała jej rozpaczliwe jęki, ale nie potrafiła się powstrzymać,  wspięła się po nich ostrożnie i tak stała tu, przed uchylonymi  drzwiami sypialni, przełykając głośno ślinę. 
Oboje leżeli w jej łóżku, wśród skołtunionej pościeli. W normalnych okolicznościach bardzo by tego pożałowali, jednak teraz Rebekah była tak zszokowana, że nie mogła ruszyć nawet małym palcem u stopy. Marcel całkowicie zniknął pod kołdrą i blondynka mogła się tylko domyślać, co takiego w tej chwili wyczyniały jego sprawne usta. 

"Och, tak mi dobrze"
"Mocniej"
"Jeszcze chwilę.... O Boże, zaraz umrę... "
"Oooo tak. Taaak.... Proszęęęę..."
"Haaa... Aaaaa...Aaaaaa...."
"Och taaak... Jesteś niesamowity...."

I dokładnei w tej chwili, gdy Rebekah znalazła w sobie siłę by się wycofać głowa Marcela wychyliła się spod pościeli i meżczyzna spojrzał prosto na nią z wyraźną kpiną. 

"Co tu robisz, skoro już mnie nie kochasz?" zdawały się pytać jego oczy. 

- Dalej nie rozumiem, co to ma wspólnego z Caroline i zemstą Kola- oświadczyła Elena z powątpiewaniem. Rebekah potrząsnęła głową, wybudzając się ze wspomnień i spojrzała na nią ze smutkiem.
- Tego dnia byłam pewna, że Kol wrócił na stałę- zaczęła mówić nabrzmiałym z emocji głosem- wierzyłam, że to skłoni Klausa do uwolnienia Finna i nasza rodzina wreszcie znów będzie w komplecie. Ale wszystko potoczyło się zupełnie inaczej. Kobieta, z którą spał Marcel tamtego wieczoru to Sophie Devaroux. Kol poznał ją podczas jednej ze swoich krwawych wypraw. Nie wiem, co takiego w niej było, że nie zabił jej od razu... Była pierwszą i ostatnia kobietą, którą mój brat pokochał. Przemienił ją i chciał przeżyć z nią wieczność. Rozuemisz, dalej był takim samy sukinsynem, ale zaczął myśleć o kims innym poza sobą. Byli ze sobą już od dwudziestu lat, gdy przyjechał do nas. Chciał, żebyśmy mieli udział w jego nowym życiu i właśnie wtedy Sophie zdradziła go z Marcelem a jego plany legły w gruzach. Kol zapragnął zemsty i początkowo stałam po jego stronie. Tylko Klaus bronił Marcela, nie pozwolił go skrzywdzić. Po raz kolejny stanęliśmy przeciw sobie i wtedy właśnie pogodziłam się z Marcelem. Doszło do walki, polała sie krew i Sophie zginęła a mimo to ani ja ani Klaus nie pozwoliliśmy Kolowi się na nim odegrać. Kol był wściekły, że zamiast własnej rodziny wybraliśmy obcego zdrajcę, stał się jeszcze bardziej nieobliczalny i nieprzewidywalny niż zwykle. W końcu Klaus zasztyletował go i tak Kol tkwił w trumnie do momentu, aż Elijah go nie uwolnił kilka miesięcy temu. Kol do tej pory nie może nam tego wybaczyć. Chce się zemścić na mnie, Klausie i Marcelu za jednym zamachem.

Elena westchęła ciężko i zamilkła na dobra minutę, układajac sobie to wszystko w głowie.

- Kochałaś go?- zapytała w końcu niepewnie. Rebekah posłała jej zdumione spojrzenie, ale w końcu pokręciła głową i wbiła wzrok w swoje spleciona na kolanach dłonie.
- Tak- szepnęła ledwo słyszalnie- kochałam cała sobą mimo tego, co mi zrobił. Pamiętasz, gdy mówiłam, że muszę ratować brata? Marcel go porwał. Jest w posiadaniu całej hodowli kołków z białęgo dębu i ma po swojej stronie czarownicę tak potężną, że udało jej się uśpić Elijah bez pomocu sztyletu oraz całej armii posłusznych mu pod ka.zdym względem wampirów, które sam nieustannie tworzy. Nie możemy czekać. Potrzebujemy lekarstwa na wampiryzm dla niego, w innym wypadku wszystko wymknie się spod kontroli.

Elena otworzyła oczy szerzej ze zdumienia i przerażenia. Kol był już wystarczającym problemem a teraz okazuje się, że jest jeszcze jeden wampir, być może potężniejszy od rozgniewanego Pierwotnego, żądnego zemsty? Skoro nawet Rebekah się go bała to jak oni mieli z nim walczyć?  Czy rzeczywiście prawdziwą intencją Klausa, gdy zmuszał ich do odszukania lekarstwa nie było przywrócenie sobie możliwości tworzenia armii hybryd?

- Eleno, musisz mi obiecać, że nie powiesz o tym nikomu a w szczególności Mattowi- ciągnęłą tymczasem Pierwotna, niespodziewanie ściskając palce jej lewej dłoni- obiecaj mi, że nie będziesz się wtrącać i nikomu nie powiesz a ja w zamian obiecuję, że dopilnuję, żeby mój brat nikogo nie skrzywdził i odszukam Caroline. Daję ci słowo.- dodała, w napięciu wyczekując odpowiedzi.

Elena zmarszczyła brwi i głośno przełknęła ślinę. Nie sądziła, że coś takiego może kiedyś odbędzie podobną rozmowę z Rebekah, ale w jednej kwestii musiała się upewnić.

- Zależy ci na nim, prawda?- spytała- zależy ci na Mattcie?
Rebekah spuściła wzrok i przymknęła powieki.
- Tak- westchnęła, jakby przyznanie tego było najtrudniejszym zadaniem jakiego się podjęła w ciągu swojego tysiącletniego życia- nie skrzywdziłabym go, zapewniam.

Gdy blondynka ponownie otworzyła oczy Elena uśmiechała się łagodnie z mieszaniną smutku, bólu, ale i nadziei.
- W takim razie twoja tajemnica jest u mnie bezpieczna- zawyrokowała.



****
Elena westchnęła ciężko i zagryzła wargi. Uniosła dłoń zwiniętą w pięść z zamiarem zapukania do zdobionych drzwi z wiśniowego drewna, ale zaraz ponownie ją opuściła. Wiedziała, że zachowuje się jak gówniara, jak kompletna idiotka, ale nie potrafiła pohamować nerwów i tego nieprzyjemnego ścisku w żołądku.
Specjalnie wybrała taką porę- wiedziała, że po południu Stefana nie będzie w domu. Nie miała ochoty go oglądać, za wiele się między nimi wydarzyło. Poza tym przy całym swoim szacunku do niego nie chciała, aby wiedział, co takiego zamierza. Damon był inny- szalony, nieprzewidywalny.  Kochał ryzyko i zwykle działał nieszablonowo, gwałtownie. Mimo, że większość jego planów była  nieprawdopodobna i pokręcona, zwykle zdawały egzamin i mimo wszystko musiała to przyznać- w pewnych aspektach byli do siebie bardzo podobni- oboje uparci i gotowi na wszystko, by osiągnąć zamierzony cel i ochronić tych, na których im zależało.
Jednak to wcale nie zmieniało faktu, że na samą myśl o nim jej serce przystawało na moment, by za chwilę ruszyć galopem, całe ciało drżało a dłonie pociły się ze zdenerwowania. Otarła je w czerwoną spódniczkę, którą miała na sobie (gdy podjęła decyzję, żeby tu przyjechać nawet nie zdążyła się przebrać) i westchnęła cicho, przełykając ślinę z nadzieją, że w końcu pozbędzie się tej guli, która niespodziewanie pojawiła się w jej gardle. 
"Teraz albo nigdy"- postanowiła i szybko, by w międzyczasie nie zmienić zdania, załomotała w drzwi. Po niedługiej chwili w progu pojawił się Damon ze szklanką krwi w dłoni. Zlustrował ją wzrokiem od stóp do głów- poczynając od idealnie wyprostowanych włosów, zmarszczonych brwi, kształtnych ust aż po krótką czerwoną spódniczkę, odsłaniającą jej nieziemskie nogi i  skompletowaną do tego obcisłą bluzkę kończąca się na linii żeber i  z dekoltem, pobudzającym wyobraźnię oraz sportową torbę, która trzymała na ramieniu. Gdy, uśmiechając się znacząco pod nosem, Damon spojrzał jej prosto w oczy była zgubiona- zatonęła w spojrzeniu niesamowitych lazurowych tęczówek i zadygotała, bynajmniej nie z zimna. Dopiero jego zmysłowy głos wyrwał ją z tego chwilowego otępienia.

- Zgubiłaś się?- spytał, unosząc kpiąco brew i powoli upił łyk szkarłatnego płynu- szkoła jest w druga stronę.
- Mam do ciebie ogromną prośbę- powiedziała na jednym wydechu i spojrzała na niego z powątpiewaniem. Jego oczy niebezpiecznie rozbłysły, gdy zbliżył się do niej na odległość pocałunku z aroganckim uśmiechem, ale ta tylko wywróciła oczami i wyminęła go, przechodząc do salonu i położyła swoją sportową torbę na skórzanej kanapie. Damon uniósł brwi wyraźnie zaintrygowany i pokonał dzielącą ich odległość w wampirzym tempie. Elena odważnie spojrzała w te seksownie zmrużone oczy, które wywoływały ciarki na całym jej ciele i dumnie uniosła podbródek.
- Potrzebuję trenera- oświadczyła a na twarzy Damona pojawił się przebiegły uśmiech.
- Jestem do usług- wymruczał, przeciągając zmysłowo głoski.
Elena ciężko przełknęła ślinę i z trudem się od niego odsunęła. W pierwszej chwili chciała się wycofać, ale wiedziała, ze nie ma takiej opcji. Potrzebowała kogoś, kto nauczy ją się bronić i w pełni wykorzystywać swoje wampirze zdolności. Nie miała wyboru, musiała się zdać na mężczyznę, przy którym nie ufała samej sobie.
"To będzie katastrofa"- pomyślała z rezygnacją.

****

- Naszą największą bronią jest refleks i siła- mówił Damon pół godziny później, obserwując jak Elena, ubrana w czarny sportowy staniczek idealnie podkreślający jej pełne piersi i płaski brzuszek oraz obcisłe, opinające jej długie do nieba smukłe nogi leginsy, próbowała odebrać mu kuszę na drewniane kołki, pozostałość po działalności Alaricka- jeśli potrafisz je odpowiednio wykorzystać istnieje spore prawdopodobieństwo, że będziesz mogła obronić się nawet przed o wiele od siebie starszym wampirem. Kluczem do sukcesu jest precyzja i zdecydowanie- ciągnął, odpierając jej kolejne ataki- musisz wykorzystać wszystkie swoje atuty, połączyć je w jedno...- dodał, jednym celnym ruchem wytrącił jej kuszę z dłoni i już po chwili przyciskał ją do przeciwległej ściany, napierając na nią całą powierzchnią ciała. Elena zdusiła krzyk i zmięła w usta przekleństwo, głośno przełykając ślinę. Już od dawna nie czuła tak wyraźnie jego obecności- jego idealnych mięśni, szczelnie przylegających do jej własnego, rozpalonego drżącego ciała, jego zmysłowego zapachu, nęcącego jej nozdrza, spojrzenia, przewiercającego ją na wskroś i wilgotnych warg, rozwartych kusząco tylko kilka centymetry od jej ust.
Szybko się jednak opamiętała. Przecież wiedziała po co to robi i ta właśnie świadomość skutecznie przyćmiła pożądanie, które próbowało zawładnąć nią całą. Uśmiechnęła się całkowicie opanowana i delikatnie, uważnie obserwując reakcje Salvatore'a, zarzuciła mu ramiona na szyję, zmniejszając dzielącą ich odległość niemal do zera. Damon zamarł z szokiem wymalowanym na twarzy. Jego oczy wyrażały zaskoczenie i niedowierzanie. Rozbroiła go tym gestem i zbiła kompletnie z tropu- przez chwilę wyglądał jak bezbronny chłopczyk, co tylko dodatkowo ją rozbawiło. Elena zachichotała i spojrzała mu prosto w oczy wyzywająco wplatając palce w jego aksamitne ciemne włosy i ciągnąc za nie lekko. 
- Co ty robisz?- zapytał, niepewnie oplatając ręce wokół jej talii.
Elena nonszalancko wzruszyła ramionami.
- Wykorzystuję swoje atuty- szepnęła wprost w jego usta a gdy odruchowo przymknął powieki, czekając na tak upragniony pocałunek dziewczyna zachichotała i w wampirzym tempie dopadła do leżącej na podłodze kuszy, celując nią w wampira.
Zdezorientowany Damon z opóźnieniem skojarzył co właściwie się stało. Rozejrzał się z miną urażonego pięciolatka, ale gdy jego wzrok padł na Elenę, która wciąż celowała w niego kuszą przekrzywił zabawnie głowę z chytrym uśmieszkiem i niebezpiecznymi iskierkami w oczach.
- Zadarłaś z niewłaściwą bestią panienko Gilbert- wymruczał zmysłowo i po chwili rzucił się do ataku.
 Dla niewprawnego ludzkiego oka ich markowana walka była jedynie tańcem barw i kształtów, jednak w rzeczywistości ten pojedynek wymagał od nich wiele energii i poświęcenia- tu Elena zadała cios pięścią w nos, tu Damon unieruchomił jej nogę w powietrzu i odrzucił ją od siebie na kilka metrów, tu znów brunetka rzuciła się na niego z nową energią, by za chwila zostać powalona na ziemię całym ciężarem jego ciała. Przyturlała się w mgnieniu oka, zaciskając palce na jego gardle i uśmiechnęła się zwycięsko i w tym właśnie momencie do domu wparował Stefan, głośno trzaskając drzwiami. Zamarł jednak w  połowie drogi do salonu widząc ich w takiej pozycji.

Elena siedziała na nim okrakiem, ściskając za szyję a Damon zaciskał palce na jej nadgarstku. Na jego ustach błąkał się uwodzicielski uśmiech a w oczach mieszały się fascynacja i pożądanie. Żadne z nich nie zwrociło nawet uwagi na młodszego Salvatore'a, dopóki ten w wampirzym tempie nie odepchnął Eleny.. Dziewczyna z głośnym sapnięciem osuneła się po przeciwległej ścianie a gdy podniosła się do pozycji stojącej ujrzała, jak Damon i Stefan demolują salon, rzucając się sobie do gardeł z morderczymi ognikami w oczach.
- Ja śmiesz!- wrzasnął Stefan- to moja dziewczyna, ja byłęm pierwszy! Jakim prawem sie do niej dobierasz ty poroniony zboczeńcu?!
- Sama do mnie przyszła- wychraczał Damon, plując krwią po silnym ciosie w szczękę, jaki zaserwował mu brat- Idź  zaspokajać Kathrine, to najlepiej ci wychodzi.- dodał złośliwie.
- Zabiję cię!- krzyknął Stefan i rzucił się na brata, ale ten w ostatniej chwili wykonał unik, w wyniku czego jego rozpędzona pięść uderzyła w ścianę, robiąc w niej sporych rozmiarów wgniecenie.
- Nie zdążysz- prychnął Damon z pogardą, powalając go nie ziemię jednym celnym ciosem. Stefan natychmiast jednak podniosł się do pozycji stojącej i już szedł w kierunku brata, gdy niespodziewanie przerażona Elena stanęła między nimi. Obaj zawahali się, rzucając sobie ponad nią nienawistne spojrzenia.
- Co w was wstąpiło?!- krzyknęła dziewczyna, kładąc dłoń na ramieniu jednemu i drugiemu- co się z wami dzieje?- w jej oczach zebrały się łzy.
Czuła, jak obaj drżą z wściekłości i widziała ich zacięte, miny i groźę, czającą się gdzieś na dnie ich oczu.
- Zabiję go- oświadczył Stefan beznamiętnie.
- Nie zdążysz bracie- odprał Damon z mściwym uśmiechem- zdobędę twoją głowę i twoja kobietę.
- Dosyć!- wrzasnęła Elena. Nie miała pojęcia co się dzieje, ale czuła, że jej interwencja nie przynosi rezultatu. Oboj próbowali ją wyminąć, odsunąć, by tylko móc ponownie rozpocząć walkę. Byli przy tym brutalni i Elena wiedziała, że na jej ciele już teraz pojawiają się siniaki, swiadczące o sile, jakiej przy tym użyli. Dyszała z wysiłku czując, że lada moment będzi zmuszona skapitulować i pozwolić im załatwić tę sprawe po swojemu... A oni zachowywali się tak, jakby jej tam nie było, jakby jej nie zauważali. Przeraziła ją pustka w ich spojrzeniach, ta beznamiętna żądza mordu.

- Błagam, proszę was...- powtarzała jak mantrę.
I dokładnie w tym momencie bracia odepchnęli ją brutalnie w kąt i ponownie rzucili się na siebie.
- Niech zwycięży lepszy- orzekł Damon, ale w chwili, gdy miał zatopić dłoń w ciele brata i zmiażdżyć jego serce ktoś skręcił mu kark.  Elena z przerażeniem i niedowierzaniem patrzyła, jak pada bezwładnie na ziemię a zaraz za nim Stefan, również z przetrąconym karkiem. Po chwili Rebekah, która dotąd ich okrążała zatrzymała się i spojrzała na swoje dzieło z zadowolonym uśmiechem.
- O Boże..- wyszeptałą Elena i drżąc silnie na całym ciele doczołgała się do Salvatore'ów. Ich twarze zastygły w wyrazie dzikiej furii i to wywołało jedynie jej kolejne łzy.
- Co tu się....- zaczęła, ale wtedy Rebekah podała jej postrzępioną kartkę, którą właśnie wyjęła z kieszeni dżisnów Stefana. Dziewczyna z trudem ją rozwinęła drżącymi palcami i spojrzała na kilka liter, które układały się w doprawdy tajemnicze słowa.

"Niech zwy"

- Co to...- spróbowała zadać ponowne pytanie, ale Rebekah pokręciła tylko głową, zaciskając wargi w cienką linię.
- Damon powinien mieć w kieszeni drugą część- poinformowała ją jedynie ponuro. Elena z ociąganiem sięgnęła do kieszeni w jego spodniach i po chwili wyciągnęła podobną karteczkę. łzy zamazały jej ostrość widzenia i dopiero za którymś razem udało jej się odczytać widniejące na niej słowa.

"cięży lepszy"

Elena wstrzymała oddech i przyłożyła do siebie obie kartki z niedowierzaniem spoglądając na powstałe w ten sposób zdanie.

"Niech zwycięży lepszy"

Czy to nie to powiedział Damon podczas ich walki na śmierć i życie?

- O Boże- szepnęła  z przerażeniem i wypuściła wiadomośc z rak, wymieniając z Rebekah zszokowane spojrzenia.


 Wiem, ostatnia scena dość słabo napisana... Wybaczcie, postaram się poprawić ;***

niedziela, 8 lutego 2015

Informacja

Wybaczcie, ale nie uda mi się dzisiaj wstawić nowego rozdziału. Oczywiście mam go w całości napisanego w moim zeszycie,ale niestety zabrakło mi dzisiaj czasu, żeby go przepisać do końca ;( Za to obiecuję, że rozdział pojawi się jutro wieczorem i mam nadzieję, że zrekompensuje wam tak długie oczekiwanie :***

czwartek, 15 stycznia 2015

Zaległości...

Wiem wiem, jest ich sporo, ale wszystko obiecuję nadrobić w ferie, które w moim przypadku zaczynają się już jutro ;D

Tymczasem zapraszam do przeczytania rozdziału 1 na moim blogu, który był jednym z powodów tak długiej nieobecności:

http://serce-to-muszla-o-pojemnosci-oceanu.blogspot.com/

wtorek, 30 grudnia 2014

Blog Wznowiony!!!!

Postanowiłam dokończyć opowiadanie, które niegdyś spisałam na straty. Może część z was kojarzy historię Draco i Hermiony, którą jakiś czas temu pisałam? Postanowiłam przenieść ją na bloggera i jeśli spotka się z zainteresowaniem czytelników i komentatorów na pewno ją dokończę ;)

SERDECZNIE ZAPRASZAM ;****

http://drink-my-soul-take-my-pain.blogspot.com/

piątek, 26 grudnia 2014

Rozdział 15. Obecność





Ten rozdział jest przejściowy co oznacza, że niewiele wnosi akcji do opowiadania, aczkolwiek bez niego dalsze rozdziały byłyby niepełne. Mam nadzieję, że to was nie zrazi i przeczytacie go a co za tym idzie, pozostawicie po sobie komentarz :))
 Dziękuję wam wszystkim za te cudowne komentarze pod ostatnim postem- choć nie na wszystkie miałam czas odpisać wiedzcie, że to dzięki waszemu wsparciu  wstawiam dziś kolejny rozdział ;****

Dziękuję :*********

P.S Tworzę nowego bloga (historia nie związana z żadnym serialem ani filmem, która od jakiegoś czasu chodziła mi po głowie) i w związku z tym mam do was zasadnicze pytanko: który z nich bardziej pasuje na "bad boya"- seksownego, zabawnego, niepokornego?




1.

CZY




 2.      


W komentarzach podajcie numerek (1 lub 2). Z góry dziękuję za pomoc :*****





- Musisz wrócić natychmiast!- wydarł się Marcel, krążąc nerwowo po pokoju- zdemaskujesz się i cały plan weźmie w łeb!
- Uspokój się- Katherine westchnęła po raz kolejny i odeszła  kawałek od posiadłości Salvatore'ów, mocniej przyciskając telefon do ucha. Co prawda nie wyczuwała niczyjej obecności w pobliżu, ale nie znała jeszcze zasięgu wampirzego słuchu i wolała nie ryzykować.
- Nie uspokoję się, bo od tego zależy wszystko!- warknął Marcel, tracąc resztki cierpliwości- powinienem się domyślić, że twoja magiczna natura będzie walczyć z wampirzą naturą Katherine Pierce. Katherine to wampirzyca z pięćset letnim stażem. Zna wszystkie aspekty wampiryzmu i potrafi nad sobą panować, a ty? Wydasz nas zanim zdążysz mrugnąć. Salvatore'owie i Mikealsonowie nie dadzą się nabrać, przecież gołym okiem widać, że....
- Jakoś się przemęczę- syknęła Kath, rozglądając się wokół niespokojnie- póki co wszystko idzie jak po maśle. Stefan bardzo chce mi pomóc, myśli, że się po prostu zatraciłam a jest to efektem bajeczki, którą mu wcisnęłam. A jeśli chodzi o Rebekah- tu pozwoliła sobie na drwiący uśmiech- to znam ją bardzo dobrze i wiem, jak sprawić, by połknęła haczyk.
- Chyba raczej ona wie jak sprawić, byś myślała, że połknęła haczyk- sprostował mulat kwaśno- po Pierwotnej  Czarownicy spodziewałem się raczej większej inteligencji...
- Na twoim miejscu liczyłabym się ze słowami- warknęła wampirzyca groźnie- bo może się okazać, że gdy już odzyskam swoją postać i moc przestaniesz być mi potrzebny i nagle, nie wiedzieć czemu, stanę się twoim wrogiem numer jeden.
- Lepiej, żebyś to ty liczyła się ze słowami, jeśli w ogóle chcesz doczekać dnia, w którym to się stanie- odparł Marcel spokojnie. Katherine uśmiechnęła się drwiąco.
- Uważaj kochanie, bo nawet pod taką postacią mogę cię zniszczyć- rzekła niemal rezolutnie- chociaż o wiele bardziej bawić mnie będzie zabicie Rebekah. Spełnię to, co miałam zrobić dawno temu....

Marcel gwałtownie wciągnął powietrze do płuc na samą wzmiankę o możliwości skrzywdzenia Rebekah i wampirzyca słusznie odczytała to jako przejaw strachu, więc uśmiechnęła się do siebie złośliwie.
- Tak myślałam- rzekła z wyraźnym zadowoleniem- a teraz pozwolisz mi działać po swojemu. Mam dużo roboty,  przede wszystkim  muszę się zająć Kolem i....
- Kol?! Wrócił Kol Mikealson?!- wydarł się Marcel do słuchawki, ale w tym momencie Katherine ujrzała Elenę i Caroline na podjeździe, zmierzające w kierunku Pensjonatu.
- Muszę kończyć- syknęła i zakończyła połączenie, odcinając się od jego zawodzenia. W tym samym momencie ujrzała jak tuż przed drzwiami Pensjonatu Caroline  zatrzymuje się i odwraca do Eleny, która ociera łzy. Biorą się za ręce, uśmiechają blado i dopiero wtedy wkraczają do środka.

"- Ach ta przyjaźń- pomyślała Katherine z leniwym uśmiechem- taka silna więź, którą tak łatwo zniszczyć"

****

Elena zamarła w pół kroku na widok zbiorowiska w salonie Salvatore'ów. Rebekah i Klaus siedzieli na kanapie, jak zwykle wyluzowani i  znudzonymi spojrzeniami wiedli po twarzach   reszty towarzystwa. 
Matt krążył od kominka do kanapy i z powrotem, czując na sobie zirytowane spojrzenie Pierwotnej.
Stefan natomiast ze zmarszczonym czołem wpatrywał się przed siebie, jednak gdy do Posiadłości wkroczyła Elena w towarzystwie Caroline uniósł głowę i wbił wzrok w byłą dziewczynę, jakby widział ją po raz pierwszy w życiu. Istotnie tak właśnie się czuła- jakby miała przed sobą kogoś zupełnie obcego i to sprawiło, że wstrzymała oddech, przygryzając dolną wargę niemal do krwi. 

"Nie możesz się rozpłakać. Nie tutaj. Nie teraz"- powtarzała w myślach. Caroline, wyczuwając jej nastrój mocniej ścisnęła jej dłoń. To trwało przez dłuższą chwilę, żadne z nich nie było w stanie się poruszyć ani odwrócić wzroku. Z tego dziwnego transu wyrwało ich dopiero nadejście Katherine. Wampirzyca uśmiechnęła się kpiąco na widok tego całego zbiorowiska, donośnie trzasnęła drzwiami a gdy zaskarbiła sobie uwagę zebranych ruszyła dumnie przez całą długość pokoju, aż ostatecznie usiadła na oparciu kanapy, na której siedział Stefan. Zignorowała wściekłe spojrzenie swojego sobowtóra, starając się grać swoją rolę jak najbardziej przekonująco. Musiała, po prostu musiała dobrnąć do końca, nieważne, jakie będą tego konsekwencje.

- Jeremy jest już w domu, Ben go odprowadził- szepnęła Elena ledwo słyszalnie, odpowiadając na wiszące w powietrzu niewypowiedzialne pytania- Bonnie też. Ona nie chce go więcej widzieć. Nienawidzi go. Nie pomoże mi go odzyskać, straciła nadzieję. Dla niej mój brat jest stracony.
- Elena...- zaczął Stefan, ale ona sprawiała wrażenie, jakby była w transie. Jej twarz wykrzywił grymas bólu, gdy potrząsnęła głową, jakby chciała z niej wyrzucić makabryczne obrazy.
- Jak to się stało?- jęknęła-  Jak? To tylko dzieciak, powinien żyć jak zwyczajny nastolatek a tymczasem jego życie jest całkowicie zniszczone i to z mojego powodu. Przecież to ja powinnam go chronić! Jak mogłam tak bardzo nawalić?
- Elena...- Salvatore spróbował ponownie, ale i tym razem dziewczyna mu przerwała.
- Nawet nie próbuj- ostrzegła go groźnie- mam dość fałszywych zapewnień, że wszystko będzie dobrze.
- W takim razie nic już więcej nie powiem- odparł poważnie i w przepływie emocji spróbował ją objąć- przycisnąć do serca jak dawniej i już nigdy nie puścić, jednak w ostatniej chwili Elena stanowczo się od niego odsunęła z miną pod tytułem: "Co ty do cholery wyprawiasz?", co wydało mu się tak bardzo surrealistyczne, że aż zamarł w miejscu na dobrą minutę nie wiedząc, jak powinien się zachować. Reszta towarzystwa wymieniła zszokowane spojrzenia- wszyscy wiedzieli, jak bardzo zabolał go ten delikatny acz nadzwyczaj wymowny gest odrzucenia i nikt nie spodziewał się czegoś podobnego po kochanej panience Gilbert a już na pewno nie względem jej wielkiej epickiej miłości.

- O, widzę, że rodzinka już w komplecie- zawołał Damon wchodząc do Pensjonatu. W tym samym momencie zdarzyło się kilka rzeczy-nim Salvatore zdołał zamknąć drzwi wiosenny wietrzyk przeniknął do środka, musnął włosy wszystkich obecnych i rozniósł zapach ludzkiej krwi- krwi Matta, jedynego człowieka w pomieszczeniu. Na doświadczonych wampirach co prawda nie robiło to większego wrażenia, ale gdy woń dotarła do Katherine i wampirzyca zaciągnęła się nią z rozkoszą, nie potrafiła się kontrolować- w jednej sekundzie siedziała na kanapie obok Stefana a w następnej zatapiała kły w szyi krzyczącego z bólu i przerażenia Matta. Nie zdążyła jednak upić nawet jednego, porządnego łyku życiodajnej cieczy, bo w tym momencie coś gwałtownie odrzuciło ją do tyłu w wyniku czego dziewczyna przeleciała przez długość całego salonu i wylądowała w kominku. Syknęła z wściekłości i bólu, gdy ogień buchnął jej prosto w twarz, nadpalając rzęsy i niszcząc doszczętnie skrupulatnie przygotowany makijaż.

- Niezły rzut- pochwaliła Rebekah, przekrzywiając głowę z rozbawieniem.
- Dzięki- mruknęła Elena z nieskrywaną dumą i zerknęła na Matta, który dzięki leczniczym właściwościom krwi Caroline powoli wracał do siebie. Stefan właśnie unieruchomił Katherine i odprowadził ją do jej stałego lokum w tym domu- piwnicznego lochu.
- Co z... ciałem Abby?- spytała Elena niepewnie, patrząc Damonowi prosto w oczy.
- Zakopałem ją obok Tylera- odparł bez ogródek a gdy dziewczyna skrzywiła się lekko, dodał łagodniej- uznałem, że chociaż tyle jej się należy- mogiła obok jednej z najważniejszych osób w życiu córki i jej przyjaciół.

Oczy Eleny rozbłysły a jej policzki pokryły się szkarłatem. Co by nie mówić uwielbiała to, że ten okropny, zadufany w sobie dupek potrafił być czasem taki kochany i uroczy w stosunku do niej. Zachowywał się prawie tak, jakby naprawdę przejmował się jej opinią. Oczywiście poza tymi częstymi momentami, gdy kompletnie ignorował jej zdanie.
- Dziękuję- szepnęła ze wzruszeniem i nagrodziła go ciepłym uśmiechem, który, gdyby był człowiekiem, z pewnością wywołałby palpitacje jego serca.

- Nie chcę przerywać tej pasjonującej pogawędki pary nekrofilów- zaczął Klaus z przebiegłym uśmiechem- ale nie mam całego dnia, więc może powiecie mi w końcu po co nas tu ściągnęliście?- dodał, wskazując na siebie i swoją siostrę, która właśnie opiekuńczym gestem zmierzwiła włosy Matta.

"Naprawdę muszę się dowiedzieć, co tu się wyprawia"- odnotowała Elena w myślach.

- Ach, więc chcesz mi wmówić, że nie wiesz, co się dzieje?- spytał Damon, marszcząc brwi- myślisz, że jestem idiotą?
- Chyba nie muszę odpowiadać na to pytanie- prychnął Klaus ze złośliwym rozbawieniem- i oczywiście, że rozumiem , co się dzieje- marnujecie czas na jakieś beznadziejne dyskusje na temat śmierci wampirzej wiedźmy, która za życia próbowała wraz z moją matką mnie zabić. Wybaczcie, ale nie jest mi przykro.
- Ty podły popaprańcu!- wydarła się Elena, tracąc nad sobą panowanie. Gdyby nie silne ramiona Stefana i Damona, którzy połączyli siły, próbując powstrzymać ją przed zbliżeniem się do Pierwotnego ten wieczór z pewnością skończyłby się dla niej tragicznie- twój brat zmusił Jeremiego do zamordowania matki mojej przyjaciółki, dziewczyny, którą kocha a ty udajesz, że nic się nie stało i próbujesz wmówić nam, że nie masz z tym nic wspólnego?
- Co?- krzyknął Matt, zrywając się z fotela gwałtownie- wiedziałaś o tym?- warknął, piorunując Rebekah wzrokiem. Dziewczyna  pokręciła głową w geście zaprzeczenia, ale nim z jej ust wydobyły się jakiekolwiek słowa wyjaśnienia frontowe drzwi wręcz wyskoczyły z zawiasów a w progu stanął Kol Mikealson we własnej osobie.
Promienie słońca tańczyły w jego jasnych włosach a w czarnych oczach odbijało sie ponure rozbawienie. Po plecach Eleny przebiegł zminy dreszcz, gdy uświadomiłą sobie kogo ma przed sobą. Natychmiast przypomniała sobie ostatni moment, gdy widziała Pierwotnego- śmierć matki Bonnie i jego okrutną satysfakcję, jaką czerpał z cierpienia wszystkich bliskich jej ludzi. To o tym chciała właśnie powiedzieć przyjaciołom- chciała ich ostrzec, bała się, że mogą oni podzielić los Abby. Teraz było już jednak za późno.

Pierwotny uśmiechnął się kpiąco na widok ich zaskoczonych min. W ramionach trzymał coś, co przypominało dwa worki ziemniaków, ale gdy rzucił je Elenie pod nogi i mogła bliżej im się przyjrzeć, odskoczyła do tyłu jak oparzona. Caroline podeszła bliżej i wydała z siebie stłumiony jęk, zakrywając usta ręką.

- O mój Boże- krzyknęła, przerażona i ukryła twarz w ramieniu przyjaciółki- przecież to Martha Fell i Mathew Young!

Pierwsza była ich koleżanką z klasy i siostrzenicą Meredith Fell- członkini Rady Założycieli, która została zamordowana z ręki Jera po tym, jak ktoś przemienił ją  w wampira. Drugi, syn pastora, który również należał do rodziny założycieli dwa lata temu wyjechał do college'u i od tamtej pory nie zawitał do miasta ani razu.
Mathew miał rozszarpane gardło, krew ściekała na ukochany perski dywan Damona a jego  kończyny były powykręcane niczym suche gałązki, i choć każdy z obecnych zaznajomiony był już ze śmiercią i okrucieństwem ten widok wywołał skurcze żołądka i odruch wymiotny.
Z Marthą morderca obszedł się nieco łągodniej- wyglądała spokojnie, zupełnie jakby spała i jedynie szyja, ułożona pod nienaturalnym kątem zdradzała, że to jedynie złudzenie, że z dziewczyny uszło już życie.  Elena z trudem trzymała się na nogach, gdy zaczęła łączyć fakty.

Kol wiedział. Wiedział doskonale o Jeremiem, o jego przeznaczeniu łowcy wampirów i z jekiegoś powodu postanowił pomóc mu je wypełnić. Wykorzystywał w tym celu znajomych, rodzinę, ludzi z najbliższego otoczenia. Chciał ich zranić, osłabić i Elena była przekonana, że to część jakiegoś wielce skomplikowanego, okrutnego planu, który krok po kroku, skrupulatnie i beznamiętnie realizował.

Wszyscy byli zbyt oszołomieni, by się poruszyć czy w jakikolwiek sposób zareagować na to, co właśnie się działo. Trwało to może ułamek sekundy, ale im zdawało się, że niemal weiczność. Mieli wrażenie, jakby oglądali scenę z filmu i to w zwolnionym tempie. Nic nie mogli poradzić na to, co się wydarzyło.
Kol spojrzał na zegarek a Elena i Damon wymienili spojrzenia, które mówiły, że oboje myślą teraz o tym samym.

- Nie!- krzyknęli chórem w tej samej chwili, w której Martha, spazmatycznie łąpiąc oddech, usiadła gwałtownie, rozglądając się wokół niespokojnie.
- Co się...- zaczęła, ale Kol przerwał jej wpół zdania, chwytając za głowę i siłą dociskając do rany na szyji Mathew. Momentalnie wokół oczu dziewczyny pojawiły się ciemne żyłki a one same przybrały kolor nocnego nieba. Wbiła kły w jego miękkie ciało zanim w ogóle zdążyła pomyśleć o tym, co robi. Była jak w transie gdy przyssała się do rany i napełniała się zyciodajnym płynem. Elena doskonale wiedziała, co Martha czuła, ale w przeciwieństwie do niej panna Fell nie musiała się wcale powstrzymywać- wpadła w szał, napierała na swoją prywatną "torebkę krwii" z taką siłą, że w końcu głowa Mathew oderwała się od tułowia z nieprzyjemnym rwącym zgrzytem i potoczyła się po podłodze, podskakując niczym piłka, wprost pod nogi Gilbertówny. Dziewczyna krzyknęła i odwróciła wzrok, wtulając się w Damona, który stał za nią. To był odruch, ale mimo wszystko poczuła spokój i ukojenie, gdy do jej nozdrzy dotarł jego zmysłowy zapach a jego silne ramiona zamknęły ją w żelaznym uścisku, zapewniając poczucie bezpieczeństwa i dodając otuchy. Stefan spojrzał na nią z bólem, ale ona nawet tego nie zauważyła. Zacisnęła powieki i potrząsnęła głową, ale obraz zastygłych w przerażedniu oczu Mathew nie chciał jej opuścić. To był jakiś horror- koszmar, z którego nie potrafiła się obudzić mimo, żę próbowała na wszelkie dostępne sposoby.
To wszystko trwało zaledwie sekundę. Przyjaciele nie zdołali otrząsnąć się z szoku i oszołomienia, gdy Kol chwycił twarz Mathy w obie dłonie i nakazał pewnym głosem:
- A teraz idź do domu Gilbertów i błagaj łowcę o śmierć.
- Nie!- krzyknęła Elena, gdy dziewczyna rozpłynęła się w powietrzu. Dobrze wiedziała, co teraz nastąpi i wiedziała, że nie może do tego dopuścić. Wyrwała się z silnego uścisku Damona i natarła na Pierwotnego, ale ten, nie tracąc dobrego humoru odepchnął ją, zupełnie jakby byłą lekka jak piórko, z taką siłą, zę przeleciałą przez pokój i osunęłą się po ścianie przyległej do komina.

- Elena!-krzyknęli naraz Caroline, Damon, Matt i Stefan. Dziewczyna, ciężko dysząc, podniosła się na równe nogi, ale nim jej przyjaciele zdołali jakkolwiek zareagować Kol uśmiechnął się kpiąco i zniknął w wampirzym tempie. Jeszcze długo potem w powietrzu wisiało ostatnie zdanie, które wypowiedział:

"To dopiero początek"

Przyjaciele spojrzeli po sobie a potem przenieśli wzrok na Klausa i Rebekah, którzy stali z boku i prowadzili niemą konwersację za pomocą spojrzeń.

- Co to miało być do cholery?!- warknęła Caroline podchodząc do Pierwotnego na odległość pocałunku. Jej oczy wyrażały zimną furię a zaciśnięte w wąską linię usta, chęć mordu.
- Jeremy- szpnęła w tym samym czasie Elena i ruszyła biegiem w kierunku drzwi, ale drogę zagrodził jej Damon. Wampir chwycił ją za ramiona i zmusił, żeby na niego spojrzała. Jej oczy błyszczały od łez, ale dostrzegł w  nich też wewnętrzną determinację, która niezmiennie go w niej urzekała. Była silna i kochająca- to miłość była jej motorem, jej silnikiem i jej sterem i to tak bardzo zachwyciło go już na samym początku ich znajomości. Zanim ją poznał nie wierzył, że coś takiego jest w ogóle możliwe.
- Eleno!- krzyknął, potrząsając nią lekko- już nic nie możesz zrobić. Jest już za późno.
- Nie możemy mu pozwolić...- zaczęła, głosem drżącym z emocji, ale przerwał jej głośny krzyk Caroline.
- To wszystko twoja wina!- blondynka wpadła w prawdziwy szał. Nim się obejrzeli Klaus musiał się uchylić przed pędzącym w jego kierunku metalowym koszem na śmieci, zestawem kuchennych noży , mikrofalówką i lodówką.
- Nie rozpędzaj się tak blondie!- zaprotestował Damon, zatrzymując jej dłoń pełną naczyń tuż przed tym, jak cała ich szklana zastawa wylądowała na głowie Pierwotnego- to nasze rzeczy i nie możesz...
- I tak z tego nie korzystacie hipokryto- warknęła, wyswobadzając się z jego uścisku- znalazłam dla nich idealne zastosowanie...
- Caroline, kochana- rzekł Klaus bardzo spokojnie. Jego oczy błyszczały rozbawieniem, ale próbował zachować powagę- porozmawiajmy...
- Niby o czym?- prychnęła dziewczyna, dźgając go w pierś palcem wskazującym- może o tym, że nasłałeś tu swojego psychopatycznego braciszka i udawałeś, że o niczym nie wiesz? A może o tym, że to ten braciszek spowodował śmierć matki Bonnie i członków Rady oraz szał Jeremiego, że to on zabił Tylera?
- Nie mieliśmy pojęcia, że Kol tu będzie!- krzyknęła Rebekah a Elena ze zdziwieniem w jej głosie wyczuła nutę paniki. Blondynka pojrzała na Matta, który nie wiedząc, co o tym wszystkim myśleć po prostu spuścił wzrok i próbował za wszelką cenę nie patzreć na ciało Mathew.
- Nie mieliście pojęcia!- Caroline roześmiała się gorzko- od samego początku chcieliście przyspieszyć proces odkrywania mapy na ciele Jera i gratuluję, udało wam się.  Jednocześnie straciliście wiedźmę, której moc będzie wam niezbędna do odnalezienia lekarstwa. Po tym wszystkim nie możecie już liczyć na Bonnie... Ani na mnie. Wypisuję się z tego- oświadczyła i ruszyła do drzwi, ale Klaus złapał w locie jej nadgarstek i przyciągnął do siebie.
- Nie mówisz poważnie- warknął wściekle- przecież ja nic nie zrobiłem!
- To boli!- krzyknęła Caroline, zerkając znacząco na powoli siniejącą pod wpływem uścisku Klausa rękę- więc albo mnie zabij, albo wypuść. I tak niczego nie wskórasz.

Przez chwilę, dosłownie chwileczkę, mierzyli się na spojrzenia, ale ostatecznie Klaus westchnął ciężko i siląc się na obojętność,  odsunął się nieznacznie. Ułamek sekundy później Caroline wybiegła z Pensjonatu w wampirzym tempie.

- Zamorduję go! Znowu!- warknął Klaus, po czym ruszył w ślad za wampirzycą. Rebekah patrzyłą za nim, przygryzając dolną wargę niemal do krwi, po czym przeniosła wzrok na pozostałych. W jej spojrzeniu można było wyczytać tak niepodobne do niej skruchę i niepewność. 

Elena osunęła się na kanapę i ukryła twarz w dłoniach. Była już tym wszystkich tak cholernie zmęczona, a problemy zamiast się rozwiązywać tylko się jeszcze piętrzyły. Może powinna była umrzeć w tamtym wypadku prawie trzy lata temu, w którym zginęli jej rodzice? Może to by zaoszczędziło jej przyjaciołom tyle bólu, upokorzenia, nerwów? O ile prostsze byłoby ich życie bez niej!
No tak, ale w koncu to był jeden z powodów, dla których wyjechała wtedy z Mystick Falls. Nie wiedziała, jak potoczyłoby się jej życie, ale była pewna, że gdyby Damon nie znalazł jej w Nowym Yorku z własnej woli na pewno nie wróciłaby do domu. Tęksnota byłą niczym w porównaniu ze świadomością, że najbliższe jej osoby są całkowicie bezpieczne.
Matt usiadł obok niej i jakby czytając jej w myślach objął ją ramieniem. Nic nie mówił, nie zapewniał, że wszystko będzie dobrze, nie udawał, że to nic takiego; po prostu tam był, dając jej ciepło i wsparcie, którego tak potrzebowała. Stefan korzystając z jej nieuwagi również się ulotnił a myśl o tym, że najprawdopodobniej poszedł do Katherine nie dawała Elenie spokoju. To był kolejny problem na jej długiej liście i choć to było okropnie egoistyczne z jej strony nie mogła pozbyć się tego okropnego kłucia w sercu. Katheirne była  manipulantką i Elena była przekonana, że wszystko, co Petrova robiła jest  częścią jej wielkiego planu, którego szczegóły znała tylko ona sama. Na pewno wykorzystywała Stefana do osiągnięcia jakiś wymiernych korzyści, jak zawsze zresztą. W dodatku  zaatakowała Matta, zachowując się jak nowonarodzony wampir, który nie potrafi się kontrolować a Salvatore mimo to odnosił się do niej z czułością i życzliwością, której Elenie tak brakowało w ostatnich tygodniach.
Czy to możliwe, by za tym kryło się coś więcej, niż tylko jego naiwność, dobrodsuszność i chęć niesienia pomocy? Czy możliwe, by dwa lata temu  pomyliła się  w ocenie sytuacji? Czy Stefan wciąż kochał Katherine?
Dziewczyna potrząsnęła gwałtownie głową, próbując pozbyć się natłoku niepokojących myśli i wtedy jej wzrok padł na ciało, wciąż leżące na podłodze w kałuży zastygłej krwi. No tak, mieli teraz większe problemy niż jej życie uczuciowe i romanse Stefana Salvatore.

- Trzeba to posprzątać- powiedziała słabo i drżąc na całym ciele skierowała się w stronę wyjścia. Była powolna i ociężała, zdawało jej się, że minęła cała wieczność, nim wreszcie dotknęła klamki i poczuła na twarzy chłodną bryzę wiosennego, świeżego powietrza.

Tym razem nikt jej nie zatrzymał.




****


Stanęła na tak dobrze znanym sobie ganku, przygryzając dolną wargę niemal do krwi. Ten dom kiedyś mogła traktować jak własny- miała tu swoje łóżko, swoją szczoteczkę od zębów i swoją prywatną szafeczkę w pokoju przyjaciółki, jednak teraz, w tę ciepłą wiosenną noc, stojąc przed drzwiami, do których  bała się zapukać czuła się tak bardzo nie na swoim miejscu, jak to tylko możliwe .Dłonie drżały jej ze zdenerwowania a żołądek zawiązał się w jeden wielki supeł. Miała ochotę  uciec jak najdalej stąd i jednocześnie wiedziała, że to tylko pogorszyłoby sprawę.Czuła się jak idiotka, gdy odważyła się wreszcie zapukać do drzwi. Nie była zaskoczona, gdy w progu zamiast ukochanej mulatki stanął Ben- po prostu próbowała ukryć rozczarowanie pod wymuszonym, bladym uśmiechem. Chyba jednak jej się to nie udało, bo blondyn posłał jej pełne współczucia spojrzenie i odpowiedział równie niepewnym uśmiechem.

- Jak ona się trzyma?- spytała dziewczyna, nie bawiąc się w niepotrzebne wstępy. Ben pokręcił głową, sfrustrowany.
- Jest wstrząśnięta- przyznał bez ogródek- ale to już pewnie wiesz... Ponownie straciła matkę, w dodatku za sprawą osoby, która była jej tak bliska... Wciąż nie może w to uwierzyć i prawdę mówiąc, ja też nie. Abby była mi jak matka przez te ostatnie miesiące. Świat bez niej jest bury, pozbawiony radości.
- To wszystko wina Kola- zapewniła go Elena gorliwie- to on sprowadził tu Abby, to on przemieniał członków rodziny założycieli w wampiry i wysyłał do Jeremiego.
- Możliwie, ale to Jeremy ich wszystkich zabijał i to on wbił kołek w serce Abby- oświadczył Ben stanowczo, beznamiętnie. Po twarzy Eleny przebiegł grymas bólu, ale mimo, że kilkakrotnie otwierała i zamykała usta, nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Dobrze wiedziała, że Ben ma rację, choć było to tak cholernie raniące i niesprawiedliwe.
- Muszę z nią porozmawiać- oświadczyła i spróbowała przekroczyć próg, ale na swej drodze napotkała niewidzialną barierę.

Zmarszczyła brwi sfrustrowana i spróbowała raz jeszcze dostać się do domu przyjaciółki, napierała na niewidzialną ścianę, kopała, krzyczała... Wszystko na nic. Ben niewzruszony  czekał spokojnie aż jej atak szału minie. Wiedział, że wściekły wampir to niebezpieczny wampir, ale wiedział również, że po tej stronie drzwi jest całkowicie bezpieczny.

- Co do diabła...- zaczęła Elena, ciężko oddychając. To wyglądało tak, jakby nie miała już prawa wstępu do tego domu, co było o tyle irracjonalne, że na samym początku jej wampirzej przygody Bonnie osobiście ją zaprosiła. Przecież tego nie można od tak sobie cofnąć!
- Nałożyłem na ten dom zaklęcia ochronne- powiedział Ben spokojnie- to nic osobistego, Bonnie chciała się po prostu poczuć znów bezpiecznie a ty... No cóż, przypominasz jej o tym, co się wydarzyło, poza tym jesteś wampirem, siostrą mordercy...

Już w połowie tego zdania po policzkach Eleny zaczęły płynąć łzy. Przecież doskonale wiedziała, że teraz nic nie będzie takie jak dawniej. Tyler odszedł na zawsze, matka Bonnie, przyjaciółki od piaskownicy, została brutalnie zamordowana na jej oczach przez Jeremiego, który marzył o tym, by zatopić drewniany kołek w sercu własnej siostry... 

- Powiedz jej... że ją bardzo kocham- wyszeptała Elena niczym w trasie, łykając gorzkie łzy- i że bardzo się cieszę, że ma ciebie... że się nią opiekujesz. Dziękuję ci za to- dodała, po czym biegiem wróciła do samochodu.

Ben odprowadzał ją wzrokiem z kpiącym uśmiechem. On również się z tego cieszył. Jakże mogłoby być inaczej- miał w końcu pod opieką jedną z najpotężniejszych czarownic współczesnego świata.


****
 Łzy płynęły nieprzerwanym strumieniem po jej policzkach, ale nie przejmowała się tym w ogóle. Pociągnęła łyk z butelki whysky, którą trzymała oburącz i ponownie spojrzała na grób Tylera. 

Głęboki dół i kopiec, uformowany w nieweilkich rozmiarów mogiłę, po srodku której znajdował się drewniany krzyż. Tyle pozostało z jej wielkiej miłości, o którą tak ciężko i usilnie walczyła przez ostatnie miesiące. W jednej sekundzie straciła wszystko, na co tak ciężko pracowała i powoli zapadała się w sobie. 

"Tyler Lucas Loodwood 
* 18.08.1995
+ 15.04.2014
To miało być już na zawsze, ale teraz widzimy, że wieczna jest tylko nasza miłość i żałoba "



- Dlaczego nas zostawiłeś?- zaszlochała Caroline- dlaczego to wszystko się stało? Jak mogłeś mnie opuścić, gdy tak bardzo cię potrzebowałam! 

Odpowiedziała jej jedynie cisza, która doprowadzała ją do szału. 

- Widzisz, co się dzieje?!- krzyknęła a po lesie rozniosło się echo jej głosu. Hałas wypłoszył chmarę ptaków, które wzbiły się gwałtownie w powietrze,a le dziewczyna w tym momencie miałą to wszystko gdzieś-  Jeremy szaleje, Bonnie straciła matkę, Kol wrócił, Elena znów cierpi... A ty siedzisz sobie gdzieś tam z Rickiem i Lexi i masz to wszystko w dupie udając, że cię to nie dotyczy! Nie wiesz, jak bardzo nam cię brakuje?! Jak mogłeś się tak łatwo poddać, ty tchórzu?! Przecież ja chciałam ci wybaczyć, chciałam do ciebie wrócić! Wszystko mogło być dobrze! Przecież wiedziałeś, że dalej cię kocham! Dlaczego nie mogłeś żyć dla mnie?! 
- Caroline?- usłyszała niepewny szept i aż podskoczyła w miejscu. 

Nie słyszała kroków ani szelestu wśród drzew i teraz serce podeszło jej do gardła, gdy spojrzała w kierunku, z którego dobiegał ten głos. Przez moment w zbliżającej się sylwetce ujrzała Tylera, ale złudzenie zniknęło, gdy tylko mężczyzna wyszedł z mroku i światło księzyca w pełni oświetliło  jego twarz. 

- Co tu robisz, Klaus?!- spytała zirytowana, ponownie pociągając łyk alkoholu.- mówiłąm, że nie chcę cię więcej widzieć! 
- A ja mówiłem ci już nie raz, że nie odpuszczę- odparł łągodnie i przysiadł obok niej na powalonym pniu. 

Dziewczyna spróbowała się odsunąć jak najdalej mogła, ale Pierwotny nie pozwolił jej na to, ujmując jej twarz w obie dłonie. Wyglądała naprawdę żałośnie ze śladami łez zmieszanych z tuszem na całej twarzy i tą smutną, tak nie pasującą do niej miną cierpiętnicy. Cała drżała a jej oczy wyrażały bezgraniczny żal i Klaus natychmiast przypomniał sobie tę noc po śmeirci Tylera, gdy mógł trzymać ją w ramionach i uspokajać. Wtedy po raz peirwszy odsłoniła przed nim swoją słabość i pozwoliła zrobić mu ze sobą, co tylko chciał. A ponieważ on chciał ją chronić, pocieszył i ulżyć jej w cierpieniu to właśnie zrobił. I zrobiłby to teraz ponownie, gdyby tylko na to pozwoliła, gdyby tylko zechciała go wysłuchać. 

- Zostaw mnie- poprosiła słabo. Nie miała już siły walczyć, krzyczeć, grozić. Była zmęczona i zbyt pijana, by myśleć logicznie- to wszystko twoja wina, część twojego kolejnego chorego planu, w który my daliśmy ci się wciągnąć. Gratuluję, znów udało ci się nas oszukać...
- Nie miałem z tym nic wspólnego!- zaprotestował gorliwie blondyn, kciukami gładząc jej zaróżowione policzki- nie wiedziałem, że Kol jest w mieście i nie wiedziałem, że to on stoi za tymi wszystkimi zabójstwami. Myślałem, że to...- urwał gwałtownie w pó zdania, ale Caroline mimo, że była pijana natychmiast to podchwyciła. 
- Myślałeś, że co?- spytała, momentalnie przytomniejąc- Klaus, czy coś nam grozi? Czy coś grozi Tobie?
- Nie bądź śmieszna kochanie- prychnął Pierwotny, siląc się na lekki ton głosu- mi nic nie może zagrozić... 

Caroline wbiłą w niego naglące spojrzenie a on westchnął ciężko i przysunął się do niej jeszcze bliżej. 

- Jedyne, co musisz wiedzieć to to, że nikomu nie pozwolę cię skrzywdzić- rzekł z mocą- owszem, czas mnie goni i sam załatwiłbym tę sprawę nieco inaczej a z pewnością szybciej, ale nigdy nie pozwoliłbym, żeby moje działania w jakiś sposób cię naraziły, rozumiesz?

Caroline patrzyła mu prosto w oczy i on, po raz peirwszy w życiu, naprawdę odsłonił się przed nią w pełni. Wampirzyca w oszołomieniu pokiwała głową, na co Pierowtny jedynie uśmiechnął się pod nosem.

- Kol już dawno powinien się nauczyć, że nie warto robić niczego za moimi plecami- ciągnął a w jego głosie dało się wyczytać nutę groźby- poniesie zasłużoną karę, zaręczam ci kochana. 

Nie spodziewała  się po nim takiej wylewności. Dawniej wydawało jej się, że Klaus interesuje się nią tylko dlatego, że jest ładna i niedostępna, ale teraz w jego czach dostrzegła prawdziwe uczucie, które kompletnie zbiło ją z tropu i znieniło jej sposób patrzenia na niego o sto osiemdziesiąt stopni. Nie wiedziała, czy było to spowodowane sytuacją w jakiej się znaleźli, czy też alkoholem, który wciąż buzował w jej żyłach, ale nagle stała się przerażająco świadoma jego obecności- jego zmysłowy zapach nęcił jej zmysły, jego dłonie, którymi wciąż gładził jej twarz wywoływały ciarki na plecach. Nie myśląc nad tym, co właściwie robi spuściła wzrok na jego kształtne usta, które teraz wykrzywione były w tak niepodobnym do niego,  łagodnym uśmiechu.
- Dobrze-szepnęła cicho i pokonała dzielące ich kilka centymetrów, delikatnie łącząc ich usta w nieśmiałym, słodkim i bardzo niewinnym pocałunku. 
Jego wargi zapłonęły i  początkowo Klaus nawet na to nie zareagował, zbyt oszołomiony, by w ogóle skojarzyć, co się właśnie stało. Szybko się jednak zreflektował i przyssał się do jej dolnej wargi delikatnie z wyraźną lubością. To było jak wybuch wulkanu, jak fajrwerki i choć żadne z nich nie poglębiło pocałunku, który skłądał się jedynie na subtelne i niepewne muśnięcia warg,  oboje czuli go w każdym nerwie z osobna. Aż do teraz Klaus nie sądził, że coś takiego jest w ogóle możliwe. 

Jak bardzo cieszył się, że się pomylił.

****

Kolejny raz w ciągu tej felernej  nocy Elena stanęła przed drzwiami  domu, w którym nie była mile widziana. Czekając, aż ktoś wreszcie odpowie na jej naglące pukanie przypomniała sobie wszystkie chwile spędzone w tym domu- w czterech ścianach, niosących za sobą echo jej dziecięcych lat i rodzinnego szczęścia. Tyle wspomnień... 

Z zamyślenia wyrwał ją dźwięk, wydawany przez drewniany kołek, przecinający powietrze. Elena w ostatniej chwili odskoczyła- inaczej ostrze wbiłoby się w jej pierś. Serce podeszło jej do gardła, gdy spojrzała na Jeremiego, który właśnie naciągał kuszę, szykując się do oddania kolejnego strzału. 

- Jeremy!- zawołała i uniosła dłonie niczym policjant, chcący przekonać zbrodniarza, że nie posiada broni- Jeremy, proszę...

Nie dane jej było jednak dokończyć, bo w tym samym momencie koło jej ucha ze świstem przeleciał kolejny pocisk i wbił się w stojące za nią drzewo.
- Posłuchaj mnie!- krzyknęła desperacko- Jer, jestem twoją siostrą. Wiem, że w głębi serca nie chcesz tego zrobić. Zastanów się!
- Nieprawda- odwarknął ostro- nie jesteś moją siostrą, tylko zwykłą przybłędą, która stała się potworem. Nic nas nie łączy.

Po twarzy Eleny przebiegł grymas bólu.

- Jestem twoją kuzynką  Jer- przypomniała mu, z trudem łykając łzy- twoją siostrą cioteczną, nieważne, że nie rodzoną. Wychowaliśmy się jak rodzeństwo i kocham cię. Wiem, że ty też w głębi serca mnie kochasz. Musimy to naprawić.

- Masz rację- przyznał chłopak z mściwą satysfakcją- i ja właśnie to naprawiam- dodał i nim Elena zdążyła chociażby mrugnąć kolejny pocisk poszybował w jej kierunku, zmuszając ją do podskoczeniu na dwa metry w górę.

- Cholera, Jeremy!- warknęła, w wampirzym tempie znalazła się przy nim i wytrąciła mu kuszę z rąk. Oszołomiony chłopak wylądował na ziemi, powalony jej ciężarem i siłą. Elena unieruchomiła   jego ręce nad głową. Wokół jej oczu pojawiły się pulsujące żyły, podczas gdy one same stały się czarne jak nocne niebo. Z jego spojrzenia wyczytała mieszaninę obrzydzenia i strachu, gdy obnażyła przed nim kły.

- Proszę cię- szepnęła pozwalając, by jej twarz wróciła do normalności- spójrz mi w oczy. Musisz to widzieć. Jestem wciąż tą samą osobą, co jeszcze kilka miesięcy temu. Pamiętasz co się działo po mojej przemianie? Pamiętasz, jak próbowałeś  mnie chronić, jak mnie wspierałeś? Nie mogłabym skrzywdzić kogoś takiego.- dodała cicho i powoli, patrząc mu prosto w oczy wyswobodziła go ze swojego żelaznego uścisku i pozwoliła mu się odsunąć. Bardzo ostrożnie, nie spuszczając z niej wzroku, Jeremy podniósł kuszę i skierował w jej stronę z wahaniem, które wywołało jej nikły uśmiech.

- Możesz mnie zabić- rzekła beznamiętnie, pewna swoich słów jak nigdy przedtem- nie będę już z tobą walczyć. Myślę jednak, że nie ja jestem twoim problemem. Potrzebujemy się nawzajem, bo oboje nie mamy nikogo poza sobą. Wiesz, że mam rację- tylko ja mogę ci pomóc w misji, którą sobie narzuciłeś.

W napięciu oczekiwała na jego odpowiedź. Wiedziała, że się waha i wiedziała, że dla niego to trudny wybór- zabić ją w tej sekundzie, gdy nie stawiała oporu, czy też pozwolić, by taki potwór chodził po ziemi i zjednoczyć siły, przeciw silniejszemu i o wiele groźniejszemu wrogowi.

To była decydująca chwila....

Chwila, która oboje miała określić jako rodzeństwo...

            I jako wojowników.